fot. PAP/EPA

[NASZ DZIENNIK] Benedykt XVI – odważny współpracownik prawdy

Joseph Ratzinger urodził się 16 kwietnia 1927 roku w Marktl am Inn, dosłownie „między niebem a piekłem”, czyli w połowie drogi między sanktuarium maryjnym w Altötting z „Czarną Madonną” a Braunau am Inn, miejscem narodzin Adolfa Hitlera. Rządy nazistowskiego terroru unosiły się jak cień nad dzieciństwem i młodością przyszłego Papieża Benedykta XVI, reprezentując wszystkie antychrześcijańskie doktryny XX i XXI wieku, którym Joseph Ratzinger subtelnie przeciwstawiał się w swoim życiu i pracy. Tym cieniom przeciwstawiał światło wiary chrześcijańskiej.

Bawarska ojczyzna

Rodzice przyszłego Papieża i dwójki jego rodzeństwa, Marii i Georga, mieli na imię Józef i Maria. Ojciec był komendantem posterunku bawarskiej żandarmerii, ożenił się dopiero w wieku 43 lat. Żona była młodsza od niego o siedem lat, kucharka z zamiłowaniem do wypieków. On był trzeźwy, milczący i surowy, ona zaś ciepła, życzliwa, zaradna – oboje równie wierzący i pobożni. Ich głęboka wiara była kluczowa dla rozwoju synów, z których obaj okazali się geniuszami: starszy brat Georg (1924-2020) został światowej sławy dyrektorem chóru i kompozytorem, z kolei Joseph – największym teologiem naszych czasów i Następcą św. Piotra.

Wpływ na nich miała codzienna wspólna modlitwa różańcowa, odmawiana na kolanach w kuchni, ale także niedzielne uczęszczanie do kościoła, spotkanie z pięknem i głębią katolickiej liturgii we wspaniałych, zdobionych złotem barokowych kościołach ich bawarskiej ojczyzny, które inspirowały braci do wielkich rzeczy, sprawiając, że ich duch wznosił się na wyżyny, stanowiąc drastyczny kontrast z nieludzkim chłodem narodowosocjalistycznego ducha czasu. Ojciec Józef był zdeklarowanym przeciwnikiem nazistów, posunął się nawet do tego, że przeniósł się z małego miasteczka Tittmoning do wioski Aschau, aby uniknąć działań faszystów; w końcu wolał przejść na wcześniejszą emeryturę, niż dalej służyć antychrześcijańskiemu reżimowi. Jego córka Maria zrezygnowała z planowanej kariery nauczycielki i została sekretarką, ponieważ ona również nie chciała być urzędnikiem nazistowskiego państwa, natomiast Georg i Joseph wybrali to, co było prawdopodobnie najbardziej radykalną opozycją wobec antychrześcijańskiej ideologii: zostali kapłanami. Ta stanowcza decyzja, ich powołanie, przetrwało zawieruchę II wojny światowej i upadek reżimu. I tak tego samego dnia, 29 czerwca 1951 roku, obaj bracia Ratzingerowie otrzymali w katedrze we Fryzyndze święcenia kapłańskie z rąk kardynała Michaela von Faulhabera, jednego z wielkich przeciwników Hitlera.

Talenty obu braci, którzy znani byli swoim kolegom jako „Ratz od organów” (Georg) i „Ratz od książek” (Joseph), ujawniły się już podczas studiów. Jeden wnikał coraz głębiej w świat muzyki sakralnej, drugi wznosił się na wyżyny teologii, zdobywał doktorat i habilitację, zadziwiał swoich profesorów intelektualną błyskotliwością i otwierał przed nimi nowe aspekty pism nauczycieli Kościoła – Augustyna i Bonawentury. Czyniąc to, zachował taką skromność, jaką zapowiadały już słowa św. Pawła na obrazku prymicyjnym obu braci: „Nie żebyśmy uważali, że jesteśmy w stanie pomyśleć coś sami z siebie, lecz [wiemy, że] ta możność nasza jest z Boga” (2 Kor 3,5). Tym bardziej Joseph cierpiał z powodu stopniowej dechrystianizacji społeczeństwa, która rozpoczęła się od nazistów i znalazła swoją smutną kontynuację w materializmie powojennych Niemiec; dlatego napisał niemal proroczy esej „Neopoganie i Kościół”.

Mozart teologii

W 1958 roku, mając zaledwie 29 lat, Joseph Ratzinger rozpoczął karierę akademicką jako profesor teologii fundamentalnej i dogmatyki na Uniwersytecie Filozoficzno-Teologicznym we Fryzyndze, co ugruntowało Jego reputację jako „najmłodszego profesora teologii na świecie”. Powołanie na uniwersytet w ówczesnej stolicy federalnej Bonn sprawiło, że rok później opuścił swoją bawarską ojczyznę i dom rodzinny. Podążyła za nim tylko Jego siostra Maria i miała Mu odtąd służyć aż do śmierci w 1991 roku jako gospodyni, sekretarka i prawa ręka.

Była to jedna z najważniejszych i najbardziej doniosłych decyzji w Jego życiu. To właśnie podczas pobytu w Bonn Joseph Ratzinger poznał arcybiskupa Kolonii, kardynała Józefa Fringsa, który miał stać się dla Niego nowym ojcem, wręcz Jego „odkrywcą”, i który ostatecznie otworzył Mu bramy do Rzymu. Frings dostrzegł Jego talent, uczynił Go swoim doradcą teologicznym i zabrał ze sobą do Wiecznego Miasta, gdy nowy Papież Jan XXIII otwierał Sobór Watykański II 11 października 1962 roku. Tam ks. Ratzinger spotkał się na równych prawach z wielkimi teologami swoich czasów i otrzymał swoją szansę na pomoc w kształtowaniu przyszłości Kościoła powszechnego. Został mianowany peritusem, czyli oficjalnym teologiem soboru.

Po śmierci Papieża Roncallego jego następca, Paweł VI, demonstracyjnie stanął po stronie Niemca, co doprowadziło do dalszego dowartościowania ks. Josepha Ratzingera. W ten sposób stał się On współautorem jednego z najważniejszych dokumentów soborowych „Lumen gentium”. W międzyczasie, latem 1963 roku, przeniósł się z Bonn na Uniwersytet w Münster, gdzie objął katedrę dogmatyki. Tęsknota za południowymi Niemcami, ale także nalegania soborowego kolegi ks. Hansa Künga – wówczas jeszcze prawowiernego – sprawiły, że w 1966 roku przyjął posadę na Uniwersytecie w Tybindze. Nie mógł się spodziewać, że Jego nowa uczelnia stanie się zaledwie dwa lata później jednym z głównych miejsc lewicowych niepokojów studenckich. Podczas gdy „teologia postępowa” w Tybindze ośmielała się zwierać szeregi z marksizmem i twierdziła, że nie Chrystus, ale światowa rewolucja przyniesie zbawienie, On usiadł i napisał książkę, która z wyjątkową jasnością i językową elegancją otworzyła nasze czasy na wiarę i przyniosła Mu miano „Mozarta teologii”. Jego „Wprowadzenie w chrześcijaństwo”, które wychwalało piękno wiary i uczyniło ją namacalną, stało się bestsellerem w 17 krajach. Czytając je, Karol Wojtyła, arcybiskup krakowski, uwierzył, że znalazł bratnią duszę. Papież Paweł VI był tak zachwycony, że w 1969 roku powołał ks. prof. Ratzingera do Papieskiej Komisji Teologicznej.

W Tybindze uważano go jednak odtąd za outsidera, a nawet za „konserwatywnego hardlinera”. Nie wahał się więc długo, gdy w 1969 roku otrzymał wezwanie do Ratyzbony, gdzie pięć lat wcześniej jego brat objął kierownictwo znanego na całym świecie chóru chłopięcego „Domspatzen”. Nareszcie mógł wrócić do swojej ukochanej bawarskiej ojczyzny, nareszcie trójka rodzeństwa Ratzingerów połączyła się po śmierci rodziców w 1959 i 1963 roku. Po raz pierwszy (i ostatni) w swoim życiu wybudował sobie dom i postanowił, że kiedyś, po przejściu na emeryturę, spędzi w nim również swoje ostatnie lata. Kazał nawet przenieść grób swoich rodziców z Traunstein do Ratyzbony. Ksiądz prof. Joseph Ratzinger przybył, osiągnął swój cel w życiu, ale potem wszystko potoczyło się zupełnie inaczej, bo Bóg miał wobec niego inne plany.

Odważny współpracownik prawdy

Kiedy w 1977 roku Papież Paweł VI mianował Go nowym arcybiskupem Monachium i Fryzyngi, był zdumiony. To Mu zupełnie nie odpowiadało; nie czuł się na siłach, by podjąć wyzwanie. Dopiero gdy jeden z Jego najbliższych przyjaciół i kolegów namawiał Go do przyjęcia nominacji, zrobił to z ciężkim sercem. „Biskup nie działa we własnym imieniu, lecz jest powiernikiem Innego, Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła” – ogłosił swój program w kazaniu inauguracyjnym. W swoim herbie wypisał zawołanie „Współpracownik prawdy” i odważnie występował przeciwko duchowi czasu, przeciwko „duchowemu zanieczyszczeniu” naszych czasów”, „tuczeniu serca przez posiadanie i korzystanie”, „kapitalistycznej chciwości zysku” i „barbaryzacji człowieka”. Chrześcijanin nie powinien być konformistą, tchórzliwą myszką, ale powinien być odważny, niewygodny i gotowy do działania pod prąd. Jego pragnienie pojednania między niemieckimi katolikami a Polakami doprowadziło do spotkania z kardynałem Karolem Wojtyłą, którego uznał za prawdziwego „człowieka Bożego” i wkrótce został Jego przyjacielem.

Zaledwie trzy miesiące po ingresie, jeszcze w 1977 roku, 50-letni Joseph Ratzinger został kreowany kardynałem. Rok później był wśród tych, którzy wybrali na Papieża Karola Wojtyłę. Z kolei wizyta polskiego Papieża w Monachium w listopadzie 1980 roku stała się szczytowym punktem posługi kardynała Ratzingera jako arcybiskupa bawarskiej metropolii. Przyjaźń obu hierarchów, ich szacunek względem siebie wzrosły tak bardzo, że Jan Paweł II zaledwie rok później mianował swojego bawarskiego gospodarza nowym prefektem Kongregacji Nauki Wiary w Rzymie.

Odtąd przez 23 lata charyzmatyczny, ekstrawertyczny Polak i cichy, introwertyczny Niemiec byli wielkim sercem i genialnym mózgiem Kościoła powszechnego. Jeden był mistykiem i poetą, drugi teologiem i analitykiem. Kardynał Ratzinger zreformował Kongregację Nauki Wiary i przystąpił do zadania napisania nowego katechizmu na trzecie tysiąclecie. W imieniu Papieża ukazały się także inne pisma, takie jak komentarz do trzeciej tajemnicy fatimskiej wydany w 2000 roku czy deklaracja „Dominus Iesus”. Zaniepokojenie kardynała Ratzingera wywołały z kolei tragiczne przypadki nadużyć, które po raz pierwszy zostały zgłoszone z USA w latach 90. Widział konieczność podjęcia twardych działań i potrafił być konsekwentny, gdy chodziło o ochronę Kościoła.

Błogosławiony pontyfikat

Gdy poprosił o przejście na emeryturę w wieku 75 lat, Jan Paweł II odmówił. Chciał, by Niemiec, któremu może bezwarunkowo zaufać, był u jego boku aż do śmierci. Kardynał Ratzinger odprawiał Mszę żałobną Papieża z Polski, tego giganta w historii Kościoła, i otworzył konklawe jako dziekan Kolegium Kardynalskiego. Jego homilia podczas Mszy św. inaugurującej konklawe, w której przestrzegał przed „dyktaturą relatywizmu”, miała stać się Jego duchowym testamentem, pożegnalnym przesłaniem. Już wtedy marzył o spędzeniu emerytury z bratem Georgiem w Ratyzbonie, o książkach, które chciał jeszcze napisać. Ale potem wszystko potoczyło się zupełnie inaczej i kardynał Joseph Ratzinger został wybrany na Następcę św. Piotra 19 kwietnia 2005 roku. Z wahaniem przyjął wybór, który później porównał do „gilotyny”, i odtąd przybrał imię Benedykta XVI, od imienia św. Benedykta z Nursji, ale także od łacińskiego przymiotnika „benedictus”: błogosławiony. Nomen omen jego pontyfikat, aż do nie do końca zaskakującej rezygnacji 28 lutego 2013 roku, stał się jednym z najbardziej błogosławionych w historii Kościoła.

Najgenialniejszy niemiecki profesor teologii stał się teraz nauczycielem Kościoła powszechnego, którego przyszłe pokolenia uhonorują tytułem doctor Ecclesiae. Jego wielkimi tematami było pojednanie wiary i rozumu, poszukiwanie ziemskiego oblicza Boga w Jezusie z Nazaretu, któremu poświęcił swoje trzytomowe dzieło życia, oraz opór wobec zapomnienia o Bogu w naszych czasach. Swoimi inicjatywami – jak Rok św. Pawła 2008/2009, Rok Kapłański 2009/2010 i Rok Wiary 2012/2013 – wyznaczył nowe impulsy i zainspirował wiernych. Szczególną uwagę zwrócił na pojednanie z judaizmem i prośbę o przebaczenie za zbrodnie popełnione w imieniu swojego narodu. W Kościele na porządku dziennym było jego oczyszczenie i walka ze skandalami, reforma Banku Watykańskiego i rozprawienie się z fatalnym skandalem nadużyć: nie tylko podejmował twarde działania wobec sprawców, z których prawie 800 przeniósł do stanu świeckiego, ale także szukał dialogu z ofiarami, z którymi spotykał się praktycznie podczas każdej swojej podróży zagranicznej, by w imieniu Kościoła osobiście prosić je o przebaczenie. Podczas podróży do Niemiec w 2011 roku wezwał do konsekwentnego „odświatowienia” Kościoła, który był zdecydowanie zbyt zsekularyzowany. Nic dziwnego, że wywołał tym zgorszenie, tak iż ci, do których mówił, próbowali Go zdyskredytować. Zrozumiałe jest, że wyczerpało to Jego siły. Jego rezygnacja w lutym 2013 roku była trzęsieniem ziemi dla Kościoła.

Od tego czasu żył jako Papież emeryt w klasztorze Mater Ecclesiae w Ogrodach Watykańskich, gdzie modlitwą towarzyszył pontyfikatowi swego następcy Franciszka. Tam zmarł rankiem we wspomnienie św. Sylwestra 2022 roku. Jego ostatnie słowa, według wiernego sekretarza ks. abp. Georga Gänsweina, podsumowują wszystkie Jego teologiczne dążenia: „Jezu, kocham Ciebie!”.

Dr Michael Hesemann tłum. Anna Meetschen/Nasz Dziennik

drukuj
Tagi:

Drogi Czytelniku naszego portalu,
każdego dnia – specjalnie dla Ciebie – publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła i naszej Ojczyzny. Odważnie stajemy w obronie naszej wiary i nauki Kościoła. Jednak bez Twojej pomocy kontynuacja naszej misji będzie coraz trudniejsza. Dlatego prosimy Cię o pomoc.
Od pewnego czasu istnieje możliwość przekazywania online darów serca na Radio Maryja i Tv Trwam – za pomocą kart kredytowych, debetowych i innych elektronicznych form płatniczych. Prosimy o Twoje wsparcie
Redakcja portalu radiomaryja.pl