Bitwa o kaplice


Pobierz Pobierz

Zamknąć kaplice na uniwersytetach. Zakazać odprawiania mszy. Uniwersytet ma być laicki. Takie żądania padają ze strony tzw. progresistów, którzy w imię
"wolności” i "tolerancji” dążą do usunięcia katolicyzmu z uniwersytetów i zamknięcia miejsc kultu, które znajdują się w nich zgodnie z prawem. Idee te ogarniają kolejne publiczne ośrodki szkolnictwa wyższego w Hiszpanii.

"Chrześcijanie są jak szczury. Celuj dobrze”. Wykorzystując wizytę papieża Benedykt XVI w stolicy Katalonii w listopadzie 2010 r., grupa studentów, która nazwała się
"progresistami”, rozpoczęła agresywną kampanię, by zabronić kultu katolickiego na uniwersytecie. Cele, jakie sobie postanowili studenci to zakazanie
"celebracji mszy w kaplicach, które są na terenie uniwersyteckim” oraz "zerwanie umowy z Kurią Barcelony” z roku 1988, aby
"żadna pomieszczenie… nie została przeznaczona na użytek religijny”. "Chcemy, aby uniwersytet był publiczny i laicki”. Brak zdecydowanej reakcji ze strony władz – które ograniczyły się jedynie do ogólnikowego stwierdzenia, że zajmą się tą kwestią – sprawiły, że studenci zaostrzyli swoje protesty. 15 listopada 2010 r. do kaplicy fakultetu ekonomii, podczas mszy, weszło około 40
"progresistów”. Tutaj wyciągnęli telefony komórkowe i zaczęli dzwonić, rozmawiali bez żadnego skrępowania pomimo obecności kilku osób, które przyszły na eucharystię. Niektórzy wyciągnęli także kanapki.
"Nigdy nie widziałem tak wielkiego braku szacunku. `Ty jesz tylko chleb (w domyśle: eucharystyczny) – usłyszał naoczny świadek- a ja chleb z serem'”. Wobec ataków
"progresistów” władze uniwersytetu zostały zmuszone do podjęcia kroków, aby zagwarantować bezpieczeństwo tym, którzy przychodzili do kaplicy. Kolejnym mszom towarzyszyła ochrona. Wreszcie
"tymczasowo” msza została zawieszona do odwołania. Po interwencjach profesorów, studentów i kurii arcybiskupiej msze powróciły, choć pod ochroną. Niestety, po zimowej sesji, aktywność
"progresistów” znowu się nasiliła.

Tymczasem podczas swojej wizyty w Barcelonie Benedykt XVI nawiązał do agresywnego laicyzmu, który pojawia się niekiedy w Hiszpanii i porównał go z latami 30. Wywołało to gwałtowną reakcję środowisk republikańskich, komunistycznych i socjalistycznych.

W czwartek 10 marca grupa ok. 50 osób, w większości studentek, weszła bez szacunku do kaplicy kampusu Somosaguas Uniwersytetu Complutense w Madrycie wykrzykując slogany przez głośnik. Grupa otoczyła ołtarz i odczytała manifest zawierający stwierdzenia przeciwko Kościołowi i jego nauczaniu. Następnie kilka dziewcząt rozebrało się całkowicie od pasa w górę i zaczęło śpiewać wersy i slogany przeciwko Kościołowi, Ojcu świętemu i wierze chrześcijańskiej. Domagano się wyzwolenia spod
"opresji Watykanu”. Całemu zajściu towarzyszyły bluźnierstwa. Według świadków, kilka par lesbijskich zaczęło się całować. Wszystko zostało sfotografowane i sfilmowane. Na ścianach kaplicy pojawiły się napisy typu
"Jedyny Kościół, który oświeca to taki, który płonie”, "Spalicie się jak w 36″.

Zajście w kaplicy wywołało niesmak i oburzenie. Spotkało się z krytyką władz regionalnych oraz wielu środowisk. Minister edukacji Ángel Gabilondo skrytykował najście kaplicy i późniejsze rozebranie się studentek.
"Jest godne potępienia i pozbawione sensu to, że ktoś nie szanuje przestrzeni ani przekonań innych”, stwierdził.

Kilku profesorów wystosowało list otwarty do rektora, w którym domagają się zagwarantowania tolerancji i wolności wyznania oraz ukarania winnych. Znana z ciętości języka Esperanza Aguirre, prezydent Autonomicznego Regionu Madrytu, wprost zapytała co by się stało, gdyby całe wydarzenie miało miejsce w meczecie

Stanowczy protest złożyła także kuria archidiecezjalna. Wobec tych wydarzeń,
"które są przedmiotem przestępstwa”, archidiecezja madrycka złożyła stanowczy sprzeciw do rektora uniwersytetu. Jednocześnie podkreśliła, że są one
"zamachem na wolność kultu i profanacją miejsca świętego”. "Jest rzeczą niegodną, aby w społeczeństwie demokratycznym, w którym prosi się o szacunek dla osób, instytucji religijnych i prawa do publicznej celebracji wiary na Uniwersytecie Complutense, z którym Kościół utrzymuje bliską i przyjacielską współpracę, grupa młodzieży mogła zepsuć tego rodzaju zachowaniem dobre imię i pracę wspólnoty uniwersyteckiej”, czytamy w komunikacie.

Obecny rektor Carlos Berzosa, któremu zostało zaledwie kilka dni ukończenia kadencji, uznał te krytyki za nie na miejscu i stanął w obronie
"autonomii uniwersyteckiej”.

Kilka dni później policja zatrzymała dwóch studentów i dwie studentki, którzy 10 marca br. wtargnęli do kaplicy uniwersyteckiej kampusu Somosaguas Uniwersytetu Complutense. Zostali oskarżeni o wykroczenie przeciwko wolności sumienia i obrazy uczuć religijnych. Po złożeniu zeznań zostali wypuszczeni. Policja nie wyklucza kolejnych zatrzymań.

Wydarzenia w Barcelonie i Madrycie znalazły szybko naśladowców na innych uniwersytetach. Z wielkim lub mniejszym powodzeniem, ale zawsze robiąc dużo hałasu i przy pomocy usłużnych mediów, grupy
"progresistów” pojawiły się w Walencji, Alicante, Valladolid… Żądania zawsze te same: uniwersytet ma być publiczny i laicki. Wybiórcza
"pamięć historyczna” nie pozwala mówić o tym, że początki uniwersytetu na zawsze są złączone z Kościołem.

Uczcić prześladowanych za laicyzm

Zatrzymani studenci w Madrycie stali się bohaterami dla "progresistów”. Swoją solidarność z nimi chcieli wyrazić studenci z Walencji i Alicante, ale … publiczność nie dopisała. W ubiegły piątek sytuacja powtórzyła się na Uniwersytecie Complutense. Dwudziestu ugrupowaniom
"anty-kaplica”, antystemowym i radykałom udało się zgromadzić zaledwie dwieście osób w Bibliotece Historycznej Uniwersytetu Complutense
"Marqués de Valdecilla”. Oczywiście za pozwoleniem rektora. A miały być tłumy.

Oprócz "Manifestu na rzecz uniwersytetu publicznego i laickiego” każdy otrzymał bluźnierczy i w złym guście panflet zwołujący
"ateistyczną procesję” w centrum Madrytu podczas najbliższego Wielkiego Tygodnia.
Będzie jej przewodniczył "przewielebny” Leo Bassi, "pajac i aktywista”, jak można było przeczytać w broszurce.
"Przewielebny” Leo Bassi oczywiście siedział wśród obecnych obok kilku lewicowych polityków, pisarzy, ateistów i wolnomyślicieli oraz przedstawicieli środowisk feministycznych i homoseksualnych. Nie zabrakło nawet drag-quuen. Rita Maestre, studentka zatrzymana przez policję, stwierdziła, że
"aresztują nas za to, że mówimy, iż jesteśmy radykałami i z lewicy”. Szczytem spotkania w dostojnej Bibliotece Historycznej Uniwersytetu Complutense był akt rozebrania się od pasa w górę Marii Aranety. Uczestnicy rozeszli się z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku.

Po zajściach w Somosaguas zrodziła się, po raz kolejny, dyskusja na temat charakteru uniwersytetu, wolności słowa, tolerancji, demokracji, itd. Stowarzyszenie jurydyczne Tomasa Morusa zapowiedziało złożenie pozwu przeciwko studentom. Na głowę ustępującego, lewicowego rektora uniwersytetu posypały się ostre słowa krytyki, od których odżegnuje się apelując do
"uniwersyteckiej autonomii”. Wielu profesorów domaga się dyscyplinarnego usunięcia studentów. Inni – gwarancji tolerancji w imię tolerancji. Gdzie jak gdzie, ale to właśnie uniwersytet powinien być przykładem wolności myśli, uszanowania przekonań innych, przestrzenią, która gwarantuje dialog i odmienność poglądów.

Bitwa o uniwersyteckie kaplicy wydaje się być swoistą diagnozą hiszpańskiej młodzieży, która jest owocem przemian ostatnich kilkunastu lat. Wielkie słowa jak demokracja, wolność, prawa człowieka, itd. służą małostkowym interesom niewielkich grup, własnemu egoizmowi, celom partii politycznych, kryją brak wykształcenia, znajomości historii. Liczy się to, co już i teraz, a nie myśli o dalszych konsekwencjach. Rodzi się też uzasadnione pytanie o reakcję większości uniwersyteckiej. Nie chodzi o to, aby wszyscy chodzili codziennie do kaplicy, ale o zdrową reakcję wobec patologicznych zachowań, które depczą podstawowe prawa innych.

Pytania te stają przed społeczeństwem i przed władzami. Młodzież zdolniejsza i bardziej ambitna coraz częściej wyjeżdża z kraju w poszukiwaniu lepszych możliwości, szczególnie podczas panującego kryzysu. Nadzieję budzi fakt, że jest też grupa młodzieży, która kocha swój kraj i chce zrobić dla niego wszystko.

 

o. Marek Raczkiewicz CSsR

drukuj