Jaka będzie Polska…

Artykuł  ś.p. Ks. prof. Jerzego Bajdy,
współpracownika kardynała Karola Wojtyły

Takie pytanie narzuca się sumieniom Polaków z różnych powodów i często przyjmuje postać bardzo konkretną: jaka powinna być Polska. Refleksja taka nasuwa się nieodparcie w dniu poświęconym pamięci i modlitwie za śp. Filipa Adwenta. Nie sposób przejść do porządku dziennego nad jego publikacjami, w których dramatycznie ostrzegał przed uzależnieniem się Polski od Unii Europejskiej. Dziś widzimy lepiej, że miał rację i że było czymś tragicznym, że ludzie odpowiedzialni za publiczno-prawny status naszego państwa nie wzięli pod uwagę jego ostrzeżeń.

Przykład Węgier

Ogólna sytuacja naszego Państwa przemawia za tym, by podjąć zasadniczą refleksję nad projektem moralnego i polityczno-prawnego (nie waham się powiedzieć) –odrodzenia Polski. Aktualną zachętą w tym kierunku jest godny uwagi precedens węgierski, w którym Węgrzy postanowili skorygować obraz swojej Ojczyzny stosownie do przesłanek wynikających z tradycji i narodowej tożsamości określonej w istotny sposób przez chrześcijaństwo. Należy z uznaniem wyrazić się o oświadczeniu opublikowanym przez Akademicki Klub Obywatelski w Poznaniu, który wyraźnie ukazuje konstytucję węgierską jako wzór dla analogicznej konstytucji, jaka powinna zostać zredagowana w Polsce (Nasz Dziennik 7-8 maja 2011, s. 24). Niezwykle ważny jest etyczny profil konstytucji węgierskiej, w imię którego Węgrzy odcięli się od tych modeli państwowości i tych okresów niedawnej historii, które wiązały się ze zniewoleniem narodu przez nazistowskie czy komunistyczne siły okupacyjne. Wyeksponowano natomiast te momenty historii, którą są wyraźnym świadectwem suwerennej woli narodu, który chce potwierdzić i obronić swoją suwerenność: szczególnie rok 1956, już nie mówiąc o roli św. Stefana w samym początku państwowego bytu Węgier.

Odrodzić ducha polskości

 

Zrywając z haniebną przeszłością polityczną, należy odwołać się do autentycznej tradycji patriotycznej. Wydobyć na światło ogromny wysiłek państwowotwórczy Polski Podziemnej, niszczonej systematycznie z całą brutalnością przez siły hitlerowskie jak też komunistyczne, uwzględnić programy i założenia ideowe ruchów niepodległościowych działających w kraju i na emigracji, przesłanie ideowe „Solidarności” (tej prawdziwej), także duchową spuściznę Armii Krajowej, Polskiej Armii działającej u boku „wojsk sprzymierzonych” na Zachodzie i główne przesłania patriotycznej literatury podziemnej, nie zapominając o bohaterstwie i zasługach „Żołnierzy wyklętych”.

Należy także sięgnąć do duchowej tradycji Narodu kształtującej się w ścisłej więzi z Kościołem. Nowa Konstytucja powinna docenić i aprobować rolę Kościoła pełnioną w stosunku do Narodu. Szczególnym bogactwem polskiej tradycji jest instytucja „Interrexa”, czyli tej funkcji Prymasa Polski, która sprowadzała się do tego, że Prymas był prawdziwym przywódcą duchowym i moralnym narodu w czasie, gdy ten Naród był pozbawiony autentycznych form państwowości. W sposób wybitny rolę takiego „Interrexa” spełniał zarówno Kard. August Hlond jak kard. Stefan Wyszyński, z jego słynnym „Non possumus” i z jego „Wielką Nowenną”. Po śmierci kard. Wyszyńskiego rolę takiego „Interrexa” spełniał w sposób bezkonkurencyjny błogosławiony Jan Paweł II. Była to szczególna sytuacja historyczna, w której w miarę jak malały możliwości suwerennego organizowania się Polaków, z pomocą przychodził Kościół w osobach swoich najwybitniejszych przedstawicieli, pouczając z całą głębią i mocą profetyczną o zadaniach chrześcijańskiego narodu i o metodach walki o zachowanie wierności Bogu i Ewangelii oraz o zachowanie swej narodowej tożsamości wynikającej z historycznego wszczepienia w Ciało Mistyczne Chrystusa. Spuścizna tych wielkich „Interrexów” powinna być dokładnie przeanalizowana pod kątem ustalenia zasad, na których powinna się oprzeć prawdziwa Konstytucja Polski, autentyczna koncepcja państwa i prawa, i właściwa koncepcja polityki odpowiadającej tożsamości Narodu.

 

Przepędzić upiora marksizmu

 

U nas podobnie jak na Węgrzech, należałoby się odciąć od całej spuścizny komunistycznej, nazywając po imieniu wszystkie zbrodnie komunistyczne popełnione przeciw Narodowi i przeciw Kościołowi (jedno od drugiego nie da się precyzyjnie oddzielić). Tragicznym błędem Polski post-solidarnościowej było nieprzeprowadzenie dekomunizacji oraz lustracji w jakiejś uczciwej formie. Agenci komunistyczni, szkoleni przez Związek Radziecki, przemalowani przez Gazetę wyborczą na kolory patriotyczne, mogli swobodnie „udawać Polaków” i piastować nawet najwyższe stanowiska państwowe. Po tym wszystkim, co robił komunizm i co robi dalej na szerokich obszarach świata, budzi się pytanie, jakim prawem panoszy się w naszym polskim parlamencie partia komunistyczna, niezależnie od tego, jak się nazywa? Po co wspinają się wyznaw2cy Marksa i Lenina na eksponowane stanowiska administracyjne, kulturalne, ekonomiczne i tak dalej, jak nie po to, żeby doprowadzić do finału swoje historyczne plany zmierzające do likwidacji Polski przez bezpowrotne włączenie w struktury Związku Radzieckiego? Dzisiejsza Rosja różni się od tego Związku Sowieckiego jedynie szyldem. A zresztą czy Unia nie zamienia się stopniowo i konsekwentnie w „Związek Socjalistycznych Republik Europejskich”? Komuniści po przyjęciu strategii Gramsciego czują się bardzo dobrze i jakby u siebie we wszystkich instytucjach demokratycznych „Zachodu”.[1]

Pewna trudność wynika stąd, że w czasie kilku dziesiątków lat pod wpływem perfidnej i metodycznej indoktrynacji komunistycznej, stosującej taktyczne chwyty „odejścia” od gruboskórnego komunizmu w kierunku rzekomo bardziej „kulturalnego” socjalizmu pomieszanego z liberalizmem i nadal z ateizmem, znaczny procent Polaków utracił zdolność rozumienia, czym jest prawdziwa Polska, jakiej uczyli nas wielcy Prymasi i sam Jan Paweł II. Nie ma jednak żadnego powodu, aby ten spowodowany zbrodnią komunistyczną zamęt w umysłach traktować jako prawomocną przesłankę dla Konstytucji w myśl sofistycznego hasła równouprawnienia „wierzących i niewierzących”. Nie wolno zapominać, że tych „niewierzących” fabrykowano podstępnie metodami politycznymi po to, aby stali się narzędziem walki z Kościołem. Krzywda historyczna wyrządzona Polakom uwikłanym w ateizm nie może być podstawą dla ustalania stosunków obywatelskich. Podstawą nowych stosunków w narodzie ma być Ewangelia, czyli Chrystusowe prawo moralne, koncentrujące się wokół najwyższego Przykazania Miłości. Ponadto problemy ściśle indywidualne i subiektywne nie mogą rzutować na kształt Konstytucji, która ujmuje ustrój państwa w sposób całościowy i zasadniczy. Z tym wiąże się także szereg problemów szczegółowych, które powinny być rozwiązywalne na odpowiednim poziomie debaty społecznej.

Na problem „konfrontacji z marksizmem” w sposób rzeczowy zwraca uwagę prof. Piotr Jaroszyński. Czyni to w nawiązaniu do homilii beatyfikacyjnej Benedykta XVI, w której obecny Papież podkreślił jedną z zasług Jana Pawła II: odzyskanie przestrzeni nadziei zawłaszczonej przez marksizm (zob. „Nasza Polska 10 maja 2011, s. 17). Prof. Jaroszyński pisze: „Zahipnotyzowani datą 1989, kiedy to miał upaść komunizm i Związek Sowiecki, zapominamy o tym, że ramy polityczne komunizmu zostały tylko lekko nadwerężone […] a sam marksizm nie został tak naprawdę rozliczony, marksiści czują się dobrze, zaś idee komunistyczne pod przykrywką socjalizmu czy liberalizmu spokojnie przenikają do struktur Unii Europejskiej” (tamże). Należy zdać sobie sprawę z potwornego zniszczenia, jakiego dokonał komunizm także w swoich zamaskowanych „humanizmem” postaciach („Potwór z ludzką twarzą?” – jak to ujął Herbert) w dziedzinie życia duchowego, moralnego, narodowego, w dziedzinie myśli i polityki, ekonomii i życia społecznego, pozbawiając naród całego jego dorobku ekonomicznego, zostawiając kraj bez armii, bez przemysłu, bez szans rozwojowych, rysując przed obywatelami perspektywę pracy zarobkowej w Niemczech, czyli jak dawniej w Reichu, za pośrednictwem nowych „europejskich „Arbeitsamtów”, z podeptaniem narodowego honoru i wszelkich obowiązków wobec Ojczyzny.

Komunizm, który w samym przedświcie wolnościowego zrywu (rok 1956) zaatakował rodzinę przez ustawę legalizującą zabijanie dzieci poczętych, rodzinę już wcześnie osłabioną przez ustawę o rozwodach i związkach cywilnych, nie przestaje konsekwentnie niszczyć tej wspólnoty ekonomicznie, kulturowo, moralnie, nachalną propagandą seksualnej rozwiązłości, antykoncepcji i różnych praktyk należących do dziedziny technologii płodności, czyli do weterynarii („in vitro”). Rodzinie odebrano wszelkie ekonomiczne, prawne i społeczne podstawy suwerenności, wskutek czego (jak uczy Jan Paweł II w Liście do Rodzin) naród nie może osiągnąć swego, należnego mu poziomu suwerenności i staje się ofiarą różnych mafii biurokratycznych, pogrążających naród w nowych, zamaskowanych formach alienacji (zob. Enc. „Centesimus annus”). Obecne rządy, zorganizowane po „okrągłym stole”, które są w istocie kontynuacją PRL-u, nie zdobyły się na żaden poważny wysiłek, by zrozumieć, na czym polega polityka pro-rodzinna, następnie by taką politykę ustanowić, to jest odpowiednią ustawę uchwalić i wprowadzić w życie, ze świadomością, że promocja rodziny, afirmacja wszystkich praw rodziny (zob. Karta Praw Rodziny) i ukierunkowanie całej polityki państwa ku dobru rodziny, która jest zasadą całego dobra wspólnego narodu i państwa, jest najważniejszym i fundamentalnym celem państwa jako takiego. Jest to straszliwe zaniedbanie obciążające rządy liberalno –socjalistyczne, a rzekomo demokratyczne, które pociąga za sobą zagrożenie dla samego istnienia państwa i narodu.

 

O powrót do źródeł

 

Jeśli Polska powinna mieć nową Konstytucję, na podobieństwo tej węgierskiej, Polacy muszą odciąć się od obcych duchowo tradycji i stanąć całkowicie na własnym gruncie. W „Notatniku” Kardynała Hlonda, pisanym na przestrzeni lat 1945-1946, odsłania się dojrzała wizja Polski, która (Polska) przeszła ciężką drogę oczyszczenia i otrzymała szansę powrotu do swojej prawdy wywodzącej się z Ewangelii i z głębokiego doświadczenia wiary odczytującej Boskie plany wobec narodów. Prymas Hlond wiedział, że w świecie opanowanym przez totalitaryzmy zbudowane na ideologii szatańskiej, Polska może liczyć na ocalenie jedynie pod warunkiem zdecydowanego oddania swoich losów w ręce Boga i pod berło Chrystusa Króla. Z jego wypowiedzi na temat dróg odrodzenia Polski przebija niezwykle mocne i głębokie przekonanie o władzy Boga nad narodami i o szczególnych planach Boga wobec Polski, dających się odczytać poprzez wyjątkowe znaki opieki Bożej nad Narodem. Wielokrotnie powtarza myśl, że pomiędzy komunizmem a chrześcijaństwem nie może być zgody i żadne porozumienie nie jest możliwe i że Polska musi być zdecydowanie Chrystusowa. To przekonanie nie wynikało jedynie z czysto racjonalnej oceny aktualnej historii, choć tę historię kard. Hlond oceniał niezwykle trzeźwo i krytycznie, ale – powtarzam – to przekonanie o szczególnym powołaniu Polski miało kształt profetycznej wizji zakorzenionej w głębi osobistej wiary Prymasa. Prymas wypowiadał się jak prawdziwy prorok, który „widzi” i „wie na pewno”, bo korzysta z jakiegoś nieznanego dla nas oświecenia Bożego, które ma być przekazane Narodowi dla jego ocalenia. Istotnie, tego, co działo się z Polską, nie można zrozumieć ani interpretować w świetle jakiejś laickiej „filozofii wojny i pokoju”, lecz tylko w świetle Objawienia Bożego zapisanego w Ewangelii i Apokalipsie.

Polska znalazła się w centrum tej walki, którą smok piekielny toczy przeciw wyznawcom Chrystusa i przeciw „Niewieście odzianej w słońce” oraz Jej potomstwu. Stąd Chrystus zwraca się z ogromną miłością ku temu narodowi, który tak wiele dla Niego wycierpiał i nadal gotów jest dochowywać Mu wierności strzegąc Jego praw królewskich. To, co czytamy w „Notatniku”, to nie są tylko „pobożne myśli”, to są słowa proroka, którego Bóg posłał naszemu narodowi w momencie, który zapowiada decydujące rozstrzygnięcia w dziejach świata. Pisze bowiem Prymas: „Walki, które Polska poniesie, nie będą o ziemię, lecz o ducha Chrystusowego i Jego Królestwo. Szatan zbiera nieprzeliczoną ilość swoich sług, ale walka przeciwko niemu się obróci i zniszczy doszczętnie jego księstwo […] Zwycięży tylko Kościół, nie zwyczajni ludzie. Trzeba sercem i wolą przyjąć dar, który Syn Boży daje Polsce. Polska inną drogą nie znajdzie pokoju, tylko tą, którą jej Zbawiciel wyznaczył i podaje. Bo Jezus sam chce być jej wszystkim. Niech naród wie, że tylko w Kościele i z Kościołem zwycięży siły nieprzyjacielskie. Bóg żąda, by naród polski poddał się pod Jego władzę” (Notatnik, s, 341). Godne uwagi są także następujące słowa: „Polska ma zadanie duchowe wobec całego świata. Wielkie łaski przygotowuje Bóg Polsce, ale żąda od niej wierności dla Siebie i swego Kościoła. Polska oprzeć się ma na zasadach wiary, nie na postępie dzisiejszego pogaństwa. Na Polskę będą zwrócone oczy całego świata, ale wpierw Polska musi się odwrócić od świata i oprzeć się tylko na Bogu. Polska nie będzie walczyć mieczem, lecz duchem przeciw złu” (Notatnik, s. 342).

Przyjąć Prawo Chrystusa

 

Można powiedzieć, że Opatrzność tak kierowała losami Kościoła w Polsce, że to, co się potem działo, było potwierdzeniem prawdy proroczych słów Prymasa Hlonda. Bo kolejny Interrex, Wielki Prymas Tysiąclecia zaoferował Polsce wspaniały program wychowawczy, prowadzący do umocnienia wiary i pogłębienia życia chrześcijańskiego w narodzie. Chodzi o cały program Wielkiej Nowenny i systematyczne koncentrowanie całego życia Polskiego wokół osoby Królowej Jasnogórskiej. Nie chodziło tu tylko o rozwój pobożności i praktyk religijnych. Chodziło o pogłębienie świadomości życia duchowego Narodu na gruncie Ewangelii i tajemnic sakramentalnych, które powinny znaleźć swoje moralne przedłużenie na wszystkich płaszczyznach życia społecznego i narodowego. Była to praktyczna „teologia narodu”, którą potem przejął i kontynuował Jan Paweł II, wzywając narody, by przyjęły Chrystusa do centrum swego życia osobowego i zbiorowego, prywatnego i publicznego. Wybitny pisarz, Malachi Martin dowodzi, że Jan Paweł II ukazywał światu wizję Kościoła wypielęgnowaną w klimacie polskości, konkretnie wypracowaną w tradycji, na której położył pieczęć kard. Hlond i kard. Wyszyński.[2] Czy kard. Hlond przewidywał, że to właśnie „Polski Papież” rozsławi imię swej Ojczyzny, tak głęboko wpisane w serce Kościoła i opromienione światłem Jasnej Góry? Wspomniany Autor ujął zwięźle zasady geopolityki Jana Pawła II: „W gruncie rzeczy Jan Paweł II twierdzi, że ludzie nie mogą żywić nadziei na stworzenie realnego systemu geopolitycznego, o ile nie zostanie on zbudowany na chrześcijańskich fundamentach Kościoła rzymskokatolickiego. Można jedynie ubolewać nad celową eliminacją wszelkich transcendentnych odniesień moralnych – powiedział wszystkim zgromadzonym podczas przemowy do międzynarodowego korpusu dyplomatycznego w Watykanie 13 stycznia 1990 roku. Chrystus jest jedyną siłą Europy i królem wszystkich narodów – podkreślił papież”[3].

Podobnie w zamyśleniach kard. Hlonda nad kształtem przyszłej, niepodległej Ojczyzny, dominuje myśl o konieczności oparcia całego życia polskiego na prawie Bożym, to jest na Przykazaniach. Uważał za fatalny błąd popełniany przez nowoczesne państwa, że czuły się „wyzwolone od zależności od Boga i Jego prawa”, co zostało także napiętnowane przez Piusa XII w słynnej encyklice „Summi Pontificatus” (Notatnik, s. 297).

Mówiąc o kształcie nowej Konstytucji, kard. Hlond wzywał, by odciąć się od wszelkich ideologii mających pokrewieństwo z systemami totalitarnymi (hitleryzm, komunizm). Polska powinna także odciąć się od wszelkich związków z masonerią ze względu na antychrześcijański charakter tej organizacji (Notatnik s. 300). Ogólnie mówiąc Konstytucja „musi być zgodna z wiecznymi zasadami i z naturą ludzką, ale także z charakterem narodu, z jego potrzebami w danej chwili, z problemami, które przed nim stoją” (Notatnik s. 301). Szczególny obowiązek ciąży na Kościele, który „ma uczynić wszelkie starania by ustawy i instytucje państwowe były natchnione cnotą ewangeliczną; Kościół ma się sprzeciwiać wszelkim zarządzeniom politycznym mogącym szkodzić wierze katolickiej” (Notatnik, s. 303-304). Prymas Hlond był świadom napięć, jakie z różnych powodów mogły się pojawić w sferze stosunków między Kościołem i państwem, jednak wierzył, że „przyjdzie chwila, gdy rząd polski uroczyście wyzna swą wiarę i jak najściślej złączy się z Kościołem – wtedy zapanuje pokój i zgoda w kraju” (Notatnik, s. 315).

Jest czymś głęboko oświecającym zatrzymywanie się nad myślami Prymasa Hlonda, ponieważ to była epoka, w której Polska niejako rodziła się na nowo i pewne sprawy należało ujrzeć w sposób świeży, a nawet całkowicie nowy. Nie straciły też nigdy aktualności surowe przestrogi przed ideologią komunistyczną, zawarte w Liście Pasterskim z roku 1936. Pisał wtedy Prymas: „Etyka bolszewicka to etyka materialistyczna, doprowadzona do ostatnich konsekwencji i oddana na służbę światowej rewolucji bolszewizmu. Etyka czystej doczesności, pojętej wyłącznie jako raj bolszewicki. Nie ma tam Boga, religii, duszy, narodu, społeczeństwa, rodziny, człowieka ani praw człowieczych – jest tylko bolszewizm […] Człowiek tam musi przestać być człowiekiem, inaczej by się w bolszewizmie nie pomieścił. Toteż żadna inna teoria nie wyswobodziła tak bezwstydnie zwierzęcia w człowieku jak bolszewizm. Żadna nie złamała tak gruntownie godności człowieczej, żadna nie zabiła tak barbarzyńsko człowieczeństwa w człowieku. Żadna nie wynaturzyła tak natury  ludzkiej”[4].

Wyjątkowe miejsce Polski

 

Prymas Hlond miał świadomość szczególnie odpowiedzialnej sytuacji Polski jeszcze przez wybuchem II Wojny Światowej. W wywiadzie dla pewnego pisma watykańskiego, zapytany o znaczenie Kongresu Chrystusa Króla w Poznaniu (1937) powiedział: „Polska raz jeszcze znajduje się w sytuacji granicznej. Na wschodzie mamy więcej niż tysiąc kilometrów granicy z Rosją, gdzie szaleje zaraza bolszewizmu, która podsyca działalność bezbożników. Z drugiej strony niedaleko od Poznania krzewią się teorie neopoganizmu. Polska jest więc naturalnym bastionem a katolicy polscy mają świadomość takiej sytuacji, ich odpowiedzialności i ich misji w tym strasznym okresie historycznym. Chcą oni raz jeszcze być wiernymi ich chwalebnej tradycji katolickiej. Było więc logiczne, aby Polskę wybrano jako kraj studiowania, dyskutowania i decydowania o intensywnym działaniu, które siły katolickie mają rozwinąć na tym polu.”[5]

Przyszła II wojna światowa, w której Polska została straszliwie skrzywdzona, ale nie pokonana. Naród nie zdradził honoru i wierności świętym ideałom wolności i niepodległości. Polska została pokonana militarnie, bo inaczej być nie mogło. Jednak moralnie to Polska została jedyną zwyciężczynią w tej wojnie: naród nigdy nie zrezygnował z woli obrony swej tożsamości. Owocami zwycięstwa podzielili się inni, w sposób głęboko niesprawiedliwy, skutkiem czego zaraza bolszewizmu zaczęła panoszyć się bez przeszkód na całym świecie. Pomimo ponurej sytuacji politycznej Kard. Hlond wierzył, że Opatrzność przygotowuje Polsce świetlaną przyszłość. W lipcu 1945 roku powiedział w Poznańskiej Farze: „Świat cały i my, naród polski, przeżywamy stanowczo duchowe przesilenie. Stoimy na rozdrożu. Jako naród srodze upokorzony, najbardziej zdeptany i najwięcej wyniszczony, niewątpliwie powołani jesteśmy przez Opatrzność do wielkości. Jeżeli pójdziemy po linii planów Bożych i do niej dostosujemy swe życie, wkroczymy w świetny okres dziejów polskich; jeżeli porzucimy drogę Opatrzności i odstąpimy od Boga, pójdziemy ku nowym katastrofom. Mamy wybrać: pójść z Chrystusem i zdobyć władną przyszłość w nowej organizacji świata, albo budować bez Chrystusa i narazić się na tragiczny los, jaki spotkał Jerozolimę za to, że nie poznała czasu nawiedzenia swego. Nasze polskie dzieje, nasze tradycje narodowe zrosły się z Kościołem i ukształtowały się duchem Chrystusowym. Zachowawczy instynkt narodu każe nam w tej chwili przełomowej wybierać Chrystusa, Jego prawo i Ewangelię”[6].

Kard. Hlond dobrze rozumiał, że czasy, w których wypadło mu żyć, to są czasy przełomowe i że w nich muszą się rozstrzygnąć wielkie sprawy dotyczące historii narodów. Nie łudził się, że będą to czasy łatwe. Wzywał do wielkiej modlitwy za Ojczyznę, gdyż bez tego oparcia się o pomoc Bożą grozi nam nieuchronna zguba. Pisał: „Codziennie we wszystkich kościołach ma być odmówiony różaniec za Ojczyznę. Polskim kapłanom trzeba dzisiaj mniej mądrości ludzkiej, ale za to wiele miłości Boga i bliźniego. Cały naród powinien wziąć do ręki różaniec. Niech go odmawiają codziennie wszyscy, wielcy i mali. Przyjdą wojny i mór i głód i zniszczą wielu dobrych i złych, ale nie zniszczą tego narodu, który się oddał w opiekę Sercu Maryi. Polska rozsławi imię Chrystusowe na całym świecie i stanie się Królową narodów, aby uwielbione było dzieło mądrości Bożej” (Notatnik, s. 343).

Zadziwiająca jest zgodność tej wizji z tym, co zapowiadała znana mistyczka Anna, autorka wielu pism: „Anna mówiła o niezwykle ważnym zadaniu spoczywającym na naszej Ojczyźnie. Kiedy wszystkie żywioły ruszą, my nie będziemy zniszczeni, bo nie moglibyśmy wprowadzić nowego ładu, nowych ustaw, nowych porządków według Zasad Bożych. Mówiła, że Bóg uczyni nas Oazą Pokoju, stolicą świata, Centrum Komunii z Panem. Na świecie będzie przerażenie, załamanie, zamieszanie, zbiorowy obłęd, samobójstwa. My mamy im wtedy służyć i być wzorem. Stolica Warszawa ma być ocalona dzięki ofiarności i Krwi Powstańców – Męczenników”[7]. To wszystko równocześnie niezwykle zgadza się z tym, co pisze szczecińska mistyczka Zofia Nosko (Centuria) w swoich „Orędziach Zbawienia” na temat pełnych miłości planów Jezusa Chrystusa wobec Polski a zarazem o jego twardych wymaganiach w zakresie respektowania Praw Bożych w całym wymiarze życia osobistego, społecznego i narodowego.

Mając to wszystko na uwadze, a zwłaszcza pamiętając o głębokim i wszechstronnym nauczaniu Jana Pawła II na temat powołania człowieka, rodziny i narodu, rozumiemy, że starania o odnowę życia polskiego nie mogą się ograniczyć do zabiegów kosmetycznych, ograniczonych do przeredagowania dwóch lub trzech zdań w Konstytucji. To musi być dokument ukazujący zupełnie nowy obraz Polski widziany w blasku męczeństwa Narodu, męczeństwa Kościoła i w świetle Ewangelii ukazującej obecność tajemnicy Chrystusa w centrum wszystkich spraw ludzkich, w całej przestrzeni życia narodowego, kulturalnego, społecznego i politycznego. Suwerenność narodu i państwa musi być widziana jako dar wszechmogącego Boga – Stwórcy, który powołuje człowieka do uczestnictwa w Jego królestwie. Ta suwerenność jest na mocy samej tajemnicy Stworzenia wszczepiona w tożsamość i godność osoby ludzkiej, co z kolei znajduje swoje przedłużenie i potwierdzenie w suwerenności rodziny jako szczególnej wspólnoty osób, która nawet w opinii pogańskiego filozofa (Arystotelesa) wyprzedza historycznie i aksjologicznie państwo, góruje nad nim godnością i powagą autorytetu i jest od państwa niezależna w pełnieniu swoich istotnych zadań. To po to właśnie istnieje państwo, aby pełniło służbę wobec rodziny w oparciu o tak zwaną zasadę pomocniczości. Jest to podstawowy fakt o znaczeniu konstytucyjnym dla całości problematyki jurydycznej pojawiającej się w przestrzeni życia społecznego i politycznego. Ze względu na hierarchię wartości wszystkie instytucje państwowe (ekonomiczne, oświatowe, kulturalne, społeczne) spełniają rolę służebną wobec rodziny, gwarantując pełną samowystarczalność rodziny w zakresie jej istotnych zadań. Taki układ stosunków powinien wykluczyć sytuację, w której rodzina staje się żebrakiem proszącym o łaskawe wsparcie przez jakiś wyniosły Urząd Państwowy. To wymaga oczywiście bardzo wielu decyzji legislacyjnych, które nie powinny być trudne, jeśli rozumie się pryncypia i cel prawa.

To wszystko wymaga także ochrony suwerenności ekonomicznej państwa. Należy zakończyć sytuację, w której rząd wykorzystując przewrotnie ustawy oparte na filozofii liberalnej rozporządza majątkiem narodowym jak swoim prywatnym folwarkiem, sprzedając wszystko po kolei, co chce i komu chce, doprowadzając do horrendalnego zadłużenia społeczeństwa i do powszechnej nędzy, spychając społeczeństwo do poziomu proletariuszy z epoki Marksa i Engelsa i pozbawiając ludzi pracy, ponieważ ich warsztat pracy został oddany obcym kapitalistom. Nie można pozwolić, aby rządzący nami ludzie taktowali ziemię, zasoby kopalne, lasy, wodę i powietrze jako towar do sprzedania, w wyniku czego prawowici właściciele majątku narodowego stają się czeredą niewolników, zapraszanych łaskawie do pracy u zhańbionych historycznie przedstawicieli „Herrenvolku”. Ziemia polska musi stać się znów własnością polskiego chłopa, huty i stocznie, fabryki i kopalnie powinny się stać własnością tych, którzy w tych warsztatach pracy przelewali pot a nawet krew. Nie można pozwolić, aby dawni okupanci, którym nie udało się wytępić całego narodu, wracali na tereny, które w wyniku sprawiedliwości dziejowej zostały przywrócone Polsce i przy pomocy manipulacji prawnych i finansowych usiłowali przekonywać opinię publiczną, że to oni są zwycięzcami w tej wojnie. Rząd polski nie może pozwolić na takie deptanie polskiego honoru i dewaluację ceny krwi i męczeństwa poniesionej w wojnie, w której my byliśmy jedyną stroną niewinną.

Warto przypomnieć, co na temat prawa do Ziem Odzyskanych pisał Prymas Hlond, odwołując się do jednoznacznych wypowiedzi Papieża Piusa XII. W swym „Orędziu do ludności katolickiej Ziem Odzyskanych” pisał: „Nie dajcie się wprowadzić w błąd i nie dopuszczajcie do duszy rozterki, jakoby Kościół mógł mieć zastrzeżenia co do polskiej przyszłości Ziem odzyskanych. Nie ma bowiem racji, dla których Kościół miałby pragnąć uszczuplenia obszaru Rzeczypospolitej. Bezpodstawne są twierdzenia, jak gdyby Kościół popierał myśl rewizji granic Państwa Polskiego. Jest intencją Kościoła, by traktaty pokojowe nie pomniejszały Polski, by uwzględniały jej prawo do bytu niepodległego, by poręczyły jej bezpieczeństwo, a za okrutne krzywdy przyznały jej słuszne odszkodowanie”[8]. Prymas ujmuje sprawę zasadniczo i następnie pisze: „Stwierdzam dalej, że ani w intencjach papieskich ani w nauce katolickiej nie zawiera się nic, co by mogło stanowić zagrożenie sprawy polskiej. Przeciwnie. Mamy bronić praw i dobra Rzeczypospolitej także z obowiązku sumienia chrześcijańskiego. Jest naszą chrześcijańską powinnością zabezpieczać kraj przed powtórzeniem się katastrofy ostatnich lat. Ze względu na nędzę, w którą napad hitlerowski pogrążył Polskę, mamy niezaprzeczone prawo domagać się odszkodowań”[9]. Kardynał z mocą podkreśla, że to nie Polska powinna ponosić koszty stabilizacji Europy po wojnie, która toczyła się głównie ze szkodą dla Polski. Prymas pisze: „Jest dalej rzeczą oczywistą, że po potwornym najeździe, którego padliśmy ofiarą, po nieprawdopodobnych stratach i cierpieniach eksterminacyjnej okupacji, po bezgranicznych krzywdach materialnych i moralnych, po najbardziej bohaterskiej obronie niepodległości, jaką dzieje notują, po heroicznym choć niedocenionym dochowaniu przez nas wierności orężnej zwycięskim sojusznikom – Polska nie może być skazana na to, aby przy nowym urządzeniu Europy ona miała płacić losem swych obywateli i bezpieczeństwem swych granic za następstwa obcych zbrodni.”[10] Z tych samych powodów należy oddalić roszczenia jakiejś międzynarodowej organizacji do rzekomego majątku żydowskiego, który został już dawno zagarnięty czy to przez hitlerowców, czy to przez komunistów rządzących Polską z woli Stalina, czy wreszcie przez światowy kapitalizm, na którego czele stoją głównie Izraelici. Czy Polacy muszą zawsze od zera odbudowywać podstawy swojej egzystencji w świecie, w którym najofiarniej bronili fundamentów prawdziwej cywilizacji? Z tytułu należnych Polsce odszkodowań autentyczny rząd polski powinien doprowadzić do anulowania długu ciążącego na Państwie, ponieważ Naród nie ponosi żadnej odpowiedzialności za zaciągnięcie tego rodzaju długu.

Światło niegasnące

 

Przeżyliśmy radośnie uroczystość beatyfikacji Jana Pawła II. Czy nie należy teraz poważniej zastanowić się nad Jego słowami skierowanymi kiedyś do swoich rodaków i przyjąć je jako słowa święte? W roku 1993 błogosławiony Jan Paweł II przypomniał Księżom Biskupom przy okazji wizyty „ad limina”, że żadnych praw ludzkich nie wolno stawiać ponad Ewangelią, ponieważ tylko ona zabezpiecza godność ludzką i zbawienie. Papież upominał nas: „Polacy muszą dzisiaj być mocni wewnętrznie, aby oprzeć się fali demoralizacji, jaka do nas dociera z różnych stron pod pozorem nowoczesności i wyzwolenia. To tak zwane „wchodzenie do Europy” nie może się dokonywać kosztem rezygnacji z praw zdrowego sumienia w imię opacznie rozumianej tolerancji i pluralizmu. Oznaczałoby to dobrowolne poddanie się nowej formie totalitarnego zniewolenia – tym niebezpieczniejszej, że przyjętej własnowolnie” (Rzym 15 stycznia 1993). Politycy kierujący Państwem mieli swoje cele w całym procesie zjednoczenia Polski z Unią Europejską. Papież jako Głowa Kościoła nie mógł na podstawie swojego posłannictwa ani nakazywać ani zakazywać tego zjednoczenia. Mówił tylko o warunkach, na jakich takie zjednoczenie ewentualnie mogłoby się dokonać bez uszczerbku dla godności i praw Narodu. W przemówieniu do Pani Ambasador powiedział: „Słuszne jest dążenie do tego, aby Polska miała swe należne miejsce w ramach politycznych i ekonomicznych struktur zjednoczonej Europy. Trzeba jednak, aby zaistniała w nich jako państwo, które ma swoje oblicze duchowe i kulturalne, swoją niezbywalną tradycję historyczną związaną od zarania dziejów z chrześcijaństwem. Tej tradycji, tej narodowej tożsamości Polska nie może się wyzbyć. Stając się członkiem Wspólnoty Europejskiej, Rzeczpospolita Polska nie może tracić niczego ze swych dóbr materialnych i duchowych, których za cenę krwi broniły pokolenia naszych przodków. […] Nową jedność Europy, jeśli chcemy, by ona trwała, winniśmy budować na tych duchowych wartościach, które ją kiedyś ukształtowały, z uwzględnieniem bogactwa i różnorodności kultur i tradycji poszczególnych narodów. Ma to być wielka Europejska Wspólnota Ducha” (Rzym 3 grudnia 2001). W 1997 roku, u grobu św. Wojciecha, Papież mówił z mocą: „Nie będzie jedności Europy dopóki nie będzie ona wspólnotą ducha”. I dalej: „Bez Chrystusa nie można budować trwałej jedności. Nie można tego robić odcinając się od tych korzeni, z których wyrosły narody i kultury Europy i od wielkiego bogactwa minionych wieków. Jakże można liczyć na zbudowanie „wspólnego domu” dla całej Europy, jeśli zabraknie cegieł ludzkich sumień wypalonych w ogniu Ewangelii, połączonych spoiwem solidarnej miłości społecznej, będącej owocem miłości Boga?” (Gniezno 3 czerwca 1997).

Do autentycznej tradycji i kultury Europy należy też wartość suwerenności oparta na godności osoby ludzkiej, godności rodziny i narodu (por. List do Rodzin nr 17). Suwerenność domaga się niepodległości i o to bohatersko walczył naród polski w czasie okrutnej II wolny światowej. Przypomniał ten problem Jan Paweł II w liście do Episkopatu Polski w 50-tą rocznicę wybuchu owej wojny. Napisał wtedy: „Szukanie tych dróg (= ku przyszłości) dotyczy wszystkich na kontynencie europejskim. Dotyczy w szczególny sposób Polski, która przed pięćdziesięciu laty pierwsza starała się zdecydowanie powiedzieć <nie> zbrojnej przemocy hitlerowskiego państwa – i pierwsza też za tę swoją determinację zapłaciła. Na wszystkich frontach, a także w podziemnej walce w okupowanym kraju, w Powstaniu Warszawskim synowie i córki naszego Narodu dawali niezliczone dowody tego, jak cenna jest dla nich sprawa niepodległości Ojczyzny. Po zakończeniu tych straszliwych zmagań musieli stawiać sobie pytanie: czy decyzje, jakie podjęto na zakończenie tej wojny, respektują olbrzymi wkład ich wysiłków i poniesionych ofiar? Czy znajdując się w obozie zwycięzców, nie zostali potraktowani raczej jako zwyciężeni? Pytanie to stawało się coraz bardziej natarczywe. Coraz bardziej też domagało się podejmowania nowych zmagań. Nie ma bowiem prawdziwej suwerenności państwa, w którym społeczeństwo nie jest suwerenne, gdy nie ma możliwości stanowienia o wspólnym dobru, gdy odmówione jest mu zasadnicze prawo uczestniczenia we władzy i odpowiedzialności” (Watykan 28 sierpień 1989).

Do polskich Biskupów powiedział Papież: „W czasie moich odwiedzin w Polsce za każdym razem podkreślałem, że suwerenność państwa tylko wówczas odpowiada pełnej prawdzie o osobie i społeczeństwie, jeśli w państwie tym naród odnajduje swoją suwerenność, jeśli czuje się, i jest, prawdziwym podmiotem stanowienia o tym, co wspólne – o wspólnym dobru. W tym samostanowieniu nikt społeczeństwa nie może wyręczyć, ani go w tym zastąpić. Jeśli zaś usiłuje się społeczeństwu narzucić jako dobro wspólne, jako program społeczny to, co nie odpowiada świadomości ani sumieniom, przyjdzie się w końcu przekonać, że działanie takie jest na szkodę społeczeństwa i swoją własną. (Rzym 19 grudnia 1987). Sięgnijmy jeszcze do jednego tekstu, nieco wcześniejszego. „Jasnogórska ewangelizacja wolności ma jeszcze inny wymiar. Jest to wymiar wolności Narodu, wymiar wolnej Ojczyzny, której przywrócona została godność suwerennego Państwa. Naród jest prawdziwie wolny, gdy może kształtować się jako wspólnota określona przez jedność kultury, języka, historii. Państwo jest istotnie suwerenne, jeśli rządzi społeczeństwem i zarazem służy dobru wspólnemu społeczeństwa i jeśli pozwala Narodowi realizować właściwą mu podmiotowość, właściwą mu tożsamość. To pociąga za sobą między innymi stwarzanie odpowiednich warunków rozwoju w zakresie kultury, ekonomii i innych dziedzin życia społecznej wspólnoty. Suwerenność państwa jest głęboko związana z jego zdolnością pojmowania wolności Narodu, czyli stwarzania warunków, które mu pozwolą wyrazić całą swoją własną tożsamość historyczną i kulturalną, to znaczy pozwolą mu być suwerennym przez Państwo” (Jasna Góra 19 czerwiec 1983).

Wypowiedzi Jana Pawła II dotyczące Polski i Europy mają charakter przede wszystkim pastoralny, a nie polityczny, co jest widoczne w fakcie, że Papież głównie rozwija wątki etyczne i religijne związane z powołaniem narodu do wolności, do realizacji dobra wspólnego, w którym zawiera się możliwość osiągania najwyższego dobra osoby ludzkiej. Na tym samym poziomie znajduje się powołanie narodu do suwerenności, co oznacza pełną afirmację podmiotowości narodu, który w sposób swobodny wyraża i realizuje swoją suwerenność przez państwo. Polska oczywiście może utrzymywać stosunki z Europą, pod warunkiem zachowania swojej autentycznej państwowości, swej historycznej i kulturowej tożsamości, z czym musi się łączyć nienaruszalność suwerenności, bez której upada i zanika cała struktura państwowości. Jeśli skonfrontować te papieskie wymagania z konkretną rzeczywistością polityczną, w którą wprowadzona nasz naród pod pozorem zjednoczenia z Europą, względnie z Unią Europejską, to musimy stwierdzić, że warunki te i wymagania nie zostały zachowane, zarówno w samym procesie „wchodzenia do Europy” jak i w obecnym stanie rządów liberalno-masońskich, które konsekwentnie realizują politykę „V rozbioru Polski”. Polska została całkowicie uzależniona od planów, struktur i polityki Unii, tak, że całkowite zniknięcie państwa polskiego jest tylko kwestią czasu. To, przed czym ostrzegał śp. Filip Adwent, staje się coraz wyraźniej brutalną i okrutną rzeczywistością.

Ks. prof. Jerzy Bajda, teolog, moralista,

współpracownika kardynała Karola Wojtyły



[1] Zob. Malachit Martin, Klucze Królestwa, 2010, str. 324 nast.

[2] Malachit Martin, Klucze Królestwa. Zmagania o zwierzchnictwo nad światem pomiędzy Janem Pawłem II, Michałem Gorbaczowem i kapitalistycznym Zachodem. –Antyk 2010, szczególnie strony od 656 – 824,

[3] Także, s. 660.

[4] List Pasterski, O Katolickie zasady moralne; Dzieła, Toruń 2003, s. 534-535.

[5] Dz. cyt., s. 605.

[6] Dzieła, s. 782.

[7] Świadectwa o Annie. Świadectwo Jadwigi (na prawach rękopisu), s. 7.

[8] Dzieła, s. 874-875.

[9] Tamże, s. 877.

[10] Tamże.

drukuj