fot. PAP

Dr Kucharski: Rosja współwinna rozpętania II wojny światowej

Atak Niemców na Polskę we wrześniu 1939 roku nie byłby prawdopodobnie możliwy, gdyby nie naciski ze strony Rosjan i podpisanie paktu Ribbentrop-Mołotow – stwierdza dr Dariusz Kucharski, historyk.

– Czy byliśmy przygotowani do II wojny światowej? Te naleciałości historii, które mają miejsce (pochodzące z typowej narracji propagandy, jeszcze z minionej epoki PRL-u, komunistycznej, proradzieckiej), mówią, że Polacy byli kompletnie nieprzygotowani, a państwo polskie było tak słabe, że ledwie istniało. Zanim jednak opowiem, jak to wyglądało naprawdę, chcę zaznaczyć, że z narracją jest problem również obecnie. Gdyby nie podpisana w Moskwie niemiecko-sowiecka (a wypadałoby powiedzieć sowiecko-niemiecka) umowa z 23 sierpnia, czyli pakt Ribbentrop – Mołotow, prawdopodobnie nie doszłoby do działań wojennych na taką skalę – jeśli w ogóle by do nich doszło. Jeżeli tak, to najprawdopodobniej z pewnym opóźnieniem. Sowieci umiejętnie wywierali wpływ i presję; doskonale podpuszczali też Niemców do tego, aby do tych działań doszło. To wynikało z doktryny sowieckiej. Natomiast doktryna niemiecka doskonale wpisywała się w tok myślenia imperialnego państwa sowieckiego. Rozpoczęcie II wojny światowej jest rozpoczęciem wojny przez Niemcy wraz ze Związkiem Sowieckim. O tym my Polacy wiemy, niestety cały świat nie chce tego przyjąć do wiadomości. Widać to po obchodach 1 września, natomiast dzisiaj 17 września tylko my Polacy obchodzimy tę straszną datę 2 części inwazji.

Polacy już 4 marca 1939 roku rozpoczęli oficjalnie przygotowania do działań zbrojnych. Wszystko wskazywało na to, że do tych działań dojdzie. Postępowanie Niemców było tutaj w tym kierunku ewidentne i polskie dowództwo o tym wiedziało. Również polska administracja cywilna, najwyższe szczeble władzy były o tym przekonane. Czymś innym było informowanie całego społeczeństwa, nie chcąc też eskalować i wyzwalać stanu paniki, stanu takiego bardzo zaawansowanego przygotowania do wojny. Były wcześniej przygotowywane plany walki z Niemcami i Sowietami, na wypadek jednej czy drugiej agresji osobno. Były to plany Z i W (Zachodni i Wschodni). Musiały one ulegać pewnym zmianom w 1939 roku. Zaczęto do tego bardzo szybko przystępować, ponieważ plan zakładał, przede wszystkim linię obrony przesuniętą od granicy. Granice były bardzo trudne do obrony ze względu na tę długość linii granicznej niemiecko-polskiej. Linia ta miała być przesunięta na linię rzeki Narew- Wisła, jak i również, na początku, rzek Dunajec i Nida. Jednak po zajęciu Czechosłowacji obronę tej granicy przesunięto nad rzekę San, czyli Narew-Wisła-San. Następnie polska administracja centralna, państwowa i główne dowództwo miało się przenieść na teren Kresów południowo-wschodnich i tam, w Krzemieńcu, głównym miejscu organizacyjnym, miała być podjęta cywilna i wojskowa działalność państwa polskiego.

Zapomina się o tym, że Polacy nie byli źle przygotowaną, źle zorganizowaną armią. Powołując się na słowa profesora Wieczorkiewicza (którego należy uznać za pełnego fachowca, naukowca nie kłaniającego się mitom, dogłębnie badającego zagadnienie), trzeba wyraźnie powiedzieć: Polska armia była jedną z lepiej wyposażonych, dowodzonych, zorganizowanych armii ówczesnego świata. Dzisiaj już na szczęście wielu historyków to zagadnienie podnosi. Liczono, że w Europie była czwartą najlepiej zorganizowaną armią. Jako przykład można podać, iż nawet sprowadzanie nowoczesnego sprzętu i uzbrojenia było u nas wprowadzane znacznie szybciej niż w armii francuskiej, która o 7-8 miesięcy później stawiła czoła armii niemieckiej i okazało się, że ich sposób dowodzenia i jakość uzbrojenia, była na niższym poziomie niż armii polskiej. Można dyskutować, czy było to wystarczające, czy nie, natomiast musimy pamiętać, że polskie państwo zmierzyło się w 1939 roku samo z największymi militarnymi potęgami świata: Niemcami i Sowietami. Te państwa nie budowały swojej potęgi na żadnych czynnikach demokratycznych, bo zarówno Niemcy jak i Rosja budowały wówczas swoją państwowość na aparacie absolutnej jednostki – dowodzącej i rządzącej. Czynnik ludzki, demokratyczny, był tam praktycznie odstawiony na bok, nie istniał – tłumaczy dr Kucharski.

– Istnieje książka, która mówi, że Polacy przecież mogli współpracować z Niemcami. Trzeba ten pogląd zdementować. Należy wyraźnie podkreślić, iż już od 1917 roku, od początków powstania państwa bolszewickiego, mimo że ideowo skonfliktowanego z całym światem, było widać jego wyraźną współpracę na bazie politycznej i militarnej z Niemcami. Przecież podczas wojny polsko-bolszewickiej, Niemcy wysyłali oficerów i podoficerów sztabowych, udzielając pomocy Armii Czerwonej, organizując ją. Wysyłali do niej wszelkiego rodzaju posiłki w postaci amunicji i broni. To są czynniki, które wskazywały na to, że już wtedy ta współpraca się rozwijała. Następnie w okresie międzywojennym była podjęta bardzo ścisła współpraca na bazie wojskowej, zakładów, okręgów przemysłowych wydzielonych w głębi związku sowieckiego. Nie było możliwości, aby te relacje polityczne między Niemcami a Sowietami były inne. Ich ewentualne konflikty były zaś kwestią drugą. Twierdzę, że ta współpraca była tak silna i tak głęboka, że ona musiała doprowadzić do tego konfliktu. Niemcy byli popychani przez Sowietów w okresie 1939 roku, kiedy podpisywano te umowy i ten tajny aneks do umowy, dzielący Polskę na dwie części.

Powstaje pytanie: kiedy Sowieci tak naprawdę mieli zaatakować? Względnie pewną rzeczą jest, iż Sowieci już na drugi dzień prowadzonych walk skierowali do Berlina swoją misję wojskową. Przebywała ona tam do 7 września i przez tę misję były wszystkie ustalenia prowadzone. Powrót misji sowieckiej z Berlina do Moskwy miał przyśpieszyć i zakończyć przygotowania wojenne Sowietów. Wiemy, że Sowieci zwlekali z rozpoczęciem walk. Ja osobiście twierdzę, że miał tutaj znaczenie m.in. czynnik propagandowy. Nie chcieli być traktowani przez Zachód jako agresorzy. Przede wszystkim jednak mieli też na Dalekim Wschodzie otwarty konflikt zbrojny z Japonią, w którym od pewnego czasu zaczęli odnosić zwycięstwa. Uważam, że Stalin i jego najbliższe otoczenie nie chcieli prowadzić walki na dwa fronty. Dopiero podpisanie 16 września umowy z Japonią zamknęło sprawę Dalekiego Wschodu. Cała noc z 16 na 17 września była poświęcona na przygotowanie rozpoczęcia działań zbrojnych wymierzonych ku Polsce. Polski ambasador został wezwany do Komisariatu Spraw Zagranicznych Związku Sowieckiego o 3 nad ranem. Poinformowano go w buńczucznym oświadczeniu, że państwo polskie nie istnieje, rozpadło się, i oni muszą wejść na te tereny. Odwaga cywilna polskiego ambasadora Grzybowskiego była niesamowita, ponieważ w tej trudnej sytuacji nie przyjął tej noty. To i tak nie zmieniło sytuacji i 17 września, o 5.40 nad ranem Sowieci przekroczyli Polską granicę.

W 1939 roku Polacy byli całkowicie zdeterminowani do obrony państwa. Już pod koniec czerwca była przygotowana mobilizacja, niektórzy nazywają ją „mobilizacją kartkową”. Udało się wówczas postawić na stopę wojenną polskie wojsko w ilości około miliona żołnierzy. Nie zmobilizowano jednak osób związanych z tzw. czynnikiem technicznym, czyli siły łączności, pracujące w zakładach wojskowych specjalnego zastosowania. Niestety ta druga mobilizacja, która odbyła się tuż przed wojną, tak bardzo prześmiewczo traktowana przez komunistów. Ogłoszona późno, 30 sierpnia (Brytyjczycy prosili o przesuwanie terminu mobilizacji, żeby nie denerwować sąsiadów) spowodowała, że te pozostałe osoby, szczególnie z łączności nie zdążyły dotrzeć do swoich jednostek macierzystych. To wpłynęło także na jakość zarządzania.

Jeżeli chodzi o zaplanowane mordowanie polskiej elity, zarówno przez Niemców, jak i Rosjan, twierdzę, że Sowieci robili to w większym stopniu niż Niemcy. Robili to systemowo, a wprawili się już w tym w okresie lat ’20 i ’30, kiedy to rozpoczęli pierwsze czystki narodowe skierowane przeciwko Polakom. Przeniesiono to później na relacje w II RP, likwidując poszczególne, typowane z listy osoby i rodziny, które mogły stanowić zagrożenie dla istnienia republiki sowieckiej, czy w przypadku Niemców, dla państwowości niemieckiej. Jedni i drudzy wymieniali się listami, swoimi potencjalnymi propozycjami  osób do ścigania. Były też tzw. tajne narady NKWD i Gestapo. Spotkali się pierwszy raz jeszcze w czasie walk wrześniowych, w Brześciu i wymieniali ze sobą informacje i poglądy, gdzie, jaką osobę czy rodzinę należałoby ścigać, bądź w czyim posiadaniu są te osoby.

Z Niemcami walczyliśmy do przysłowiowego ostatniego żołnierza. Mówi się o „polskich Termopilach”. Bitwa pod Wizną z kapitanem Władysławem Raginisem – 720 Polaków przeciwstawiło się ponad 40 tys. korpusu pancernego Guderiana. Ta wiedza była zakazane przez lata komuny, dlatego dziś o tym nie pamiętamy. Na granicy z Sowietami walczyły jednostki Korpusu Ochrony Pogranicza, na odcinku nad rzeką Słucz, w ramach zgrupowania KOP „Sarny”. Oddział wydzielony był do obrony dziewięciu nowoczesnych bunkrów, które były na najwyższym poziomie technologicznym, z umocnieniami w systemie cieków wodnych. Te dziewięć bunkrów bronionych przez 50 żołnierzy i ich dowódcę podporucznika Jana Bołbotta, sprawiło Sowietom tak duży problem, że od 18 do 20 września powstrzymali atak dywizji strzeleckiej Armii Czerwonej z oddziałami czołgów i broni pancernej. Sowieci niestety doszli do tych bunkrów i wszyscy ci żołnierze na czele z podporucznikiem Bołbottem zostali spaleni żywcem w swoich bunkrach walcząc do końca. Przez te dwa dni powstrzymali dość silny atak idący z tej środkowej części frontu sowieckiego. To przykłady, jak bardzo brakuje nam wiedzy historycznej na temat bohaterstwa Polaków.

Chciałbym, abyśmy pamiętali, że nie byliśmy słabi w okresie walk. Poczucie ducha walki i determinacja do zwycięstwa były bardzo duże. Niestety walka była prowadzona z dwoma największymi armiami świata, które nie walczyły z zastosowaniem prawa cywilizowanego. Zastanawia mnie jedna rzecz: że składając kwiaty, nie mówi się, iż pomoc sowiecka, przede wszystkim umowa sowiecka z Niemcami, doprowadziły do wybuchu II wojny światowej. Skrzętnie się to pomija, a należy o tym pamiętać – zaznacza dr Dariusz Kucharski.

Wypowiedź dr. Dariusza Kucharskiego, historyka:


Pobierz

Pobierz

RIRM

drukuj