karmeliciusole.pl

O. Paweł Badziński, proboszcz parafii w Usolu Syberyjskim: Trzeba odwagi, aby tutaj żyć

Usole Syberyjskie, które znajduje się około 70 km za Irkuckiem, w ubiegłym roku zostało skażone odpadami z nieczynnych zakładów chemicznych. To miejsce wymaga odwagi, by tutaj żyć – mówi o. Paweł Badziński, proboszcz parafii katolickiej św. Rafała Kalinowskiego, działającej w Usolu od 27 lat.

Dzieje parafii związane są z powstaniem styczniowym i zesłanym do Usola Syberyjskiego Józefem Kalinowskim, późniejszym św. Rafałem Kalinowskim. Około 130 lat później, w 1999 r. do Usola przyjechali karmelici bosi, później również powstał tam klasztor sióstr karmelitanek.

„Pierwszą wspólnotę religijną założyli powstańcy, a jej liderem był Józef Kalinowski. Później to się zaczęło rozwijać, zostali tutaj potomkowie tych zesłańców, z korzeniami polskimi” – opowiada o. Paweł Badziński.

W latach 50. XX wieku w Usolu Syberyjskim działał ksiądz z Litwy, który potajemnie udzielał sakramentów. W 1994 roku została oficjalnie zarejestrowana parafia, która działa do dziś.

Parafia – jak opowiada jej proboszcz – jest „standardowa”: liczy około stu osób, 30 przystępuje do sakramentów. Niewielki kościół stoi wśród bloków mieszkalnych i zieleni. To zadbany ceglany budynek otoczony wysokim parkanem. Do niewielkiego, ale jasnego i wysokiego wnętrza wpada światło przez łukowe okna z niewielkimi witrażami. Trudno domyślić się, że kiedyś nie była to świątynia, a po prostu sklep z chlebem.

„Przeprowadzony remont generalny i powstał taki malutki, sympatyczny, miły, ciepły kościół” – przyznaje kapłan.

Wiele elementów wyposażenia świątyni ojcowie karmelici bosi – których jest dziś w Usolu trzech – przywozili sami.

220 kilometrów od Usola Syberyjskiego, w położonym już w tajdze Pichtinsku, znajduje się druga parafia ojca Pawła.

„To już są ludzie z tajgi” – mówi o nich proboszcz.

„To ludzie naprawdę bardzo prości. Tam czas się zatrzymał jakby w XIX wieku. My tam z wielką radością, przyjemnością jedziemy, bo to jest inny świat” – opowiada.

Ponad 70-tysięczne Usole Syberyjskie nie jest miejscem łatwym do życia. Młodzież wyjeżdża za pracą, miasto się nie rozwija. Przyczyną zeszłorocznego skażenia były odpady magazynowane na terenie nieczynnych już zakładów chemicznych. Usole „jest coraz trudniejsze” – przyznaje.

„Odkrywamy teraz tutaj te pokłady odpadów chemicznych, szczególnie rtęci. Mają tutaj zrobić ogromny zakład utylizacji tych odpadów, więc mieszkańcy są oburzeni, boją się. Dużo ludzi choruje. Jest to miasto naprawdę wymagające prawdziwej odwagi, żeby tutaj żyć i mieszkać” – ocenia.

Jednak pytany o to, jak żyje mu się na Syberii, gdzie jest od 19 lat, odpowiada jednym słowem: „cudownie”.

„Jestem zachwycony przede wszystkim przyrodą. Ludzie na początku są bardzo nieufni, szorstcy, zamknięci. Natomiast później – zakochają (człowieka) na śmierć” – mówi proboszcz z Usola.

PAP

drukuj