fot. PAP/EPA

ME w piłce ręcznej: Przed nami jeszcze przynajmniej trzy horrory

Jeśli ktoś ma słabe nerwy albo problemy z sercem, dla własnego dobra powinien zrezygnować ze śledzenia na żywo poczynań naszej reprezentacji w ME w piłce ręcznej. Po trzech rozegranych przez nią spotkaniach jednego możemy być pewni przed następnymi meczami – emocji i nie pewności wyniku do ostatniej „wenty”.

Naszych piłkarzy ręcznych w tym turnieju stać na wszystko. Problem w tym, że jeżeli myślą oni o awansie do półfinału muszą pokonać Białoruś, Chorwację i Szwecję. Oceniając realnie nasze szansę z Chorwacją na wielkich turniejach przegrywamy regularnie, nawet za świetności drużyny Bogdana Wenty. Ze Szwecją raz wygrywamy, raz nie. Ostatnio bilans z tą ekipą jest raczej na remis w eliminacjach na ich terenie przegraliśmy ale u siebie zdecydowanie zwyciężyliśmy. Z Białorusią – najsłabszą w tym gronie – ostatnio mamy problemy. Wygraliśmy z nimi na ostatnich mistrzostwach świata ale tylko dwoma bramkami, przegraliśmy za to parę tygodni temu w turnieju towarzyskim.

Walkę o półfinał nasi szczypiorniści rozpoczną już dzisiaj od godziny 16.00. Naprzeciwko nich wyjdzie drużyna naszych wschodnich sąsiadów. W pierwszej fazie turnieju Białorusini wysoko przegrali z Chorwacją i Szwecją. Awansowali z zerowym dorobkiem punktowym dzięki zwycięstwu z Czarnogórą. Szczególnie (co jest normą w meczach z tym rywalem) musimy uważać na gwiazdę Barcelony Siergieja Rutenkę. W dwóch spotkaniach w których wystąpił w pełnym wymiarze czasu na tym turnieju zdobył on, aż 21 bramek. Oczywiście w przypadku naszej ekipy największą przeszkodą do pokonania będzie bramkarz przeciwników ale to też jest pewnego rodzaju tradycja. Drugą największą gwiazdą po Rutence jest trener Białorusi – Jurij Szewcow. Część naszych piłkarzy zna go jeszcze z czasów wystepów w niemieckiej drużynie Rhein-Neckar Löwen– którą prowadził. Mówi się o nim „ wielki spryciarz i świetny taktyk”, ciekawe czy na Polaków to wystarczy.

W drugiej części turnieju poziom trudności dla naszych szczypiornistów będzie stopniowo wzrastał. Mimo wszystko w starciu z Białorusią jesteśmy faworytami, inaczej będzie we wtorek. Wtedy zmierzymy się ze Szwedami, którzy na tym turnieju ulegli i to 24:25 Chorwacji i prezentują się lepiej od naszych piłkarzy
Na zakończenie, kiedy wszystko będzie jasne, a może dopiero o wszystko będziemy grać prawdziwy deser dla koneserów ręcznej czyli pojedynek z dotąd nieosiągalną dla nas Chorwacją. Ten mecz już w środę 22 stycznia o godzinie 20:15.

Ewentualny awans naszej kadry do półfinału byłby nie małą sensacją. Wszystko jest jednak możliwe. Nasi muszą tylko grać w obronie tak jak dotychczas, liczyć na fenomenalnego Sławomira Szmala w bramce, a przede wszystkim wyeliminować parominutowe przestoje, poprawić skuteczność i nauczyć się strzelać karne.

Teoretycznie proste, ale czy realne?

Sport/ RIRM

drukuj