Papież dynamizmu apostolskiego

Z JEm. ks. kard. Zenonem Grocholewskim, prefektem Watykańskiej Kongregacji Wychowania Katolickiego, rozmawia Katarzyna Cegielska.

Ksiądz Kardynał w 2001 r. razem z obecnym Ojcem Świętym został wyniesiony do godności kardynalskiej. Jakim człowiekiem jest Papież Franciszek? Czy Ksiądz Kardynał miał możliwość współpracy z ks. kard. Jorge Mario Bergoglio?

– Nie współpracowaliśmy bliżej ze sobą, ale oczywiście znałem wcześniej ks. kard. Bergoglio, zanim jeszcze został kardynałem. Miałem kiedyś kilka referatów na Uniwersytecie Katolickim w Buenos Aires i on, chcąc się tam ze mną spotkać, przyjechał, jak mi mówiono, autobusem. Rozmawialiśmy na temat tego uniwersytetu, który jest bardzo prestiżową i dobrą uczelnią. Wielokrotnie także spotykałem się z nim tutaj, w Rzymie, przy różnych okolicznościach. Rozmawiałem z nim podczas konferencji przygotowawczych do konklawe.

Podczas konklawe okazało się po raz kolejny, że czym innym jest wybór dziennikarzy, a czym innym wybór Ducha Świętego…

– To są dwa różne światy. Dziennikarze wymieniali różnych kandydatów, nawet prorokowali, ile kto procent głosów zdobędzie, mówili o jakichś walkach o wpływy, konfliktach, starali się może sugerować nam kandydatów itd. Wielu więc uważało, że konklawe będzie trwało długo, ponieważ będą ścierały się różnego rodzaju tendencje. Nic z tego nie miało miejsca. Został wybrany ktoś, kogo media nie przewidziały, i konklawe zakończyło się bardzo szybko. Powtarzam: to są dwa różne światy. Dziennikarze w dużej większości oceniają życie i działalność Kościoła według kryteriów panujących w sferach politycznych i konfliktów czy wręcz walk politycznych. Oczywiście jest to zupełnie błędne. Myśmy szli na konklawe z kompletnie innym nastawieniem, nie żeby słuchać dziennikarzy czy ich sugestii lub by zwyciężył jakiś kandydat, ale by słuchać Ducha Świętego, mając przed oczyma jedynie dobro Kościoła.

Konklawe to wybór, który nie przypomina żadnego innego głosowania.

–- Owszem, podczas tych wyborów nikt siebie nie chwalił, czego to potrafi dokonać, nie zbijał argumentów żadnego przeciwnika, nie ogłaszał swojego programu. Nikt też nie przemawiał za lub przeciw komuś. Szliśmy na konklawe i przeżywaliśmy je w atmosferze modlitwy. Konklawe odbywało się w kaplicy, w wymownej Kaplicy Sykstyńskiej, i miało charakter paraliturgicznego spotkania. Przekroczyliśmy próg tej kaplicy, śpiewając Litanię do Wszystkich Świętych, potem hymn do Ducha Świętego, a zanim zabraliśmy się do wyborów, wysłuchaliśmy konferencji duchowej jednego ze starszych kardynałów. W czasie konklawe między innymi modliliśmy się, odmawialiśmy brewiarz. Najbardziej zaś znamienny i piękny był moment, kiedy każdy z nas napisał na kartce nazwisko swojego kandydata, a potem z tą kartką, trzymając ją wysoko w ręce, podchodził pod ten ogromny fresk „Sąd Ostateczny” Michała Anioła i głośno przysięgał: „Biorę na świadka Chrystusa, który będzie mnie sądził, że oddaję głos na tego, kogo według Boga uważam, że powinien być wybrany na Papieża”. Było to ogromne zaangażowanie sumienia. Jeżeli ktoś wtedy byłby nieuczciwy, to myślę, że przekreślałby siebie samego wobec Chrystusa i Kościoła. Myśmy się modlili, a naszymi sprzymierzeńcami nie byli dziennikarze, świat mediów. Naszymi sprzymierzeńcami w tych wyborach byli ludzie, którzy także w tym czasie się modlili o światło Ducha Świętego dla nas. Taka ogromna mobilizacja modlitwy na całym świecie chyba nigdy nie miała miejsca jak wtedy. I właśnie w tej atmosferze modlitwy dokonaliśmy wyboru, kończąc konklawe odczytaniem Ewangelii świętej, modlitwą i dziękczynnym hymnem „Te Deum”, hymnem uwielbienia i wdzięczności Panu Bogu.

A na placu św. Piotra w tym samym czasie ponad sto tysięcy wiernych także z modlitwą oraz z wielkim entuzjazmem i radością czekało na ukazanie się nowego Ojca Świętego…

– Proszę zwrócić uwagę, Papież wychodzi na balkon Bazyliki św. Piotra, ludzie cieszą się, wiwatują, życzą Ojcu Świętemu tego, co najlepsze. Czemu? Co się stało? Czy wygrał ich kandydat? Czy wygrał kandydat ich partii? Nie. Oni w ogóle go nie znają. A czemu się cieszą? Ponieważ został wybrany Namiestnik Chrystusa, czyli opoka. Ci ludzie wiedzą, że na tej opoce trzeba budować Kościół. Gdy się nie buduje na tej opoce, to znaczy, że się buduje na piasku. Wszystko wtedy może runąć. I ci ludzie zdawali sobie sprawę, że przeciw tej opoce moce ciemności będą działały, ale Chrystus zapewniał, że moce ciemności nie przemogą Jego Kościoła. Ci wierni, którzy wcale nie znali tego Papieża, jeszcze prawie nic o nim nie wiedzą, oni się cieszą, gratulują – podobnie jak ogromna rzesza wiernych rozsianych po całym świecie. I od tego momentu oni wszyscy będą się modlić za nowego Papieża. W każdej Mszy św. modlimy się za Ojca Świętego, on nie jest sam, on jest w naszej rodzinie, on może liczyć na naszą modlitwę, modlitwę całego Kościoła. To są zupełnie inne światy niż jakiekolwiek wybory, które się dokonują. Sądzę, że kto chce oceniać rzeczywistość Kościoła w kategoriach jakiejś świeckiej polityki, to z konieczności musi się mylić. Osobiście jestem dumny z takiego sposobu wyboru i dumny z tego, że wybór Papieża to nie jest tylko nasze dzieło, ale owoc Ducha Świętego, owoc modlitwy ogromnej liczby ludzi na całym świecie, którzy zmobilizowali się, by się modlić za nas. Warto też wspomnieć piękną inicjatywę „adoptowania” kardynałów. Prawie 500 tys. ludzi podpisało się na tej stronie, żeby wspierać kardynałów. To jest bardzo piękne. Te tłumy, jeszcze dużo liczniejsze, były wczoraj na placu św. Piotra na pierwszej modlitwie „Anioł Pański” z Papieżem i przybędą zwłaszcza na rozpoczęcie pontyfikatu 19 marca, a z nimi będą się solidaryzować w radości i modlitwie miliony wiernych na wszystkich kontynentach.

Ksiądz Kardynał podkreśla ważną rolę modlitwy. Przed kilkoma dniami zakończyła się pielgrzymka Rodziny Radia Maryja w Roku Wiary do Ziemi Świętej, która wypadła w czasie sede vacante i podczas której jej uczestnicy – około 900 osób – modlili się zarówno za Benedykta XVI, jak i o dobry wybór nowego Papieża. Bezpośrednio po wyborze Franciszek uczył wiernych modlitwy, prosząc o nią za swojego poprzednika i za siebie, a także ucząc modlitewnej postawy. Jak Ksiądz Kardynał odebrał ten gest?

– Jest to bardzo piękne, że Papież, który ukazał się po raz pierwszy w loggii Bazyliki św. Piotra, zaprosił te cieszące się tłumy do modlitwy. I nastała cisza, zupełna cisza zapanowała na placu. To było bardzo piękne. Bez modlitwy w Kościele nic nie można uczynić. Pan Jezus powiedział bardzo jasno: „Beze mnie nic uczynić nie możecie”. Tylko jeśli jesteśmy złączeni z Chrystusem, możemy być owocni w pracy Kościoła. Mnie tak bardzo uderzyło to, kiedy został wybrany Jan Paweł II i pierwszą pielgrzymkę odbył do uroczego sanktuarium na Mentorelli. Wtedy powiedział, dlaczego pojechał do tego sanktuarium: „Bo to miejsce uczyło mnie modlitwy”. On nawet pieszo chodził na to wzgórze jako kardynał. I podczas tej pielgrzymki powiedział, że pierwszym zadaniem Papieża jest modlitwa, pierwszym warunkiem owocności jego misji jest modlitwa. Bardzo mocne słowa. Czyli moim pierwszym zadaniem, mówił Papież, nie jest nauczanie, podróżowanie, pierwszym zadaniem jest modlitwa i od tego zależy owocność mojej pracy. Świetnie sobie zdawał sprawę z tego, o czym mówił Chrystus: „Beze mnie nic uczynić nie możecie. Tylko jeśli będziecie wszczepieni we mnie, jak latorośl w winnym krzewie, wasza praca może być owocna”. Modlitwa jest czymś fundamentalnym. Nie można wierzyć w Chrystusa, nie rozmawiając z Nim. Nie można zrobić jakiegoś postępu duchowego bez Chrystusa, bez kontaktu z Nim, bez modlitwy.

Ksiądz kardynał Bergoglio znany był z tego, że zawsze prosił wiernych o modlitwę, o błogosławieństwo w intencji swojej posługi.

– Modlitwa jest czymś fundamentalnym dla podtrzymania wiary i dla życia chrześcijańskiego, dlatego bardzo pięknie, że ten Papież na samym początku zwrócił się do wiernych, prosząc o modlitwę, a zaraz po wyborze drugiego dnia rano pojechał do Bazyliki Matki Bożej Większej i tam się modlił – dziękował i prosił Patronkę Rzymu o wstawiennictwo. I kardynałów bezpośrednio po wyborze też prosił o modlitwę, bo liczy na tę modlitwę i bardzo chciałby, żeby w duchu pokory i prostoty ludzie wzrastali w modlitwie. Modlitwa często nie jest łatwa. Trzeba powiedzieć szczerze, czasem jest trudna, czasem czujemy się oziębli, ale kto umie się modlić, kto umie rozmawiać z Bogiem jak z prawdziwym Ojcem, ten ma ogromne źródło światła, źródło mocy, źródło dynamizmu apostolskiego i prawdziwej radości chrześcijańskiej. Nie należy się zrażać czasową oziębłością lub innymi trudnościami. Trzeba robić wszystko, by udoskonalać swoją modlitwę.

Księże Kardynale, Franciszek jest pierwszym w historii Papieżem z Ameryki Łacińskiej. Jakie ma to znaczenie dla współczesnego Kościoła?

– Ma na pewno duże znaczenie. Najpierw to pokazuje, że Kościół jest powszechny, czyli Papieżem nie musi być ktoś z Włoch, a nawet z Europy. Ten wybór jest przejawem świadomości powszechności Kościoła. Z drugiej strony Ameryka Łacińska jest tym kontynentem, na którym odczuwamy dużą prężność Kościoła, tam jest największa liczba katolików.

…i wiele uczelni katolickich. Ksiądz Kardynał wizytował w Ameryce Południowej wiele z nich.

– Są tam piękne inicjatywy, jeśli chodzi o szkoły, uniwersytety. W Ameryce Łacińskiej mamy największy uniwersytet katolicki, mianowicie w Belo Horizonte w Brazylii – ma on około 70 tysięcy studentów. To jest dobrze prosperująca uczelnia, lecz uniwersytetów katolickich, i to niejednokrotnie bardzo prestiżowych, jest tam dużo. Dobrze więc, że ten dynamiczny Kościół został zauważony. Wybór Papieża Argentyńczyka na pewno doda odwagi temu Kościołowi. A z drugiej strony jestem przekonany, że Papież z Ameryki Łacińskiej ma też coś do nauczenia i nas – może bardzo ubogacić Europę. Papież Franciszek odznacza się wielką prostotą, pokorą, dużą skromnością życia, wrażliwością na potrzeby drugiego człowieka. Właśnie z tego był znany. Ale także znany był z ogromnego dynamizmu apostolskiego, dynamizmu ewangelizacji, co też przejawiło się w jego pierwszych papieskich przemówieniach.

A jaki jest herb Papieża Franciszka?

– Na razie znamy herb ks. kard. Bergoglio. Nie wiadomo, czy jako Papież zmieni go. W tym herbie także przejawia się jego dynamizm ewangelizacyjny. Jest w nim na środku wysoko symbol Chrystusa IHS, ale też krzyż, a pod tym krzyżem są gwoździe. To wszystko znajduje się na tle słońca, czyli Chrystus ukrzyżowany jest słońcem, jest światłem dla całego świata. W tym przejawia się to, co chciał powiedzieć światu ks. kard. Bergoglio. Poza tym po jednej stronie herbu jest gwiazda, symbol Matki Bożej, na której wstawiennictwo liczy, a po drugiej srebrne winogrono, czyli symbol pokoju, obfitości, owocności Kościoła. Jednym słowem, Chrystus ukrzyżowany jest światłem i zarazem źródłem owocności. To piękny i prosty symbol ewangelizacji.

Czy z tej prostoty i wyczulenia na drugiego człowieka wynikł wybór imienia Franciszek?

– Myślę, że tak. Wprawdzie nowy Papież jest jezuitą, ale jego życie było bardzo franciszkańskie, on jest bardzo prosty, skromny, jeśli chodzi o życie, ma łatwy kontakt z ludźmi, jeździł autobusem. Zawsze był wyczulony na potrzeby innych ludzi. I równocześnie jak św. Franciszek miał ducha ewangelizacji. Sądzę, że ten jego zachwyt nad św. Franciszkiem wpłynął na wybór imienia. Zresztą Papież Franciszek wyjaśnił ten wybór imienia podczas spotkania z dziennikarzami, podkreślając zwłaszcza ubóstwo św. Franciszka, jego troskę o ubogich i potrzebę pokoju w dzisiejszym świecie: pokoju, którego Biedaczyna z Asyżu jest niejako odzwierciedleniem, a także umiłowanie dzieła stworzenia. Myślę, że tym swoim duchem Papież Franciszek ubogaci Europę i cały Kościół.

Ojciec Święty mówi krótko, często z pamięci, i operuje obrazami.

– Do kardynałów wyborców wygłosił bardzo proste kazanie, nie czytał, tylko mówił z pamięci. I to proste kazanie pozostanie w naszych umysłach na długo, każdy potrafi je powtórzyć. Nawiązał do trzech czytań mszalnych i najpierw mówił o Abrahamie. Mówił, że życie jest drogą, musimy nią kroczyć, ale w świetle wiary w Chrystusa. Jeśli ktoś stanie, to właściwie wszystko się kończy. Ale też nie wystarczy chodzić, kroczyć, trzeba budować i to z solidnych materiałów, z kamienia, a nie z piasku, który się potem szybko rozsypie. Ale i to nie wszystko. Nie wystarczy kroczyć, budować, czyli tylko jakiś aktywizm zewnętrzny, trzeba dawać świadectwo o Chrystusie. Ewangelia mówiła wtedy właśnie o tym, jak to Piotr dał świadectwo Chrystusowi: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”. I Papież komentował, zwracając uwagę na to, że Piotr dał świadectwo, ale potem, kiedy Pan Jezus zaczął mówić o krzyżu, to Piotr zaprotestował: nie, to nie może się stać! A jednak. Trzeba przyjąć całego Chrystusa, z Jego zbawczym krzyżem. I znowu Papież nawiązał do początku – trzeba kroczyć z krzyżem Chrystusa, budować krzyżem i o tym krzyżu należy dawać świadectwo w świecie. Takie proste kazanie, ale jakie ono głębokie, i myślę, że wszyscy je zapamiętają. Zresztą proste i zarazem pełne dynamizmu było przemówienie Papieża do wszystkich kardynałów i potem do dziennikarzy.

Podczas spotkania z kardynałami Papież uhonorował starość, wskazał starszych jako wzór młodym.

– Podczas spotkania z kardynałami miał pewien tekst napisany, ale raz po raz zostawiał go i mówił tak od serca. Mnie się wydaje, że te jego myśli takie od serca najbardziej uderzyły, np. w pewnym momencie powiedział, że wielu z nas jest już w podeszłym wieku, ale cechą starości jest pogoda i mądrość, nabyta poprzez doświadczenie życiowe. I dlatego to właśnie starzec Symeon i prorokini Anna rozpoznali Chrystusa. I dalej mówił, że to my, starcy, poprzez zdobytą mądrość powinniśmy pomóc młodemu pokoleniu, by umiało rozpoznać Chrystusa. To są piękne i bardzo proste alegorie, spostrzeżenia. Może tej prostoty w mówieniu nam dzisiaj potrzeba.

Media i tzw. eksperci już dzień po wyborze zarzucali nowemu Papieżowi przywiązanie do tradycji, np. radykalizm w pojęciu rodziny, potępienie związków homoseksualnych.

– To nie jest radykalizm, lecz po prostu realizm i umiłowanie prawdy, bo tylko prawda, choćby ona wymagała pewnych wyrzeczeń, jest drogą do prawdziwego szczęścia. Mamy do czynienia z realizmem i normalnością Papieża. Przede wszystkim trzeba najpierw słuchać Pana Boga, jak odpowiedział Piotr i Apostołowie przed Sanhedrynem, a nie ludzi czy jakichkolwiek prądów. Jeśli chodzi o tradycję, to Kościół tym bardziej jest postępowy, im bardziej respektuje swoją tradycję, nawet tę najstarszą tradycję, wypływającą z Ewangelii. Im bardziej realizuje Ewangelię, tym bardziej jest postępowy. Oczywiście to nie znaczy, że nie ma zmian, reform, postępu w rozumieniu prawd wiary, ale nigdy nie można odstąpić od tradycji. Uważam, że kto rzeczywiście wierzy w Pana Boga i szuka dobra, tak jak Papież, będzie zawsze znakiem, któremu sprzeciwiać się będą, jak to powiedział Symeon do Maryi o Panu Jezusie. Poza tym chciałem zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Dziś panuje takie bardzo naiwne mniemanie, że to, co jest nowe, to jest postępowe. To jest kompletny absurd. Pamiętamy chociażby z naszej historii, że komunizm był czymś nowym, i o Kościele, który krytykował jego niecne zasady, mówiono wtedy, że jest zacofany, wsteczny itd. I kto to mówił? Ci, którzy sami byli tymi obskurantami, którzy nie respektowali człowieka i jego podstawowych praw.

Na czym więc polega prawdziwy postęp?

– Nie wszystko, co nowe, jest postępowe. Trzeba umieć ocenić rzeczywistość w świetle prawdy. Myślę, że to jest rzecz fundamentalna: nie wszystko, co nowe, jest postępowe. Wybudowano bomby atomowe. To ogromny sukces techniki, postępu, ale zabito przez to mnóstwo ludzi. To jest postęp? Prawdziwy postęp to ten, który dokonuje się w sercu człowieka, czyli postęp szacunku dla innego człowieka, dla życia – dziś tak bardzo ważny, szacunku dla każdego człowieka, bez względu na to, czy on jest jeszcze w łonie matki, czy jest starcem, czy chorym – szacunku dla każdego człowieka. Prawdziwy postęp dokonuje się w ludzkich sercach. Przecież ci ludzie, którzy żyli sto lat temu, nie byli mniej szczęśliwi, mimo że nie mieli telewizorów, komórek. Wcale nie byli mniej szczęśliwi. Dzisiaj człowiek nie jest bardziej szczęśliwy. Żeby człowiek mógł być szczęśliwy, potrzeba wzrostu duchowego, by umiał on wspaniałe zdobycze techniki czy wiedzy wykorzystać dla dobra człowieka, a nie dla zła, by miał szacunek dla każdego człowieka. Na tym polega rdzeń prawdziwego postępu.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj