Myśląc Ojczyzna

Audio MP3
Pobierz

Z totalniacką szczerością

Szanowni Państwo!

Pan Krzysztof Gawkowski, sekretarz generalny Sojuszu Lewicy Demokratycznej zapowiedział wystąpienie o delegalizację Obozu Narodowo Radykalnego i Młodzieży Wszechpolskiej, które 11 listopada zorganizowały Marsz Niepodległości. Już mniejsza o to, że o delegalizację wystąpić ma Sojusz Lewicy Demokratycznej, a więc partia, której trzon tworzą starzy sowieccy kolaboranci – bo znacznie ciekawsze jest uzasadnienie. Otóż pan Gwakowski chce zdelegalizować ONR i Młodzież Wszechpolską, bo psują mu one dobre samopoczucie. „Doprowadziły do sytuacji, w której zamiast cieszyć się Świętem Niepodległości, zastanawialiśmy się, czy żyjemy w kraju, który za wszelką cenę próbuje bronić swojej niepodległości” – powiedział pan Gawkowski.

Co tu ukrywać; w przypadku sekretarza generalnego Sojuszu Lewicy Demokratycznej szczerość wyprzedza i to znacznie, wszelkie inne zalety. Cóż bowiem wynika z deklaracji pana Gawkowskiego? Ano – że chciałby on cieszyć się  Świętem Niepodległości w sposób bezrefleksyjny, na przykład tak, żeby z tej okazji wypić i zakąsić – tymczasem za sprawą ONR i Młodzieży Wszechpolskiej został zmuszony do zastanawiania się, czy Polska aby na pewno jest państwem niepodległym. Chętnie wierzę, że pan sekretarz Gawkowski nie lubi się zastanawiać nie tylko nad niepodległością, ale w ogóle – nad czymkolwiek. Nie jest w tym odosobniony. Na świecie jest bardzo wielu ludzi, którym myślenie sprawia ogromną przykrość, można powiedzieć – egzystencjalny ból. Stąd właśnie bierze się popularność takich mediów, jak na przykład „Gazeta Wyborcza”, czy TVN. Głównym ich zadaniem, można powiedzieć – misją – jest suflowanie mikrocefalom, co myślą. Gdyby tak pan redaktor Michnik się przeziębił, to dla mikrocefali byłaby to prawdziwa tragedia: nie wiemy, co myślimy! Na szczęście nasi okupanci zadbali o pluralizm medialny, dzięki czemu obok „Gazety Wyborczej” istnieje TVN, więc nawet gdyby pan redaktor Michnik się przeziębił, pani redaktor Justyna Pochanke go zastąpi i mikrocefalom wyjaśni, jak myślą. W ten sposób uwolnieni od trudu samodzielnego myślenia mikrocefale mogą już bez przeszkód oddawać się radości nie tylko 11 listopada, ale w ogóle – każdego dnia, kiedy to słońce wschodzi i zachodzi dzięki rządowi premiera Tuska.

Tymczasem panu Krzysztofowi Gawkowskiemu nic by nie zaszkodziło, gdyby – przezwyciężając niechęć do zastanawiania się – jednak się zastanowił, czy Polska aby na pewno jest niepodległa. Bo jeśli jest, no to ma rację; może cieszyć się nie tylko Świętem Niepodległości, ale w ogóle – czym tam chce. Jeśli jednak Polska niepodległość traci, to nie tylko nie ma się z czego cieszyć, ale nawet wypadałoby tej niepodległości bronić. Ja oczywiście rozumiem, że Sojusz Lewicy Demokratycznej obroną niepodległości Polski nie musi być specjalnie zainteresowany. Kontynuując tradycję Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, z której wszak się wywodzi, zainteresowany może być raczej w znalezieniu sobie kolejnego „sojusznika”, któremu mógłby się nastręczyć w charakterze nadzorcy mniej wartościowego narodu tubylczego. Ja to wszystko rozumiem i nawet nie mam do Sojuszu Lewicy Demokratycznej o to pretensji. Wiadomo: wilk zmienia skórę lecz nie obyczaje – jak powiedział pewien Rzymianin cesarzowi Wespazjanowi. Więc jeśli nawet SLD nie broniłby niepodległości Polski w razie jej zagrożenia, to przecież nie musi przeszkadzać tym, którzy intencję takiej obrony deklarują. Tymczasem SLD zachowuje się niczym pies ogrodnika: sam nie zje i nikomu nie da. Najwyraźniej chce, żeby każdy postępował dokładnie tak, jak on. Tymczasem pluralizm polega na tym, że każdy postępuje po swojemu. Skoro wolno Sojuszowi Lewicy Demokratycznej stręczyć się „sojusznikom”, to dlaczego ONR-owi czy Młodzieży Wszechpolskiej nie wolno bronić niepodległości? Widać wyraźnie, że Sojusz Lewicy Demokratycznej, mimo udrapowania się w demokratyczny kostium, nie przestał być ugrupowaniem totalniackim. Z tego punktu widzenia powinniśmy być wprawdzie wdzięczni panu sekretarzowi Gawkowskiemu za szczerość, która więcej wyjaśnia, niż mówi, ale oczywiście nie ma najmniejszego powodu żeby totalniackie zapędy SLD aprobować. To już prędzej należałoby zastanowić się nad delegalizacją Sojuszu Lewicy Demokratycznej i to nie tylko ze względu na totalniacką przeszłość wielu wybitnych jego działaczy, ale przede wszystkim – za obecne totalniackie tendencje, które – niczym słoma z butów – wylazły ze szczerej deklaracji pana sekretarza generalnego tej partii, Krzysztofa Gawkowskiego.

Mówił Stanisław Michalkiewicz

drukuj