Terroryści pod ochroną w PRL i … w III RP


Pobierz Pobierz

Dziennikarze „Superwizjera”, magazynu reporterów stacji TVN, przeprowadzili wywiad z jednym z najsłynniejszych terrorystów palestyńskich – Abu Daoudem, który był „mózgiem” krwawego zamachu podczas Igrzysk Olimpijskich w Monachium w 1972 r. W wyniku akcji komanda „Czarny Wrzesień” – komórki organizacji Al.-Fatah (największej frakcji Organizacji Wyzwolenia Palestyny) – uprowadzono wtedy jedenastu sportowców izraelskich; dwóch zabito w hotelu, a pozostali zginęli podczas nieudanej próby odbicia przez niemiecką policję na lotnisku
W odwecie, podczas rozpoczętej na osobisty rozkaz premier Izraela Goldy Meir trwającej siedem lat operacji „Gniew Boży”, która stała się inspiracją dla Stevena Spielberga do nakręcenia filmu „Monachium” – izraelski Mossad wymordował najważniejszych przywódców organizacji. Do „zlikwidowania” przeznaczony był także Abu Daoud, na którego nieudanego zamachu dokonano 1 sierpnia 1981 r. w warszawskim hotelu „Victoria”. Rannego terrorystę przewieziono natychmiast do szpitala Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Tam pilnowała go polska i palestyńska ochrona. Po dwóch tygodniach Daouda przejęła enerdowska Stasi i Palestyńczyk został przewieziony do szpitala w Berlinie Wschodnim.
Przypadek Abu Daouda nie był odosobniony, to nie jedyny bowiem terrorysta, nad którym PRL roztaczał parasol ochronny. Wśród tych, którzy w PRL czuli się jak u siebie w domu byli jeszcze między innymi Abu Nidal, Abu Abbas, oraz swego czasu najbardziej niebezpieczny terrorysta świata – Carlos. Terroryści tworzyli tu własne centra logistyczne, pozyskiwali środki finansowe na operacje zbrojne, leczyli swoje rany w szpitalach wojskowych, według niektórych doniesień mieli także nad Wisłą obozy szkoleniowe.
Słowem – Polska ludowa, zwłaszcza w latach 80., była państwem wspierającym terroryzm. Występując w TVN Abu Daoud przyznał, że palestyńscy terroryści kupowali broń od Polski. To tu nabyte kałasznikowy zostały użyte podczas porwania włoskiego statku „Achille Lauro”, firmy handlujące uzbrojeniem za pośrednictwem służb specjalnych dostarczały także broń dla IRA, jak również dla włoskiej Camorry, organizacji przestępczej o charakterze mafijnym.
Dlatego dziwi, że „Superwizjer” sprawę handlu bronią władz PRL z terrorystami przedstawił w kategoriach nowości i sensacji. Nie jest to przecież żadne nowum, a fakt powiązania służb PRL z międzynarodowym terroryzmem i wspierania go przez władze Polski komunistycznej już od początku lat 90. obszernie opisywała prasa prawicowa.
Znamienne jest także, że o ile rozdmuchana została sprawa wywiadu udzielonego przez Abu Daouda stacji TVN państwa Walterów, o tyle z całkowitym milczeniem w prasie i telewizji spotkał się werdykt sądu w Nowym Jorku w procesie innego znanego terrorysty Monzera Al. Kassara, którego istotne „polskie związki” gruntownie opisywały niedawno tygodniki „Nasza Polska” i „Głos”. Według niektórych źródeł Al Kassar, który w latach 80. był w Warszawie attaché handlowym Ludowo-Demokratycznej Republiki Południowego Jemenu, miał w Polsce m.in. bazy zbrojeniowe dla terrorystów palestyńskich. Z dokumentów wynika, że utrzymywał kontakty z attaché wojskowymi PRL w niektórych krajach arabskich.
Broń dostarczał Al. Kassarowi II Zarząd Sztabu Generalnego Wojska Polskiego (komunistyczny wywiad wojskowy). Decydował w tych sprawach m.in. gen. Roman Misztal, szef II Zarządu Sztabu Generalnego. Następnie kontakty z Monzerem Al. Kassarem utrzymywały Wojskowe Służby Informacyjne, np. płk Jerzy D. i płk Sławomir U. Warto dodać, że na początku lat 80. oficerem prowadzącym Jerzego D. był późniejszy gen. Marek D., który w 1989 r. przeszedł szkolenie GRU w związku z handlem bronią.
Pikanterii sprawie dodaje fakt, że polska pomoc dla Al. Kassara nie skończyła się wraz z tzw. obaleniem komunizmu. Już po 1990 roku stworzono specjalny oddział, kierowany do 2002 r. przez płk. Marka S., który nadzorował handel bronią, w tym – dostarczanie jej Monzerowi Al Kassarowi i innym terrorystom. Przemilczanie tych faktów jest jednak zrozumiałe. Rozdmuchiwanie sprawy Al. Kassara jest niewygodne, gdyż potwierdza tylko tezy raportu z likwidacji WSI, przygotowanego przez likwidatora tych służb i pierwszego szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego – Antoniego Macierewicza. A z dokumentów załączonych do raportu z likwidacji WSI wynika, że wspieranie terrorystów odbywało się za zgodą ówczesnych ministrów obrony narodowej: Janusza Onyszkiewicza i Bronisława Komorowskiego.
O Abu Daoudzie chętnie więc się mówi, ponieważ tu można operować na dużym poziomie ogólności. Działalność AL. Kassara jako międzynarodowego terrorysty trzeba z kolei pominąć, gdyż jego przypadek potwierdza tezę, że już w tzw. wolnej Polsce wojskowe służby specjalne stały ponad prawem i prowadziły podobną politykę jak w PRL, zaś tzw. III Rzeczpospolita w okresie rządów kolejnych ekip najpierw Unii Demokratycznej, a później Unii Wolności również wspomagała międzynarodowy terroryzm.
O tym właśnie mówi między innymi raport Macierewicza, które próbuje się jako niewygodny za wszelką cenę zdezawuować.


Julia M. Jaskólska

drukuj