Felieton „Spróbuj Pomyśleć”
Szczęść Boże!
Eliminacja słabszych jednostek jest podstawą uprawy, ogrodnictwa, sadownictwa i hodowli, a więc tych wszystkich zajęć, które od zarania ludzkości składają się na nasz byt materialny. Krzywo wyrosłe drzewko idzie pod topór, dla utykającego jagnięcia kalectwo oznacza rychłą śmierć. Ubój sanitarny zwierząt chorych, a nawet całkiem zdrowych, ale podejrzanych o zakażenie, np. w związku z przebywaniem w strefie zagrożenia ptasią grypą, to zwykła praktyka weterynaryjna, obecnie prowadzona w megaskali, w wyniku której miliony sztuk drobiu kończą na stosach zamiast na talerzach. Niedołężnego psa jego przyjaciele prowadzą do uśpienia.
A jak ludzie traktują ludzi? Czy eliminacja słabszych jednostek ma zastosowanie do ludzi?
Od zarania dziejów czystka towarzyszyła każdemu podbojowi. Dla słabszych, bo pokonanych, nie było litości. Wiedzieli o tym dobrze Słowianie już na tysiąc i więcej lat przed Hitlerem. Wiedzą rodziny ofiar Golgoty Wschodu. Autorom i wykonawcom masowej zagłady bezbronnych obywateli II Rzeczypospolitej wyobraźnia podpowiadała tysięczne usprawiedliwienia, w gruncie rzeczy wyrosłe z przekonania, że brutalna siła zastąpi każdy argument. Można powiedzieć, że to przeszłość i wracać do niej tylko we wspomnieniach junkrów pruskich, starannie i cierpliwie kreowanych na jedyne ofiary historii. Ale nie tak dawna fala okrucieństw w byłej Jugosławii powinna przybliżyć młodym Europejczykom strach przed rozpasaniem zła tuż za progiem, w zasięgu kilkugodzinnej podróży samochodem. Doniesienia z Iraku to nie buchalteria polegająca na codziennym wypełnianiu rubryk liczbami setek zabitych i rannych a obraz nieszczęść bezbronnych ludzi, rodzin bez źródeł utrzymania, sierot, niezliczonej rzeszy osób okaleczonych, bez rąk, nóg, jakichkolwiek szans na przeżycie. W relacjach z Iraku słychać strzały, a za tło dźwiękowe powinno posłużyć rozrywające serce zawodzenie wdów i jęk bólu małych dzieci. Silni chowają się za murem, pancerzem, kuloodporną szybą limuzyny. Wydają rozkazy eliminacji słabych po przeciwnej stronie konfliktu, przedstawianego jako religijny, płacą za masowe egzekucje niewinnych ludzi.
A u nas? W Polsce dążenie do eliminacji słabszych jednostek ma się, niestety, dobrze. Wielu szuka pretekstu, komu by tu dołożyć, kogo wykończyć, usunąć z życia publicznego, wsadzić za kraty. Pozornie dla pogan najsłabszym jawi się katolik, najlepiej kapłan. Przecież nie będzie się bronić, a nawet przebaczy winowajcom. Arena znowu spływa krwią chrześcijan, igrzyska toczą się w najlepsze. Na jakieś przerażająco koślawe tory kierowane jest naturalne dążenie Polaków do ograniczenia wpływu jednostek szkodliwych na życie publiczne, w obecnej odsłonie stare jak pierwsza Solidarność. Czy to w ramach walki o dusze, czy dla odwrócenia uwagi, z premedytacją dąży się do eliminacji katolików z życia publicznego, w rzeczywistości potwierdzając naszą siłę siłą stosowanej przeciw nam broni. Bez obaw. Kościół wzmocniony cierpieniem da sobie radę.
Potrzeba prawa i sprawiedliwości jest naturalna. Nic dziwnego, że skierowane przeciwko korupcji, nepotyzmowi i prywacie wysiłki obecnej władzy znajdują powszechne uznanie. Słaba i uboga większość docenia starania o rządy prawa w sądach, urzędach skarbowych, szpitalach, szkołach, zakładach pracy i na ulicach.
Ale rzecz nie powinna się skończyć na osaczaniu publicznych szkodników winnych jawnemu dążeniu do eliminacji słabych jednostek spośród podsądnych, podatników, pacjentów, uczniów, kierowców i przechodniów. Winnych próbie eliminacji jednostek słabych, bo nieprzywykłych do walki na prawach dżungli. Słabych, bo za naiwnych. Słabych, bo za bezbronnych. Słabych, bo za szczerych, za uczciwych, za prostolinijnych. Słabych, bo za starych, albo za młodych.
Ludziom w tych powodów słabym, a składającym się na większość elektoratu, politycy często obiecują ochronę przed eliminacją, a niekiedy nawet dotrzymują słowa.
Jest jednak grupa ludzi najsłabszych, którzy albo jeszcze długo nie będą mieli prawa wybierać polityków na wysokie urzędy, albo z tego prawa już nie mogą skorzystać.
Należy stanąć jednym murem w obronie tych najsłabszych jednostek przed najbardziej brutalną, fizyczną eliminacją.
Z Panem Bogiem
dr Zbigniew Hałat
