Myśląc Ojczyzna
Uczestniczyłam dwa dni temu w pięknej uroczystości w Myślenicach. Tamtejsza Rada Miejska, nadała imię Lecha Kaczyńskiego rondu, na którym umieszczony został pamiątkowy obelisk. Organizatorzy uroczystości, które zaszczyciła swą obecnością córka prezydenta Marta Kaczyńska jako motta użyli słów Kardynała Stefana Wyszyńskiego. „Naród, który nie wierzy w wielkość i nie chce ludzi wielkich, kończy się. Trzeba wierzyć w swą wielkość i pragnąć jej”.
Czy Polacy jeszcze wierzą w swą wielkość, i czy swej wielkości pragną? Czy chcą ludzi wielkich? Takie pytanie trzeba sobie zadawać. Ja zastanawiam się od dawna nad tym, jak to się dzieje, że zanika naturalne dla istnienia narodu przekonanie o własnej wyjątkowości i szczególnym zadaniu do spełnienia na ziemi, przekonanie które daje żywotność i pozwala przetrwać, które stanowi ten wewnętrzny ogień, jakiego sto lat nie wyziębi.
Wielką rolę w kształtowaniu poczucia własnego powołania do wielkości odgrywa odpowiednia edukacja, zarówno poprzez szkoły, jak i poprzez środki masowego przekazu. U nas od ponad dwudziestu lat po obaleniu komunizmu, wpływowe środowiska z wielką gorliwością dbały, by tej godności i dumy narodowej było coraz mniej, a nie coraz więcej. Dominujące media za swój cel uznały walkę z polskimi demonami nacjonalizmu i bezustannie przykładały lód do gorąco bijącego serca Ojczyzny.
Wiele dyskutujemy teraz o upadku nauczania historii i o katastrofie programowej. Słusznie. Kiedy przyjrzeć się nowej podstawie programowej narzuconej przez panie minister edukacji w rządach Tuska- Katarzynę Hall i Krystynę Szumilas, widać, że pozbawiona jest ona tych elementów wychowania do narodowej wielkości i dumy. Wielkie idee, wielkie postacie i wielkie wydarzenia nie służą w tym programie do kształtowania przekonań o tym, co stanowi o naszej, polskiej wyjątkowości wśród narodów świata. Takiej wyjątkowości, że bez naszego istnienia cały świat byłby zły i wytrącony z równowagi. Ale, ale – powie ktoś, przecież system szkolny ma być obojętny i neutralny, niech sobie uczeń sam wybiera i ocenia wartości, według których ukształtuje swe życie, zgodnie z postępową doktryną hipermarketu idei. Może jestem więc nienowoczesna i niepostępowa, kiedy podoba mi się zdanie wypowiedziane przez prymasa Wyszyńskiego: „Naród, który nie wierzy w wielkość i nie chce ludzi wielkich, kończy się”. Może tak nie wolno, bo to nazbyt nacjonalistyczne?
Postanowiłam zatem sprawdzić, jak to jest gdzie indziej i zajrzeć do amerykańskich programów nauczania ojczystych dziejów. Nie trzeba było długo szukać. W zatwierdzonym przez Agencję Edukacji stanu Teksas planie nauczania przedmiotów społecznych na poziomie naszego liceum znajduje się cały punkt, który brzmi: „Uczeń rozumie ideę amerykańskiej wyjątkowości. Oczekuje się, że będzie potrafił omówić pięć kluczowych wartości, które stanowią o sukcesie USA jako republiki konstytucyjnej, takie jak: wolność, równość, indywidualizm, rządy ludu i swobodę gospodarczą. Oczekuje się, czytamy dalej w programie stanu Teksas, że uczeń będzie umiał opisać, na czym polega różnica pomiędzy wymienionymi wartościami amerykańskimi a tymi, którymi kierują się inne narody. Oczekuje się, że uczeń będzie umiał opisać naród amerykański jako obywateli, którzy przybywszy z różnych stron świata czują się związani określonymi oczywistymi prawdami”. Jak się okazuje więc, tam nie mają oporów, by przy pomocy państwa wpajać każdemu przekonanie o odrębności i wyjątkowości własnego narodu. Do tego dochodzi program nauczania historii oparty o wielkie postacie, a więc zorientowany na osoby tworzące historię. W samym okresie stu lat od roku 1877 do 1977 naliczyć można aż pięćdziesiąt wybitnych postaci, które po nazwisku wymieniono na liczącym dwie strony planie zajęć. Co ciekawe, wielokrotnie pojawia się też w amerykańskim programie nauczania historii pojęcie punktów zwrotnych, szczególnych wydarzeń i szczególnych osób, które zmieniały kierunek dziejów. Kiedy się nad tym zastanowić, widać głębszy sens w takim podejściu do ojczystych dziejów. Każdy wychowany w tym duchu obywatel nauczony jest gotowości i uwagi: a nuż dzieje się teraz coś, co stanowi zwrotny punkt w historii: nie mogę tego przegapić, muszę się opowiedzieć po stronie dobra, rozważyć, która strona jest dobra, a która zła. Takie podejście nadaje moralny sens i poczucie tworzenia historii przez każdego świadomego człowieka.
Daleka jestem od gloryfikacji amerykańskich metod nauczania. Uderzyło mnie jednak, jak bardzo ten sposób myślenia, widoczny w programach nauki historii ojczystej w USA odbiega od tego, czego doświadczamy tu nad Wisłą. Tu się przeprasza za istnienie i wstydzi się polskości. Jestem niemal pewna, że gdybyśmy bliżej poznali wychowanie do narodowej dumy w innych krajach, to okazałoby się, że wszędzie znajdziemy pierwiastki podobnego budowania wielkości i poczucia własnej wartości, jak w Ameryce.
Nasi piłkarze odpadli z Euro. Nie da się dłużej opierać narodowego poczucia wielkości wyłącznie na piłce nożnej. Może dla niektórych stanowić to będzie potrzebne otrzeźwienie.
Serdecznie Państwa pozdrawiam,
mówiła Barbara Bubula
