fot. Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Synodalne wsparcie dla rodziny

Synod dał olbrzymie wsparcie współczesnej rodzinie i wykazał zrozumienie dla jej problemów. Pokazał również, że walka mediów o zmianę nauczania Kościoła jest i będzie niezwykle zaciekła. W Watykanie zakończyły się obrady III Nadzwyczajnego Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów.

„My, ojcowie synodalni, zebrani w Rzymie wokół Papieża Franciszka na Nadzwyczajnym Zgromadzeniu Ogólnym Synodu Biskupów, zwracamy się do wszystkich rodzin na różnych kontynentach, szczególnie zaś do tych, które idą za Chrystusem – Drogą, Prawdą i Życiem. Okazujemy swój podziw i wdzięczność za codzienne świadectwo, jakie składacie nam i światu swoją wiernością, swoją wiarą, nadzieją i miłością” – napisali w specjalnym orędziu na zakończenie uczestnicy watykańskich obrad. Przywołali słowa Chrystusa: „Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli ktoś usłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną” (Ap 3,20). „Tak jak zwykł to czynić, gdy przemierzał drogi Ziemi Świętej, wchodząc do domów w miasteczkach, Jezus nadal chodzi także dzisiaj ulicami naszych miast. W swoich domach doświadczacie blasków i cieni, wzniosłych wyzwań, ale niekiedy też dramatycznych prób. Ciemność jeszcze bardziej gęstnieje, przechodząc w mrok, wtedy gdy w samo serce rodziny wkrada się zło i grzech. Jest to przede wszystkim wielkie wyzwanie wierności w miłości małżeńskiej” – czytamy w orędziu.

Presja świata

Debata na tematy związane z małżeństwem i rodziną rozgorzała już kilka miesięcy przed rozpoczęciem synodu. Celem stało się wywarcie presji na ojcach synodalnych, by pochylenie się nad problemami rodziny sprowadzić do kwestii Komunii św. dla rozwodników i legalizacji związków homoseksualnych. W mediach o orientacji liberalno-lewicowej rozpoczęła się pseudokrucjata „kultury miłosierdzia” w stosunku do tych, którzy upadli i chcą powstać na nowo, nazywając przy tym obronę doktryny chrześcijańskiej fundamentalizmem.

Z racji, że brali w niej udział – jak to określił ks. prof. Tony Anatrella, jeden z ekspertów synodalnych – „księża populiści i demagodzy, siejąc niepokój w Ludzie Bożym i sumieniach wiernych”, pięciu kardynałów, wśród których znaleźli się ks. abp Gerhard Müller i ks. abp Raymond Leo Burke, napisało książkę „Poznać w prawdzie Chrystusa”. Jasno sprzeciwili się w niej pomysłom udzielania Komunii św. rozwodnikom i skrytykowali teologów głoszących takie poglądy.

Im bliżej synodu, tym bardziej atmosferę podgrzewały media: głosy wzywające Kościół do zmiany kursu w stosunku do rozwodników były na porządku dziennym, wieszczono powszechne „miłosierne” otwarcie większości purpuratów, podkreślano przychylność Papieża do tych pomysłów i krytykowano kościelny ciemnogród (reprezentowany w naszym kraju, rzecz jasna, przez Episkopat).

Wadliwy dokument roboczy

5 października rozpoczęły się obrady. Widząc niepokojące medialne ciśnienie, zdecydowano, że będą tajne, informacje będą przekazywane mediom podczas oficjalnych konferencji prasowych, a jedynym upublicznionym dokumentem będzie końcowe orędzie. Tymczasem w ubiegły poniedziałek udostępniono mediom „Relatio post disceptationem”, dokument podsumowujący pierwszy tydzień prac. Dla wyjaśnienia: był to tekst roboczy, a nie oficjalny dokument, który, niestety, był dość wadliwy. Niewiele mówił o pozytywnych aspektach rodziny, ale za to koncentrował się na kazusach specjalnych, w tym rzekomych pozytywnych aspektach konkubinatów czy jakimś wkładzie osób homoseksualnych w życie Kościoła. Media „poczuły temat”: z całego świata zaczęli zjeżdżać się dziennikarze, by na bieżąco relacjonować „przełomową zmianę doktryny Kościoła”. Dziennikarze krążyli wśród purpuratów, szukając potwierdzenia tych informacji i chcąc tym samym wywrzeć na nich presję.

W tej trudnej sytuacji przełomowa i opatrznościowa okazała się wypowiedź ks. abp. Stanisława Gądeckiego. – Dokument podsumowujący pierwszy tydzień obrad synodu jest nie do przyjęcia dla wielu biskupów – stwierdził w wywiadzie dla Radia Watykańskiego przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. – Naszym głównym zadaniem duszpasterskim jest wsparcie rodziny, a nie uderzanie w nią, eksponowanie tych trudnych sytuacji, które istnieją, ale które nie stanowią jądra samej rodziny i nie przekreślają konieczności wsparcia, które powinniśmy dać dobrym, normalnym, zwykłym rodzinom, które walczą nie tyle może o przetrwanie, ile o wierność – dodał. Wywiad, który szybko został przetłumaczony na inne języki, stał się impulsem dla innych ojców synodalnych. – Zgadzam się z opinią, którą przedstawia przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Tekst „Relatio” jest pełen błędów, a nawet, powiedziałbym, jest wadliwy i szkodliwy – mówił w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ks. kard. Raymond Burke, prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej. Opublikowane w czwartek sprawozdania z prac w małych grupach, w niektórych przypadkach miażdżące „Relatio post disceptationem”, potwierdziły, że nie były to pojedyncze, osamotnione głosy, ale że większości ojców synodalnych nie podobał się poniedziałkowy dokument. Mediom pozostała ostatnia deska ratunku: przeciwstawianie synodu Papieżowi Franciszkowi.

Upublicznione w sobotę końcowe orędzie, jak również końcowy dokument „Relatio Synodi” są bardzo pozytywne. Zachęcają do wytrwania w przyrzeczeniach małżeńskich, wierności i do wzajemnych wyrzeczeń. Wskazują, że to upadki są przyczyną konkubinatów i związków cywilnych, co sprawia, że sytuacja rodzin jest jeszcze bardziej skomplikowana. Pokazują oblicze Kościoła, który chce towarzyszyć rodzinie, wspierać ją, a zarazem bronić jej przed niszczącymi czynnikami.

Odrzucone punkty

O jedności ojców synodalnych wyrażonej w „Relatio Synodi” świadczą wyniki głosowań. Większość punktów została zaaprobowana przez ponad 90 procent zgromadzenia. Trzy punkty z końcowego dokumentu nie otrzymały wystarczającej liczby głosów i zostały odrzucone przez ojców synodalnych. To one dotyczą „gorących” medialnych tematów. – Najmniej głosów otrzymał punkt 52, dotyczący tych, którzy się rozwiedli, zawarli nowe związki cywilne i mieliby być dopuszczeni do sakramentów pojednania i Eucharystii w niezgodzie z dotychczasową praktyką Kościoła. Ten punkt stanowił oko cyklonu w całej medialnej propagandzie, która towarzyszyła synodowi i przed synodem była dość długo praktykowana – zauważał w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ks. abp Stanisław Gądecki. Niezaaprobowany został również drugi z punktów dotyczący tego tematu oraz punkt mówiący o pastoralnej opiece dla homoseksualistów. Pozostawiono natomiast krytykę międzynarodowych organizacji, które posługują się ekonomicznym szantażem dla ustanowienia prawa dopuszczającego „małżeństwa” pomiędzy osobami tej samej płci. Mimo odrzucenia tych punktów przez ojców synodalnych Ojciec Święty zdecydował, by one też zostały rozesłane do wiadomości Konferencji Episkopatów z adnotacją o ich odrzuceniu.

Liberalno-lewicowe media są rozczarowane rezultatami synodu. Wyraźnie niezadowolona dziennikarka CNN pytała na sobotnim briefingu, „dlaczego nie ma w tekście orędzia nic o gejach, bo przecież wcześniej było…” – Orędzie jest przeznaczone do rodzin i osób idących za Chrystusem. Przedstawia doktrynę Kościoła, dlatego nie poruszaliśmy tematu gejów – gasił ks. kard. Gianfranco Ravasi, pod którego egidą powstawał tekst. Można się domyślać, że „zamknięcie”, „skostnienie”, „nietolerancja” i „brak zrozumienia współczesnego świata” będą częstymi określeniami słyszanymi w przyszłym tygodniu. Presja świata, ucieleśniana przez media, by odejść od doktryny nauczania o rodzinie i życiu sakramentalnym, jest ogromna i nie ustaje.

Obrady dopiero co się zakończyły, a już rozpoczyna się czas pracy i przygotowań do przyszłorocznego synodu. – Trzeba pracować: pracować od podstaw, pracować solidnie, i wtedy można, jeśli Pan Bóg pobłogosławi, oczekiwać dobrych owoców – zapowiada ks. abp Gądecki. – Praca nie może wykluczyć mediów katolickich, aby wszyscy zaangażowali się w propagowanie wsparcia dla rodziny i małżeństwa – nawołuje.

Marcin Perłowski, Watykan
Nasz Dziennik

drukuj