Myśląc Ojczyzna – red. Stanisław Michalkiewicz



Pobierz Pobierz

Epidemia pasożytów

Szanowni Państwo!

Rozstrzelanie przez muzułmańskich fanatyków 12 redaktorów plugawego pisma „Charlie Hebdo”, specjalizującego się w chamskich szyderstwach z religii, pokazało, że między cywilizacjami istnieją poważne różnice. Że tylko w cywilizacji łacińskiej plugawcy mogą liczyć na tolerancję, podczas gdy gdzie indziej rozmowa z nimi jest krótka. Oczywiście nie zdają oni sobie z tego sprawy i systematycznie tę cywilizację podgryzają, niczym pasożyty organizm swego żywiciela. Podobnie wielu Umiłowanych Przywódców, którzy zjechali do Paryża, by przespacerować się przeciwko terroryzmowi, też przykłada rękę do niszczenia tej cywilizacji w imię nieubłaganego postępu i rozmaitych socjalizmów. Okazuje się, że małą mądrością rządzony jest ten świat – co widać również, a może nawet zwłaszcza w naszym nieszczęśliwym kraju, gdzie właśnie trwają protesty przeciwko zamykaniu kopalni. Polska w ogóle jest osobliwym miejscem na świecie, gdzie nic się nie opłaca; ani wydobycie węgla, ani wytapianie stali, ani produkcja statków, ani produkcja samochodów, ani rolnictwo, ani hodowla, ani leśnictwo, słowem – żadna forma produkcji materialnej, czy usług. Najwyraźniej każda forma produkcji materialnej, zwłaszcza w sektorze państwowym, musi być obciążona jakimiś serwitutami, które powodują, że nic się nie opłaca. Zgodnie z moją ulubioną teorią spiskową, to są właśnie koszty okupacji kraju przez bezpieczniackie watahy, które zachowują się jak pasożyt. Taki, dajmy na to, tasiemiec uzbrojony też nie zdaje sobie sprawy, że doprowadzając swojego żywiciela do śmierci z wycieńczenia, wydaje wyrok również na siebie – ale taka jest już jego natura. Toteż rząd woli pozamykać kopalnie, niż komuś je sprzedać – chociaż podobno zgłaszają się chętni zarówno w kraju, jak i za granicą. Słychać na przykład, że śląskie kopalnie mogliby kupić Hindusi i nawet na nich zarabiać. Ciekawe dlaczego Hindusom się opłaca, podczas gdy spółkom Skarbu Państwa nie. Czy aby nie dlatego, że Hindusi, jako prywatni właściciele, nie musieliby dzielić się zyskami z bezpieką, która pasożytuje na państwowym sektorze, wykańczając w ten sposób wszystkie gałęzie gospodarki? Tymczasem wokół tej kwestii panuje przedziwna zmowa milczenia, niczym w domu wisielca, gdzie, jak wiadomo, nie wypada rozmawiać o sznurze. Najwyraźniej musi to być największa tajemnica państwowa III Rzeczypospolitej, której wszyscy strzegą jak źrenicy oka. Tymczasem bez wyjaśnienia tej sprawy i położenia kresu temu pasożytnictwu, żadne programy naprawcze nie będą skuteczne, podobnie jak kiedyś tak zwane „dalsze doskonalenie” ustroju socjalistycznego. Czy jednak jest w naszym nieszczęśliwym kraju siła, która byłaby w stanie uwolnić go od pasożytów? Jak na razie nie widać nikogo takiego, kto by mógł, a nawet takiego, kto by chciał. Zmowa milczenia jest bardzo wymowną poszlaką. W tej sytuacji jedyną nadzieją jest perspektywa utraty korzyści z okupacji – bo tylko ona byłaby w stanie skłonić bezpieczniaków do zmiany zachowania – jak to się stało na Węgrzech, gdzie Wiktor Orban próbuje wykorzystać tę szansę dla dobra kraju. Co cię nie zabije, to cię wzmocni – oczywiście pod warunkiem, ze cie wcześniej nie zabije. Nie da się ukryć, że dobrze to nie wygląda, ale cóż – taki los wypadł nam.

   Coraz wyraźniej widać, jak małą mądrością rządzony jest ten świat – a nasz nieszczęśliwy kraj w szczególności. Zauważają to rozmaici ambicjonerzy, którzy najwyraźniej dosłownie zrozumieli konstytucyjną zasadę, że „każdy” może zostać u nas prezydentem. Dotychczasowe doświadczenia z prezydentami to potwierdzają, więc nic dziwnego, że amatorów jest coraz więcej. Cóż innego zresztą robić, skoro poza biurokracją nic się u nas nie opłaca?

red. Stanisław Michalkiewicz

drukuj