Homilia wygłoszona przez Ojca Świętego Benedykta XVI na I Nieszporach Pierwszej Niedzieli Adwentu
Drodzy Bracia i Siostry!
Poprzez tę nieszporną liturgię, rozpoczynamy drogę nowego Roku liturgicznego, wkraczając w pierwszy z okresów, które się na niego składają: Adwent. W czytaniu biblijnym którego przed chwilą wysłuchaliśmy, zaczerpniętym z Pierwszego Listu do Tessaloniczan, Apostoł Paweł używa właśnie tego słowa: przyjście, które w j. greckim brzmi „parusia” a po łacinie „adventus”. Według wspólnego tłumaczenia tego tekstu, Paweł zachęca Chrześcijan w Tessalonikach, by zachowali się nieskalanymi „na przyjście” Pana. Ale w tekście oryginalnym czytamy: „w przyjściu”, tak jakby adwent Pana był , bardziej niż wydarzeniem w przyszłości, miejscem duchowym w którym już przebywamy, oczekując, i wewnątrz którego mamy być strzeżeni w każdym wymiarze osobistym. W rezultacie, jest to właśnie to, co przeżywamy w liturgii: celebrując okresy liturgiczne, aktualizujemy misterium – w tym wypadku przyjście Pana – w taki sposób, że rzec by można, ” kroczymy w nim” ku pełni realizacji, na końcu czasów, ale już czerpiąc z jego uświęcających mocy, od chwili, gdy czasy ostateczne zainicjowane zostały przez śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa.
Słowo, które zdaje się streszczać ten szczególny stan, w którym oczekuje się czegoś, co ma się objawić, ale równocześnie już się go przeczuwa i smakuje, jest „nadzieja”. Adwent jest w pełni tego słowa znaczeniu duchową porą nadziei, a w nim cały Kościół jest wzywany, by stać się nadzieją, dla siebie i dla świata. Cały duchowy organizm mistycznego Ciała przybiera, rzec by można „kolor” nadziei. Cały Lud Boży wyrusza w podróż, pociągnięty przez tę tajemnicę: że nasz Bóg jest „Bogiem, który przychodzi” i wzywa nas, by wyjść mu na spotkanie. W jaki sposób? Przede wszystkim w tej uniwersalnej postawie nadziei i oczekiwania jaką jest modlitwa, która swój wzniosły wyraz znajduje w dwóch psalmach, ludzkich słowach w których sam Bóg wkładał i nadal wkłada w usta i serca wierzących wezwanie o jego przyjście. Zatrzymajmy się zatem przez chwilę przy dwóch psalmach, którymi modliliśmy się przed chwilą i które są następującymi po sobie również w Biblii: 141 i 142, według numeracji hebrajskiej.
„Do Ciebie wołam, Panie, prędko mi dopomóż; usłysz głos mój, gdy wołam do Ciebie. Niech moja modlitwa będzie stale przed Tobą jak kadzidło; wzniesienie rąk moich – jak ofiara wieczorna! (Ps. 141,1-2)
Tak rozpoczyna się pierwszy psalm pierwszych nieszporów pierwszego tygodnia psałterza: to słowa, które na początku Adwentu nabierają nowego „kolorytu”, ponieważ Duch Pański pozwala im rozbrzmiewać w nas ciągle na nowo w Kościele, który znajduje się w drodze pomiędzy czasem Boga a czasem ludzkim. „Panie, prędko mi dopomóż” (w. 1) – to krzyk osoby, która znajduje się w wielkim niebezpieczeństwie, ale to także krzyk Kościoła pośród wielu pułapek, które go otaczają, które niszczą jego świętość, tę nienaganną integralność, o której mówi św. Paweł, którą właśnie należy zachować na przyjście Pana. W tym zawołaniu pobrzmiewa także krzyk wszystkich sprawiedliwych, tych wszystkich, którzy chcą oprzeć się złu, urokowi nierównego dobrobytu, przyjemnościom, które obrażają godność ludzką i sytuację ubogich. Na początku Adwentu liturgia Kościoła podejmuje na nowo ten właśnie krzyk i kieruje go do Boga „jak kadzidło” (w. 2). Wieczorna ofiara kadzidła jest faktycznie symbolem modlitwy, wylewności serc zwróconych do Boga Najwyższego, jak również „rąk wzniesionych jak ofiara wieczorna” (w. 2). W Kościele nie składa się już ofiar materialnych, jak to się dokonywało w świątyni Jerozolimskiej, ale wznosi się duchową ofiarę modlitwy, w jedności z ofiarą Jezusa Chrystusa, który jest jednocześnie ofiarą i kapłanem nowego i wiecznego Przymierza. W krzyku Ciała Mistycznego rozpoznajemy głos samej Jego Głowy: Syn Boży, który wziął na siebie nasze próby i nasze pokusy, aby ofiarować nam łaskę swojego zwycięstwa.
To utożsamienie Chrystusa z Psalmistą jest widoczne szczególnie w drugim psalmie nieszporów (Ps 142). Tutaj każde słowo, każde wezwanie pozwala myśleć o Jezusie w czasie Jego męki, szczególnie o Jego modlitwie do Ojca w Getsemani. Poprzez swoje pierwsze przyjście we Wcieleniu Syn Boży zechciał przyjąć w pełni naszą ludzką naturę. Naturalnie, nie przyjął grzechu, ale dla naszego zbawienia doświadczył wszystkich jego konsekwencji. Modląc się psalmem 142 Kościół za każdym razem przeżywa na nowo łaskę tego współodczuwania, tego zejścia Syna Bożego w udrękę ludzką, poprzez które dotknął jej aż do głębi. Krzyk nadziei Adwentu wyraża więc już od początku i w sposób bardzo mocny całą powagę naszej sytuacji, naszą największą potrzebę zbawienia. Można by powiedzieć: my oczekujemy Pana nie na miarę jakiejś pięknej dekoracji dla świata już zbawionego, ale jako jedynej drogi wyzwolenia ze śmiertelnego niebezpieczeństwa. I wiemy, że On sam, Wyzwoliciel, musiał cierpieć i umrzeć, aby nas wyprowadzić z tej niewoli (por. w. 8).
Ostatecznie, te dwa Psalmy zapobiegają jakiejkolwiek pokusie ucieczki od rzeczywistości, zachowują nas przed fałszywą nadzieją, która może chciałaby wkroczyć w Adwent i iść dalej ku Bożemu Narodzeniu zapominając o dramatyczności naszej osobistej i wspólnotowej egzystencji. Rzeczywiście, ta nadzieja godna zaufania, nie ta zwodnicza, nie może być inną niż nadzieją paschalną, jak to nam przypomina w każdą sobotę kantyk Listu do Filipin, którym wychwalamy Chrystusa Wcielonego, Ukrzyżowanego, Zmartwychwstałego i Pana Wszechświata. Ku Niemu kierujemy nasz wzrok i serce, w duchowej jedności z Dziewicą Maryją, naszą Panią Adwentu. Włóżmy naszą dłoń w Jej matczyne ręce i wejdźmy z radością w ten nowy czas łaski, jaki Bóg podarowuje swojemu Kościołowi dla dobra całej ludzkości. Tak, jak Maryja i z Jej matczyną pomocą, bądźmy ulegli na działanie Ducha Świętego, aby Bóg pokoju w pełni nas uświęcił, i Kościół stał się znakiem i narzędziem nadziei dla wszystkich ludzi. Amen
