Jedynie Bóg … bierze na siebie nasze rany


Pobierz Pobierz

Drodzy Chorzy,

Kochani Diecezjanie!



1. Bóg kocha nas wszystkich.

W Orędziu Wielkanocnym każdego roku podczas Paschalnej Wigilii słyszymy jakże ważne dla nas słowa: „Jedynie Bóg, który miłuje nas do tego stopnia, iż bierze na siebie nasze rany i nasze cierpienia, zwłaszcza niezawinione, godzien jest wiary”.

Przekonał się o tym św. Tomasz Apostoł. Nie było go we wieczerniku w czasie pierwszych odwiedzin Pana Jezusa Zmartwychwstałego. A gdy po powrocie pozostali Apostołowie opowiadali mu o tym, że nawiedził ich Jezus, nie chciał w to uwierzyć. Ale Pan Jezus przyszedł na ziemię, aby wszystkim otworzyć drogę do szczęścia wiecznego, nie chciał pozostawić jednego ze swoich apostołów bez pomocy. Przybywa więc ponownie. I pokazuje mu swoje rany. Jakże wielka jest moc cierpienia Syna Bożego. Tomasz już nie chce dotykać, wystarczy mu widok ran. Wystarczy mu pamięć o ofierze na krzyżu.

Ta szczególna moc cierpienia Jezusa bierze się z tego, że Jego cierpienie jest owocem miłości. To miłość daje tę siłę. To miłość Syna Bożego sprawia, że mimo upływu lat Jego cierpienie wciąż porusza ludzkie umysły, serca i sumienia.

Wypada o tym pamiętać zawsze, ale w sposób szczególny w tym czasie, gdy zbliżamy się do Światowego Dnia Chorego, który z woli Ojca Świętego Jana Pawła II obchodzimy każdego roku we wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Lourdes, czyli 11 lutego. Już teraz zapraszam do wzięcia udziału w specjalnych nabożeństwach, które odbędą się tego dnia we wszystkiej naszych kościołach.

Pragniemy bowiem za pośrednictwem Maryi, która stała pod krzyżem, która współcierpiała, którą przeniknął straszliwy miecz boleści – dziękować Chrystusowi Panu za Jego miłość i za Jego ofiarę, za odkupienie dokonane za pośrednictwem cierpienia, na krzyżu. Przedziwny jest Bóg w swoich zamiarach.

To swoje zadziwienie wyraża Papież Benedykt XVI w encyklice „Spe salvi” (38), kiedy pisze: „miarę człowieczeństwa określa się w odniesieniu do cierpienia i cierpiącego. Ma to zastosowanie zarówno w przypadku jednostki, jak i społeczeństwa. Społeczeństwo, które nie jest w stanie zaakceptować cierpiących, ani im pomóc i mocą współczucia współuczestniczyć w cierpieniu, również duchowo, jest społeczeństwem okrutnym i nieludzkim”. Jest bowiem niewrażliwe na wielką ofiarę cierpiącego Jezusa i wciąż oddala się od miłości.

2. Powracajmy często do cierpienia Jezusa.

Ojciec Święty w tegorocznym Orędziu z okazji Światowego Dnia Chorego nawiązuje do swojej wizyty duszpasterskiej w Turynie, gdzie jest przechowywane święte płótno, wyznając: „Noszę jeszcze w sercu moment, kiedy to […] zatopiony w modlitwie zatrzymałem się przed Świętym Całunem. Wpatrywałem się w cierpiące Oblicze, które zaprasza do kontemplacji Tego, który wziął na siebie ludzkie cierpienie wszystkich czasów i miejsc, w tym nasze cierpienia, nasze trudności, nasze grzechy. Iluż wiernych w ciągu wieków przeszło przed tym Świętym Płótnem, które okrywało ciało ukrzyżowanego Człowieka, jak to dokładnie opisuje ewangeliczny przekaz męki i śmierci Jezusa!” A św. Piotr nam przypomina, że „Krwią Jego ran zostaliście uzdrowieni” (1 P 2, 24).

Ale żeby to wszystko mogło do nas docierać, trzeba być blisko Chrystusa, trzeba umieć razem z Nim iść przez życie. Przekonali się o tym dwaj uczniowie w drodze do Emaus, św. Maria Magdalena i pozostali Apostołowie. I nie możemy też zapominać, że „Zmartwychwstając, Chrystus Pan nie usunął ze świata cierpienia i zła, ale uzdrowił je u samych korzeni. Przemocy zła przeciwstawił wszechmoc miłości. Wskazał nam więc, że drogą do pokoju i radości jest miłość” (Benedykt XVI Orędzie , 11 II 2011, 2).

Miłość przemieniać powinna nasze życie, nadawać naszym czynom, wszelkiemu działaniu wymiar zbawczy. Czyny przecież przemieniają świat. O tym zawsze trzeba pamiętać. Narodowi wybranemu, który po powrocie z niewoli narzekał, że nie wszystko przychodzi lekko, prorok Izajasz przypominał, aby nie zapominano o uczynkach miłosierdzia, o postępowaniu w zgodzie ze sprawiedliwością. I tylko w takim wypadku Pan Bóg będzie pomagał, a gdy Go poproszą o pomoc, odpowie: „Oto jestem”.

3. Miłość przemienia życie.

Tego rodzaju postępowanie wnosi również światło w ludzkie życie. Natomiast św. Paweł powoła się na Ewangelię, ucząc, że nie jest ona zachętą do wygodnego życia. Krzyża przecież nie można głosić przy pomocy ozdobnych słów. Pan Bóg działa ubogimi środkami, ale takimi, które docierają do naszego sumienia. I to jest najważniejsze.

Dzięki temu ochrzczeni i podążający za Jezusem stają się solą ziemi i światłem świata. W tym porównaniu, które zawdzięczamy Synowi Bożemu widać jasno, jaką jest nasza odpowiedzialność za losy świata. O tej odpowiedzialności dowiadują się uczniowie. To jej obecność w ich myśleniu i całym życiu decydowała o tym, że nie patrzyli na trudności, ale szli na cały świat głosząc Ewangelię.

Tak to rozumieli nasi poprzednicy. Tak to rozumieli i rozumieją ci, którzy są gotowi cierpieć i umierać za Chrystusa. Taka decyzja bowiem świadczy o tym, że są gotowi umierać za innych ludzi, za świat. A jest ich w naszych czasach coraz więcej, o czym donoszą media. Przypomnienie tej prawdy może nas zadziwić. Nasza cywilizacja, współczesny sposób patrzenia na program ludzkiego postępowania, nie przewidują czegoś podobnego. Ale, właśnie, to jest powodem ciągle powracających napięć i nieskuteczności mówienia o pokoju, o jedności, a nawet o zgodzie, jeśli takim apelom brakuje oparcia, fundamentu. Czas najwyższy powracać do Chrystusa, aby i nasze życie stało się tym światłem, które świeci „przed ludźmi”, zachęcając ich do tego, aby widząc nasze dobre uczynki „chwalili Ojca”, który jest w niebie. Naszego Ojca.

4. Apel o dobre struktury opieki zdrowotnej.

Ojciec Niebieski pamięta o wszystkich cierpiących. On zawsze zachęca i nawołuje do osobistego śpieszenia z pomocą chorym, ale także i do tworzenia odpowiednich struktur. To dzięki temu Kościół od czasu, jak tylko miał ku temu sposobności, wspierał powstawanie opieki zdrowotnej, zakładanie szpitali, organizowanie leprozoriów. Błogosławił zakonom, które opiekę nad chorymi traktowały jako swoje główne zadanie. Wypada w tym miejscu wspomnieć Siostry Szarytki, Franciszkanki od Cierpiących i wiele innych.

W tym duchu pisze również Benedykt XVI, apelując „do kompetentnych władz, ażeby dołożyły starań o rozwój i doskonalenie odpowiednich struktur opieki zdrowotnej, aby służyły one pomocą i były wsparciem dla cierpiących, przede wszystkim dla najuboższych” (Benedykt XVI, Orędzie, 11 II 2011, 5).

Ten apel kieruję do wszystkich naszych Diecezjan i nie tylko. Tak często słyszymy głosy o różnych tendencjach, dotyczących reformy struktur służby zdrowia. Czy te propozycje biorą pod uwagę to, co pisze Papież, czy istotnie mają na względzie najuboższych? Postawmy to pytanie sobie. Stawiajmy je wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób są odpowiedzialni za jakość funkcjonowania służby zdrowia.

Otrzymaliśmy w tych dniach wiadomość, że są tendencje zmierzające do tego, aby wydłużyć drogę karetkom pogotowia. Miejmy nadzieję, że tegoroczne śniegi czegoś nauczyły. Nie można oszczędzać na służbie zdrowia. Nie można wychodzić naprzeciw interesom prywatnym. Łatwo można zlikwidować Dzieło Pomocy Doraźnej w Zakładach Opieki Zdrowotnej o zasięgu powiatowym. Łatwo można tworzyć sztucznie Centrum Powiadamiania Ratunkowego, obejmujące całe rejony. Ale my, ludzie zwyczajni wiemy swoje, gdyż to będzie oznaczało trudniejsze nawiązanie kontaktu i próby wyłącznie finansowego podejścia do chorych.

Trudno na to się zgodzić. Co więcej, nie możemy zapomnieć o tym, co jest najważniejsze, a co w zakończeniu Orędzia przypomina nam Ojciec Święty, apelując do nas wszystkich, ale także do „pracowników służby zdrowia, woluntariuszy i wszystkich tych, którzy z miłością poświęcają się służbie chorym, przynosząc ulgę w ich cierpieniu i roztaczając opiekę nad każdym chorym bratem i siostrą, w szpitalach, domach opieki i w rodzinach: w twarzach osób chorych umiejcie zawsze dostrzegać Oblicze oblicz, czyli Chrystusa”.

5. Idźmy za przykładem Maryi.

Mając to wszystko na uwadze, starajmy się częściej myśleć o chorych, odwiedzać ich, śpieszyć z pociechą, korzystając z dużych możliwości komunikacyjnych. Pamiętajmy o nich w naszych modlitwach. Razem z nimi przecież tworzymy tę szczególną wspólnotę ludzi dobrej woli, ochrzczonych, podążających do szczęście wiecznego.

Przykładem naszym niech będzie Matka Boża, która nie lękała się krzyża. To tam, obok Krzyża na Kalwarii usłyszała te słowa: „Oto syn Twój” (J 19, 26-27),dzięki którym my wszyscy staliśmy się Jej dziećmi. I Ona o tym pamięta. Świadczą o tym Jej sanktuaria rozsiane po świecie, które są swego rodzaju wielkimi szpitalami, otwartymi dla wszystkich, przyjmującymi pod swoją opiekę każdą chorą i każdego chorego.

A „Matczyna troska o Syna staje się matczyną troską o każdego z nas w naszym codziennym cierpieniu” (Benedykt XVI, Homilia, Lourdes, 15 IX 2008).

Do Ciebie, Matko Bolesna kierujemy nasze błagania, jak i podziękowania za to, że jesteś z nami we wszystkich naszych cierpieniach, nieszczęściach i kłopotach. Nadal i zawsze – bądź z nami!

O to się modlę i tego życzę wszystkim naszym Diecezjanom, zwłaszcza chorym, którym z serca udzielam pasterskiego błogosławieństwa: w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego! Amen.

Oddany w Chrystusie!

 

+ Antoni P. Dydycz

Biskup Drohiczyński

 

drukuj