„Spróbuj pomyśleć”
Szczęść Boże!
Wielki skandal solny dosadnie
ilustruje pożałowania godny dorobek partii i ich nominantów sprawujących w
Polsce władzę w okresie mijających dwóch dekad.
Co najmniej połowa tego okresu to czas bezkarnej aktywności szajek
wprowadzających do obrotu środkami spożywczymi chlorek sodu powstały jako
produkt uboczny w procesie produkcji polichlorku winylu – PCW. Chlorek
winylu słusznie uznawany jest za najbardziej szkodliwą substancję wymyśloną
przez człowieka, głównie za sprawą dioksyn uwalniających się do powietrza w
wyniku nielegalnego spalania przedmiotów z PCW, a także za sprawą
niezwiązanego monomeru w polimerze chlorku winylu, który przenikając do wody
przepływającej rurami PCW, może w jej jednym litrze pozostawić zgodnie z
dyrektywą europejską 0,5 mikrograma. Czy pozostawia więcej niż pozwala na to
prawo sanitarne nikt się nie dowie zanim nie zachoruje na raka, gdyż w
1987r. chlorek winylu został wpisany do wykazu 70 czynników bezspornie
rakotwórczych dla człowieka. O zagrożeniu chlorkiem winylu pisałem już
1998r. w turkusowej książeczce WODA, której odpowiedni fragment dostępny w internecie,
pozwalam tu sobie przytoczyć: "Większość populacji generalnej nie bywa
narażona na działanie chlorku winylu w wyniku spożywania wody pitnej. Jednak
osoby, które korzystają z tych rur wodociągowych z PCW, które nie były
poddane procesom wystarczającym do usunięcia monomeru chlorku winylu, mogą
przyjmować z wodą z kranu od 0,06 do 2,8 mikrograma chlorku winylu dziennie.
Należy podkreślić, że dopuszczalne spożycie dzienne chlorku winylu jest
zasadniczo równe zeru."
Jedynym producentem polichlorku winylu marki PolanvilŽ) jest w Polsce ANWIL
SA wchodzący w skład grupy ORLEN. Ta firma jest markowym gwarantem jakości
wody w rurach wytworzonych z jej PCW, a kontrolę stężenia chlorku winylu w
wodzie z kranu sprawuje Państwowa Inspekcja Sanitarna.
Według doniesień medialnych ANWIL sprzedał i dostarczył kilku
przedsiębiorcom własnym transportem setki tysięcy ton (?) soli wypadowej
NaCl. Sól wypadowa według oferty ANWILU znajduje zastosowanie w przemyśle
chemicznym i energetycznym, a także wykorzystywana jest do produkcji
barwników i do zimowego utrzymania dróg. Gdyby nie została sprzedana,
stałaby się zapewne odpadem i jako odpad przemysłowy podlegałaby kosztownej
utylizacji składowaniu pod ścisłym nadzorem licznych służb państwowych i
za rozliczeniem w sprawozdawczości państwowej. A tu za każdą tonę do ANWILU
wpływało ponad 100,-zł. ANWIL nie musiał interesować się dalszymi losami
sprzedanej soli wypadowej, oczywiście. Ten ciężar miały wziąć na siebie
służby sanitarne. Niestety, płynna granica pomiędzy surowcem a odpadem ma w
działalności służb sanitarnych niesławną tradycję, którą dokumentuje
Najwyższa Izba Kontroli w informacji
ze stycznia 2004r:
"do zakończenia kontroli nie rozwiązano kompleksowo problemów
związanych z utylizacją odpadów poubojowych i padłych zwierząt. Stwierdzono
brak skutecznego nadzoru organów Inspekcji Weterynaryjnej stanowiący
zagrożenie dla bezpieczeństwa sanitarnego: w co trzecim skontrolowanym
zakładzie mięsnym postępowanie z odpadami poubojowymi i materiałem
szczególnego ryzyka [choroby prionowej dla ludzi i zwierząt], czyli SRM
(ang. specific risk material) sprzeczne było z przepisami (
) ilość odpadów
poubojowych niskiego ryzyka określa się na 566 tys. ton (brutto), a
możliwych do zbiórki (netto) na 495 tys. ton. W stosunku do krajowej
produkcji mięsa stanowi to ok. 25%, podczas gdy w Niemczech odpady poubojowe
to 35% produkcji mięsa, a w Danii nawet 40%. (…) W krajach UE pada
rocznie ok. 10% hodowanych zwierząt, gdy wg danych w Polsce padlina stanowi
ok. 1,5% hodowanych zwierząt."
Odpady poubojowe, padlina, sól przemysłowa po stronie dostawców surowca do
przetwórstwa spożywczego. Po drugiej stronie lady konsument żywności coraz
więcej płaci i coraz głośniej płacze nad swoją niedolą. Nie płacz tak
głośno, brzydzący się wstrętnego jedzenia konsumencie. Im mniej zjesz, tym
będziesz zdrowszy. Mięso szkodzi, wędlin z uwagi na saletrę w ogóle nie
wolno brać do ust, sól kuchenna w nadmiarze zabija, a jej najważniejszym
nośnikiem jest przesolone pieczywo, zaś nasycone tłuszcze zwierzęce w
słonych żółtych serach kładą trupem amatorów ich zapachów. To ABC głównego
nurtu nauki o żywieniu człowieka, poparte niezliczonymi badaniami
epidemiologii lekarskiej, dziesiątkami milionów obserwacji klinicznych na
całym świecie, doświadczeniem własnym wielu osób wydających ostatnie
pieniądze na leki leczące skutki fatalnego sposobu żywienia, a także
wypowiadanymi szeptem uwagami uczestników stypy osoby zmarłej na
dietozależne postaci zawału, udaru czy raka.
Ale coś przecież trzeba jeść. Co wybrać, aby ponosić jak najmniejsze ryzyko
ostrej choroby w kilka godzin lub nazajutrz po spożyciu. Jak uniknąć
zanieczyszczeń żywności, które działając powoli, ale za to systematycznie,
za kilkanaście, kilkadziesiąt lat przyniosą cierpienie i przedwczesną
śmierć. I co najważniejsze: jak uchronić nasze dzieci przed zagrożeniami ze
strony pożywienia.
W 2007r. w felietonie
"PAX POLONA" w miesięczniku
"Świat Konsumenta" postulowałem zastosowanie przez Państwo Polskie
niezawodnych zabezpieczeń opartych na solidarności trzech stron naszej
gospodarki. Te trzy strony to:
-
producenci udzielający markowych gwarancji jakości,
zwłaszcza zdrowotnej, -
konsumenci skutecznie reagujący na każdorazowe naruszenie swoich
interesów i -
władze, w
szczególności sanitarne, rzetelnie i obiektywnie wypełniające określone
prawem obowiązki.
Wyraziłem też wtedy przekonanie, iż "wprowadzanie do obrotu produktów
zafałszowanych i/lub szkodliwych, brak głośnego sprzeciwu przeciw takim
praktykom oraz bezczynność i niekompetencja inspektorów to główne naruszenia
tak pojętej solidarności, które nikomu nie ujdą bezkarnie, gdyż konkurencja
nie śpi."
Po niemal pięciu latach dowiadujemy się od – jakże dbałego o reputację –
premiera, że każdy artykuł spożywczy może zawierać składniki modyfikowane
genetycznie, jednocześnie słyszymy, że każdy artykuł spożywczy może zawierać
też sól drogową, a jeden z wojewódzkich inspektorów sanitarnych
usprawiedliwia bezczynność sanepidu słowami: "nie możemy badać wszystkiego
na wszystko" i już z wyżyn nadzoru weterynaryjnego słychać zapewnienia o
bezkarności dla sprawców "zafałszowania" polskiej żywności na masową skalę.
Medyczna i prawna ocena tych
i im podobnych wypowiedzi nie pozostawia złudzeń. Samoobrona
legła. Czas na samoorganizację. Zanim wybuchnie kolejna elektrownia atomowa.
Soli drogowej nie wzbogaca się związkami jodu chroniącymi tarczycę przed
wychwytem substancji radioaktywnych, a i przed szeregiem innych skutków
niedoboru jodu w pożywieniu. Od wielu lat sanepid ma prawny obowiązek
kontroli poziomu jodu w soli
kuchennej.
Z Panem Bogiem
dr Zbigniew Hałat
