Ofiary katowni przy ulicy Oczki zapomniane
Stary, dawno wypalony znicz, żadnych wieńców lub chociażby wiązanki
kwiatów – w ten sposób Służba Kontrwywiadu Wojskowego uczciła w dniu Wszystkich
Świętych pamięć tysięcy torturowanych i pomordowanych Polaków w katowni na ul.
Oczki 1 – dawnej siedzibie Informacji Wojskowej. Posłowie i historycy są
zażenowani tą sytuacją. Zwracają uwagę, że w okresie terroru komunistycznego
Informacja Wojskowa miała gorszą opinię nawet od Urzędu Bezpieczeństwa,
bezlitośnie tępiącego tendencje niepodległościowe Polaków.
"W tym gmachu w latach 1945-56 miał swą siedzibę Główny Zarząd Informacji WP,
narzędzie terroru komunistycznego w Wojsku Polskim. Tu i w innych podległych mu
aresztach i więzieniach na terenie kraju więziono, torturowano i zamęczono
tysiące polskich patriotów, żołnierzy Wojska Polskiego i Polski Podziemnej.
Cześć ich pamięci" – czytamy na jednej z tablic mieszczących się na siedzibie
Służby Kontrwywiadu Wojskowego. "Przechodniu, powiedz o tym potomnym ku
przestrodze" – widnieje napis na drugiej tablicy. Pod spodem stoi stary wypalony
znicz, bez kwiatów i wieńców. Taka sytuacja była w dniu Wszystkich Świętych.
Można się tylko zastanawiać, jak przechodnie mają powiedzieć młodym Polakom o
zbrodniach popełnionych przez Informację Wojskową, skoro nikt z podmiotu
odpowiedzialnego za opiekę nad tym upamiętnieniem – Służby Kontrwywiadu
Wojskowego – nie raczył zapalić zniczy. – Proszę wysłać pytanie mailem –
powiedziano nam w SKW, gdy chcieliśmy wyjaśnić powód tego zaniedbania.
Poseł Antoni Macierewicz, były szef SKW, nie kryje oburzenia. – Chcę wyrazić mój
żal, że to, co miało być na zawsze pieczołowicie utrzymane, zostaje przez obecne
kierownictwo kontrwywiadu zaniechane i zlekceważone. Pamięć zamordowanych w tym
budynku przez służbę sowiecką – IW, powinna być kultywowana, podtrzymywana i
szanowana – stwierdza Macierewicz. Wskazuje, że szefem SKW jest płk Janusz
Nosek. – Jeżeli pan Nosek tego nie rozumie, to najwyższy czas, żeby rozważył,
czy powinien kierować tą służbą, bo pamięć dla tych ludzi jest takim samym
elementem jego obowiązków jak informacje, które przekazuje swoim zwierzchnikom
na temat zagrożeń bezpieczeństwa państwa – ocenia były szef SKW.
Doktor Józef Szaniawski, historyk, wykładowca Wyższej Szkoły Kultury Społecznej
i Medialnej w Toruniu i Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, jest
zaskoczony brakiem poszanowania kierownictwa SKW dla ofiar katowni na ul. Oczki.
– To skandal. To pokazuje, kim są ci ludzie. Siedziałem na ul. Oczki dwa i pół
dnia, kiedy mnie aresztowano w stanie wojennym. Tam mordowano i torturowano
ludzi. To było coś gorszego niż więzienie na ul. Rakowieckiej – zauważa
Szaniawski. Wskazuje, że Informacja Wojskowa była "instytucją wręcz sowiecką". –
O ile "bezpieka", NKWD czy KGB były pośrednimi organami represji, o tyle
Wojskowa Służba Wewnętrzna i IW były w samej swej istocie instytucjami
sowieckimi. Jeżeli obecne władze kontrwywiadu wojskowego nie chcą pamiętać o
tym, kogo tam zamordowano, to znaczy, że utożsamiają się z tymi, którzy w tym
budynku urzędowali – konkluduje historyk.
Dopiero po interwencji "Naszego Dziennika" zapłonął tam znicz. Pułkownik
Krzysztof Dusza w udzielonej nam odpowiedzi utrzymuje, że wkład w lampionie
"wymieniany jest stale". – W przeszłości zaistniały przypadki wandalizmu,
niszczenia lub gaszenia znicza. Po stwierdzeniu takich okoliczności znicz był
ponownie zapalany w możliwie szybkim terminie – tłumaczy się płk Dusza.
Jacek Dytkowski
