Szkoda czyni mądrym

Moje osobiste refleksje po wywiadzie z Panem Mazurkiem w Rzeczpospolitej z dnia 7-8 września 2013 r.

Popełniłem błąd. Przyznaję się bez bicia. Gdy Robert Mazurek z Rzeczpospolitej zaproponował mi wywiad, zgodziłem się bez zastanowienia. Dziennikarzom się przecież nie odmawia. Poszedłem na rozmowę mimo, że mój znajomy ostrzegał: „Stary, czy zdajesz sobie, że wystąpisz w kabarecie?”. Zbagatelizowałem jego słowa i okazało się, że prawdę mówi znane przysłowie „mądry Polak po szkodzie”.

Rozmowa z p. Mazurkiem odbyła się w kawiarni i miała sympatyczny przebieg, i być może o to Panu chodziło. Dowiedziałem się, że był na wakacjach w Portugalii trzy tygodnie, że jego córka ma 10 lat i jest w wieku mojego dziecka, że jesteśmy rówieśnikami. Co prawda mój interlokutor cały czas wchodził mi w zdanie, przez co nie mogłem dokończyć żadnej myśli, a rozmowa wyglądała jak ping–pong, ale przy stoliku było rzeczywiście wesoło.

Po opublikowaniu tej rozmowy przestało mi być wesoło. Okazało się bowiem, że w trakcie spotkania z Mazurkiem doznałem chwilowej, acz drastycznej metamorfozy. Z zoologicznego antykomunisty, autora ustawy lustracyjnej uchwalonej niemal jednogłośnie przez Sejm i jednego z autorów ustawy o odszkodowaniach dla ofiar komunizmu, przemieniłem się w miłośnika komuchów i ich wielkiego szefa Aleksandra Kwaśniewskiego. A wszystko za dotknięciem czarodziejskiej różdżki redaktora Mazurka.

I tak oto Pan Mazurek dał sygnał wszystkim prawicowym zwolennikom sojuszy z SLD (tak Adamie, to Ciebie dotyczy) do bezpardonowego ataku na mnie. W tym miejscu więc oświadczam, nie tędy droga moi przyjaciele. Ani ja, ani Solidarna Polska nie mamy najmniejszego zamiaru przeszkadzać Wam w zawarciu wymarzonej koalicji z Leszkiem Millerem i jego kolegami.

Żeby nie było już żadnych wątpliwości, najbardziej z byłych prezydentów cenię
śp. Lecha Kaczyńskiego za jego patriotyzm i wartości, którymi kierował się w służbie publicznej. Natomiast jakkolwiek doceniam działania Aleksandra Kwaśniewskiego ws. pomarańczowej rewolucji na Ukrainie i jego wkład w wejściu Polski do UE i NATO, lecz nigdy nie miałem wątpliwości, że był on filarem patologicznego postkomunistycznego systemu władzy i ochrony esbeckiej nomenklatury.

I na zakończenie, już bez tej kabaretowej zadymy.
Pan prezydent Lech Kaczyński był moim prezydentem, bo reprezentował te wszystkie wartości, które są mi bliskie. To tylko tyle i aż tyle.

Arkadiusz Mularczyk, przewodniczący Klubu Parlamentarnego SP

drukuj