Polska wymęczyła wygraną z Litwą

Polska pokonała Litwę 2:1 w towarzyskim meczu rozegranym na PGE Arenie w Gdańsku. Bramki dla podopiecznych Adama Nawałki zdobyli Arkadiusz Milik oraz Robert Lewandowski.

Polska z naszym niegdyś „bratnim” narodem grała w historii łącznie 8 razy. Spośród 8 razy wygraliśmy tylko.. 3. A Litwa, to dzisiaj 106 zespół w rankingu FIFA. Kilku milionowy naród. Oglądając starcia z Litwinami, mam wrażenie, jakbym oglądał Polaków w starciu z Niemcami…

Ale nie jest do końca tak dobrze – bo Polacy z Litwinami przegrywali. Ostatnio 2:0, a łącznie trzykrotnie to oni, a nie biało-czerwoni wychodzili z tych starć zwycięsko. Co ciekawe w dzisiejszym meczu to Polacy, mieli „rozstrzelać” i powiększyć znacząco oczka litewskiej siatki..

Po pierwszych 7 minutach tego meczu, który niemal pod sam dach był wypełniony polskimi kibicami, można było żywić takie nadzieje. Nasi reprezentanci naciskali od pierwszego gwizdka, i naprawdę konsekwentnie wymieniali się piłką, ale z drugiej strony, to czego można było  się spodziewać, po takim rywalu ?

Na pewno walki. Bo Litwini po raz kolejny w spotkaniu z południowymi sąsiadami pokazali serce. I boleśnie obnażyli nasze braki, które jak 4-letnie dziecko uczące się alfabetu można wymieniać w kółko : niezdyscyplinowanie, brak koncepcji (tutaj akurat szczególnie pod tym względem można wytknąć Mateuszowi Klichowi – momentami przypominał Macieja Żurawskiego, który takie zagrania do tyłu wręcz uwielbiał).. a także niekonsekwencję w grze, niepotrzebne zagrania „na hura”, czyli byle do przodu. Brakowało gry liniami, a anemiczni w pierwszej połowie Kamil Grosicki i Maciej Rybus, którzy po kilkunastu minutach zmienili się stronami (?), byli.. „słabi”, mówiąc delikatnie. Ciągłe rozgrywanie na mus przez środek, dziwne cyrkle w wykonaniu środkowego pomocnika PEC Zwolle.. ale nie tylko Klich zagrał, tak roztargniony. Ogółem nie zachwyciła defensywa, która zawaliła pod koniec pierwszej części meczu, gdy 20-letni Spalvis świetnie wyłonił się zza linii obrony i po obiciu słupka wypunktował bezradnego Artura Boruca. Kogo w tej naszej „linii rozpaczy” (może i dobrze że Adam Nawałka sięgnął po Thiago Cionka?) winić najbardziej za straconą bramkę ? Wilusza, który nie przypilnował rywala po świetnej wrzutce Cernycha, a piłkarz Aalborga nawet z zamykającego (w zamierzeniu) środek linii Kamila Glika nic sobie nie zrobił. Krótko można podsumować jeden z większych mankamentów polskiej reprezentacji : opieszałość.

Choć należy także wymienić kilka pozytywów, kilka akcji nawet w feralnej pierwszej części gry dało się rozegrać naszym zawodnikom. Choćby główka Lewego po dośrodkowaniu Glika z 22 minuty czy 2 dobrze wrzucone rożne Mateusza Klicha z 7 minuty. A w 33 minucie naprawdę dobrą akcję pociągnął (co mogło być sygnałem że drugą partię zagra lepiej – i tak było) popularny Grosik, ale Arkadiusz Milik zbyt miękko uderzył. Ogólnie postawę Milika w tym meczu można oceniać dwojako – świetnie zachował się przy bramkowej sytuacji  od właśnie zawodnika Reims, kończąc WRESZCIE akcję, ale ogólnie się trochę dzisiaj przewracał. I to dosłownie, bo od pierwszej minuty, widzieliśmy kilka ”orłów” świeżo upieczonego snajpera Ajaksu, który konsekwentnie zwracał na siebie tym uwagę. Swoją drogą, to.. czy tak trudno było wziąć i sprawdzić kilka par korków przed meczem ? To już pozostawmy bez komentarza.

Robertowi Lewandowskiemu trzeba było oddać, iż naprawdę opaskę kapitana przyjął jako zaszczyt i obowiązek. Bo choć jak na napadziora Bayernu i króla strzelców, strzelecko nie zabłysnął, to jako trzon kadry i największa gwiazda wziął na swoje barki ciężar gry. W słabszych momentach cofał się i brał za odbiór, a także rozgrywał. Nieraz postraszył atakiem na piłkę bramkarza Arslaukisa, i efektownie wkręcał porażonych chyba blaskiem gwiazdy Bundesligi litewskich defensorów. Miał kilka okazji a w 36’ minucie po dobrej tym razem wrzutce Macieja Rybusa trafił prosto w golkipera kazańskiego Rubina. No i karny..

Druga połowa to poprawa w szeregach polskiego zespołu. Tak można w kilku słowach streścić zmianę, spowodowaną chyba zimnym prysznicem trenera Adama Nawałki. Od początku do zdecydowanej przewagi w posiadaniu (66% -34%) doszła jeszcze jakość w rozgrywaniu. Może nie od razu zrobiło się kolorowo to widać, że „Orły” (Milik kilka razy fiknął) poczuły sportową złość. Coraz bardziej zamykali Litwę na poprzednio polskiej części boiska, i coraz lepiej i szybciej przechwytywali. Chociaż przeciwnicy przeprowadzali jakieś próby kontr, to można je policzyć na palcach. A polscy gracze po akcji w myśl prezesa Bońka : „dostajesz – oddajesz”, zdecydowanie, po ziemi po wymianie piłki miedzy Piszczkiem (średni mecz jak na niego, oczywiście o wiele lepiej niż odpowiednik – Wojtkowiak)  a wymienianym Grosickim, który w stylu podającego Dortmundczyka „ściął” murawę i Milikowi pozostało tylko strzelić. I uffff.. Polscy kibice, którym jako jedynym nie ma czego zarzucić, dostali to czego tak się domagali. Już 3 minuty po wyrównaniu, w 62’ po dośrodkowaniu na głowę Grzegorza Krychowiaka, ten pada na trawę potraktowany pięścią piąstkującego Arlauskisa, co dziwne to on, a nie rozchwytywany center Stade Rennes padł na murawę. W ogóle golkiper litewski, może nie zagrał wyjątkowo, ale jego próbę zaprezentowania się można udać za udaną. Innych litewskich akcentów, w tej części nie było widać – piłką grali, można  powiedzieć, cały czas Polacy.

Trenerskiego nosa, czego nie boję się stwierdzić, pokazał polski coach – poczekał, aż Polacy się rozegrają po kubłach na otrzeźwienie, które im sprawił w przerwie i w 71 minucie wpuścił aż 4 zmienników : Olkowskiego, Mączyńskiego, Linetty’iego i Sobotę. Boisko opuścili odpowiednio Grosicki, Krychowiak, Klich i Rybus, wcześniej w przerwie Boruca zmienił Szczęsny. Zmiany przeprowadzali także rywale (pod koniec z boiska zszedł Spalvis), ale oprócz autora jedynego trafienia dla Litwy, chyba żaden nie zasłużył na wyróżnienie. Może tylko Cernych.

W 76 minucie brawa zebrał Piszczek i w jego miejsce linię pomocy zasilił Żyro, i moim zdaniem to dosyć ciekawa opcja dla Polskę. Z 4-4-3 na 3-5-2 to może być jakaś forma przeciągnięcia ciężaru gry do środka i wzdłuż środka, bo nie oszukujmy się – linia obrony to nie jest nasz atut. 3 min później nastąpiła ustalająca wynik sparingu sytuacja – Lewy jest faulowany w polu karnym, świetnie zasłania piłkę i Litwin sięga po nią przez jego nogi. Pewny strzał daje nam pierwsze od 11 lat zwycięstwo z północnym sąsiadem – z ekipą obecnie prowadzącego zespól trenera Pankratjevasa, ostatnio mierzyliśmy się 2 lata temu i przegraliśmy 2:0. Lewandowski miał świetną okazję by tuż przed końcem ustrzelić dublet, ale trącony przez bramkarza źle się złożył i przerzucił prawie pustą bramkę.. Wynik jest do przodu, ale niezbyt satysfakcjonujący – straciliśmy gola po nierównej i momentami chaotycznej grze ze 106 ekipą z rankingu.. Ale co się można dziwić, skoro San Marino mogło się na to zdobyć.. Następny mecz Polaków już we wrześniu, o punkty ze zwycięskim ostatnio Gibraltarem. Sam nie wiem, czy jest na co czekać..

Polska – Litwa 2:1

Arkadiusz Milik (59), Robert Lewandowski (79-karny) – Lukas Spalvis (44).

Sędzia: Minoru Tojo (Japonia).

Widzów: ok. 33 074.

Polska: Artur Boruc (46. Wojciech Szczęsny) – Łukasz Piszczek (76. Michał Żyro), Maciej Wilusz, Kamil Glik, Grzegorz Wojtkowiak – Kamil Grosicki (71. Paweł Olkowski), Grzegorz Krychowiak (71. Krzysztof Mączyński)), Mateusz Klich (71. Karol Linetty), Arkadiusz Milik, Maciej Rybus (71. Waldemar Sobota) – Robert Lewandowski

Litwa: Giedrius Arlauskis – Egidijus Vaitkunas, Tadas Kijanskas, Georgas Freidgeimas, Vytautas Andriuskevicius – Fedor Cernych (85. Ramunas Radavicius), Gediminas Vicius (68. Mantas Kuklys), Arturas Żulpa, Karolis Chvedukas (89. Simonas Stankevicius), Saulius Mikoliunas (55. Vytautas Luksa) – Lukas Spalvis (82. Ricardas Beniusis)

Sport/RIRM

drukuj