Myśląc Ojczyzna – pos. prof. dr hab. Krystyna Pawłowicz

Audio MP3
Pobierz

Szczęść Boże!

Wiele osób zastanawia się, jak to możliwe, że przedstawiciele Polski w UE – Polacy tam działający, tak jaskrawie, bez wstydu występują agresywnie przeciwko Polsce, głosując za zastosowaniem wobec naszego państwa represji, kar i sankcji. Trudno sobie wyobrazić, że ktoś urodzony w Polsce, w jakimś polskim mieście lub wsi, mający polskie obywatelstwo, wykształcony tu, obdarzony w wyborach Polaków zaufaniem i godnością reprezentanta w unijnym parlamencie czy komisji, że ktoś taki na zebraniach unijnych organów będzie oskarżał swój kraj, ale co gorsza kłamał, oczerniał i razem z wrogimi lub nieżyczliwymi nam państwami żądał jeszcze kat dla Polaków. I to w sytuacji, gdy władze Polski są oskarżane przez obce rządy, które wcześniej i ciągle jeszcze na majątku naszego państwa pasożytują i bezkarnie starają się destabilizować sytuację w naszym kraju, by obalić demokratycznie wybrane przez nas władze.

Polscy eurodeputowani z PO twierdzą, że działają zgodnie z unijnym prawem i realizują unijne wartości, między innymi walczą w Unii o respektowanie przez Polskę, przez jej konstytucyjne władze, zasady państwa prawa. W Brukseli i Strasburga żądają oni za to kar i szykan dla Polski, sądząc, że to właśnie będzie dobre dla Polski. Naprawdę trudno to zrozumieć. Warto więc przyjrzeć się sytuacji prawnej tych sześciu europosłów z PO, ale również i innych, którzy głosowali w Parlamencie Europejskim za karami dla swej Ojczyzny.

W 2003 roku w Atenach, ówczesny premier Leszek Miller, ówczesny minister spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz i ówczesna minister Danuta Hübner, która odpowiadała za proces akcesji Polski do Unii Europejskiej, a która potem („w nagrodę” za korzystne dla Unii włączenie Polski do tej organizacji) została sowicie wynagradzanym komisarzem, więc te trzy osoby złożyły swe podpisy pod traktatem o przystąpieniu Polski do tej europejskiej organizacji, czyli Traktat akcesyjny. I pamiętajmy to nie prezydent Lech Kaczyński wprowadził Polskę do Unii, ale rząd SLD – Leszka Millera i PSL – Jarosława Kalinowskiego w 2003 roku. Opozycja zwykła kłamać w tej sprawie, przypisując negatywne skutki i warunki naszego członkostwa w UE, znienawidzonemu przez nich, późniejszemu przecież, prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu.

Bardzo rzadko przy okazji włączania Polski do Unii wspomina się faktycznych tego właśnie dysydentów z SLD i PSL. Prezydent Kaczyński walczył kilka lat później z bardzo niekorzystnymi dla Polski warunkami zmiany unijnych traktatów podpisanymi w Lizbonie w 2007 roku, z kolei przez ówczesnego premiera D. Tuska i jego ministra spraw zagranicznych – Radosława Sikorskiego. Sam traktat z 2003 r. o akcesji Polski do Unii Europejskiej, podpisany przez Leszka Millera, polski Trybunał z ówczesnym prezesem – Markiem Safianem, uznał za zgodny z polską konstytucją, chociaż między postanowieniami traktatu a postanowieniami polskiej konstytucji, istniały i istnieją nie do pogodzenia sprzeczności, które leżą u podstaw dzisiejszych zdradzieckich działań polskich europosłów z PO.

Oba bowiem systemy prawne – polski i unijny – wzajemnie się wykluczają. Np. art. 8 polskiej konstytucji mówi: „najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej jest Konstytucja”. Z kolei unijne trybunały wykształciły swoimi wyrokami już w 1964 roku przeciwną zasadę, która mówi, że w Unii Europejskiej pierwszeństwo przed prawem państw członkowskich, także przed ich konstytucjami, ma każdy przepis, choćby najniższego rangą, urzędnika unijnego. Przy kolejnej zmianie unijnych traktatów w Lizbonie przypomniano to w dołączonej do aktu końcowego Deklaracji nr. 17 o pierwszeństwie. Wyroki unijnego trybunału mają w Unii Europejskiej moc równą postanowieniu traktatowemu. Sam trybunał tak zresztą dowolnie (choć bezprawnie) uznał.

Leszek Miller podpisując traktat o akcesji uznał, mimo wyraźnego brzmienia wyżej zacytowanego art. 8 polskiej konstytucji, że to jednak prawo unijne ma pierwszeństwo i oczywiście złamał tym naszą konstytucję, która, jak wspomniałam, mówi dokładnie coś przeciwnego – że najwyższym prawem Polski jest konstytucja polska. Inny przepis polskiej konstytucji, art. 82 mówi: „Obowiązkiem obywatela polskiego jest wierność Rzeczypospolitej Polskiej oraz troska o dobro wspólne”. Zaś art. 85 naszej konstytucji mówi, że „Obowiązkiem obywatela polskiego jest obrona Ojczyzny”. Z kolei Leszek Miller, Włodzimierz Cimoszewicz i ówczesny sojusznik SLD – PSL z Jarosławem Kalinowskim na czele, zgadzając się akcesję Polski do Unii zaakceptowali do wykonywania prawo unijne i to z pierwszeństwem, a także wyroki europejskiego trybunału, które interpretując traktaty unijne, samodzielnie i również dowolnie ustaliły, że państwa członkowskie i ich wszystkie instytucje obowiązuje odmienna zasada niż wspomniałam – czyli nie lojalność i wierność swojemu państwu, a zasada odmienna, tj. zasada tzw. lojalnej wierności interesom i wartościom unijnym. Też w pierwszej kolejności przed interesami i wartościami narodowymi.

Tzw. wartości unijne wyliczono z kolei w art. 2 Traktatu o Unii Europejskiej (TUE). Są to: godność osoby ludzkiej, wolność, demokracja, równość, państwo prawa, prawa człowieka, tolerancja, równość kobiet i mężczyzn. Sens i znaczenie tych „wartości” nadają unijne (dziś skrajnie lewackie ideowo) organy i urzędnicy. Np. demokracja w unijnym żargonie oznacza sytuację, gdy wybory wygrywają partie lewicowe, lewackie, antychrześcijańskie, a jeśli przegrają, to obowiązkowo wygrani muszą odstąpić im część swojej władzy. Inaczej nazywa się to faszyzmem i ograniczaniem wolności, ograniczaniem demokracji. Unijna tolerancja oznacza obowiązek troski i uprzywilejowania najdzikszych patologii, zwłaszcza seksualnych. Czyli akcesja do UE postawiła europosłów z państw członkowskich (też z Polski) wobec dwu sprzecznych lojalności – nakazanej własną konstytucją wierności wobec swej Ojczyzny i zupełnie sprzecznej zasadzie – wierności i lojalności wartościom i celom unijnym. A ostateczny cel, też trzeba pamiętać, to likwidacja państw narodowych i utworzenie jednego, zdechrystianizowanego, europejskiego imperium, pod zarządem niemiecko-francuskim, z wykorzenionymi z narodowych tożsamości mieszkańcami.

Europoseł stojąc w obliczu takiego dylematu musi zdecydować kim się czuje. Niemcy, Francuzi czy Belgowie zawsze realizują własne narodowe interesy i bronią swych państw zażarcie. Polscy eurodeputowani z opozycji PO właśnie pokazali, że mają polską konstytucję i obowiązki wobec Polski – obowiązki lojalności i wierności Rzeczypospolitej, w nosie. Zagłosowali niedawno na szkodę Polski razem z wrogami Polski, głosząc, że represje i sankcje na ich Ojczyznę są godną obroną lewackich wartości unijnych. A wszystko to w zgodzie z unijnym prawem, choć z ciężkim złamaniem polskiej konstytucji i polskim prawem.

Zgoda SLD/PSL na akcesję Polski do Unii Europejskiej stworzyła liczne, groźne dla Polski sytuacje, za które polskich przedstawicieli w Unii Polacy będą musieli rozliczyć (za te zdrady) dopiero przy najbliższych wyborach. Polskie prawo jest bowiem w sprawach zdrady narodowych interesów przez przedstawicieli PO w Unii – bezsilne, gdyż akcesją do UE kolejne rządy SLD, PSL czy PO wyraziły zgodę na uznanie, że najwyższe w Polsce są unijne, antypolskie, obce nam wartości, unijne prawa i interesy. O zdrajcach musimy koniecznie pamiętać przy kolejnych wyborach.

Szczęść Boże!

drukuj