fot. PAP/Stanisław Rozpędzik

Stracona szansa Polaków, biało–czerwoni wciąż poza hokejową elitą

Polscy hokeiści nie wykorzystali szansy, by po 13 latach powrócić do hokejowej elity. W ostatnim meczu mistrzostw świata dywizji I biało–czerwoni ulegli Węgrom 1:2. Zwycięskiego gola Madziarze zdobyli 4 sekundy przed końcową syreną, gdy na lodowisku nie było już polskiego bramkarza.


Ostatni pojedynek mistrzostw świata I dywizji miał zdecydować o tym, która z reprezentacji powróci do światowej elity. Biało–czerwoni, aby osiągnąć sukces musieli wygrać za trzy punkty. Madziarom do awansu wystarczał remis w regulaminowym czasie gry.

Od początku spotkania lepsze wrażenie sprawiali Węgrzy, który bardzo często gościli w tercji obronnej naszych hokeistów. Świetnie w bramce spisywał się jednak Przemysław Odrobny. Popularny „Wiedźmin” dobrze radził sobie z uderzeniami rywali i mimo ciągłego ostrzału nie pozwolił sobie na żaden błąd.

Polacy, którzy liczyli na skuteczne kontry, w końcu zaczęli przedzierać się na połowę przeciwnika. W 12. minucie dwie groźne akcje przeprowadził Radosław Galant. Dobrze spisał się w tym wypadku Miklos Rajna. Pierwszą próbę naszego zawodnika, zmierzającą pod poprzeczkę, bramkarz Madziarów odbił kaskiem.

Biało–czerwoni dobrze rozpoczęli drugą tercję spotkania. Ze strzałem Kamila Kalinowskiego poradził sobie jednak Rajna. Gdy na ławce kar niepotrzebnie usiadł Krzysztof Zapała, Węgrzy rozpoczęli bombardowanie bramki Odrobnego. Ofiarna i skuteczna obrona nie pozwoliła im jednak na zakończenie gry w przewadze golem. Sytuacja powtórzyła się w momencie, kiedy sędziowie odesłali na ławkę kar Kamila Kalinowskiego.

Podopieczni Jacka Płachty dobrze weszli w decydującą część meczu, na kilkadziesiąt sekund zamykając rywali w ich strefie obronnej. Później jednak chwila nieuwagi polskich hokeistów i pozornie niegroźna akcja rywali przyniosła im – jak się potem okazało – decydującego gola. Janos Hari poprawił uderzenie swojego kolegi i nie dał szans Odrobnemu.

Biało–czerwoni rzucili się do szaleńczych ataków. Spora nerwowość i duża niedokładność utrudniały zadanie naszym hokeistom. W końcu po ryzykowanym manewrze naszego szkoleniowca (zjazd bramkarza z lodowiska), krążek w samym okienku umieścił Mateusz Bryk. Świetną pracę wykonał w tym wypadku Marcin Kolusz, który zasłonił Miklosa Rajnę, uniemożliwiając mu skuteczną interwencję.

Do końca pojedynku pozostało jeszcze kilka minut. Sporo kontrowersyjnych decyzji sędziowskich i ambitna gra Węgrów nie pozwoliła Polakom na zwycięskie trafienie. Brak naszego bramkarza na 4 sekundy przed końcem wykorzystali Węgrzy. Gola, który przekreślił ostatnie nadzieje biało–czerwonych, zdobył Bence Sziranyi.

Polacy zajęli ostatecznie trzecie miejsce w mistrzostwach świata I dywizji. Do elity awansowały reprezentacje Kazachstanu i Węgier. Rozczarowali Włosi – po porażce z Kazachstanem uplasowali się ostatecznie na piątej pozycji. Ostatnia lokata w turnieju przypadła Ukraińcom, którzy w przyszłym sezonie wystąpią w mistrzostwach świata II dywizji.

***

Polska – Węgry 1:2 (0:0, 0:0, 1:2)
Mateusz Bryk 57’ – Janos Hari 42’ Bence Sziranyi 60’

Polska: Odrobny, Radziszewski – Bryk, Rompkowski, Zapała, Malasiński, Kolusz – Pociecha, Dutka, Chmielewski, Kowalówka, Pasiut – Wajda, Kotlorz, Laszkiewicz, Dziubiński, Galant – Kruczek, Wanacki, Bagiński, Urbanowicz, Kalinowski

Węgry: Rajna, Bálizs – Metcalfe, Szirányi, Sarauer, Kóger, Sofron – Vas, Kiss, Sebők, Erdély, Vas – Orbán, Pozsgai, Kovács, Banham, Nagy – Gőz, Benk, Hári, Vincze, Magosi


Końcowa tabela mistrzostw świata I dywizji w hokeju na lodzie:

1. Kazachstan     15 pkt. (23-6)
2. Węgry     12 pkt. (14-11)
3. Polska     6 pkt. (9-9)
4. Japonia     6 pkt. (10-16)
5. Włochy     5 pkt. (7-12)
6. Ukraina     1 pkt. (8-17)

Sport.RIRM

drukuj