Homilia Ojca św. Franciszka wygłoszona podczas Mszy św. z udziałem nowych Kardynałów

Audio MP3

Pobierz

„Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić … Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: Chcę, bądź oczyszczony!” Współczucie Jezusa to „współ-cierpienie”,   które zbliżało Go do każdej osoby cierpiącej! Jezus się nie oszczędza, a wręcz daje się wciągnąć w cierpienie i potrzeby ludzi…Zwyczajnie, bo potrafi i chce „współ-cierpieć”, gdyż ma serce, które nie wstydzi się „współczuć”.

„Nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych” (Mk 1,45). Oznacza to, że oprócz uzdrowienia trędowatego Jezus wziął na siebie także wykluczenie, jakie nakładało prawo Mojżesza (zob. Kpł 13,1-2. 45-46). Jezus nie boi się ryzyka, by podjąć cierpienie drugiego, ale aż do końca płaci za to cenę (por. Iz 53,4).

Współczucie popycha Jezusa do konkretnego działania: do reintegracji wykluczonego! Trzy kluczowe pojęcia, jakie proponuje nam dzisiaj Kościół w liturgii słowa są następujące: współczucie Jezusa w obliczu marginalizacji oraz Jego wola integracji.

Marginalizacja: Mojżesz, traktując kwestię trędowatych w sposób prawniczy, domaga się, aby byli oni oddaleni i wyłączeni ze wspólnoty, na tak długo, jak trwa ich choroba i określa ich jako „nieczystych” (por. Kpł 13.1-2. 45-46).

Wyobraźcie sobie, jak wiele cierpienia i wstydu musiał doświadczać trędowaty: fizycznie, społecznie, psychologicznie i duchowo! Jest on nie tylko ofiarą choroby, ale ma także poczucie winy, że jest ukarany za swoje grzechy! Jest żywym trupem, jak ten, „któremu ojciec splunął w twarz” (Lb 12, 14).

Ponadto, trędowaty budzi strach, obrzydzenie i pogardę, i z tego powodu zostaje opuszczony przez swoją rodzinę, unikają go inni ludzie, jest zepchnięty na margines społeczeństwa, a wręcz samo społeczeństwo go wydala i zmusza do życia w miejscach oddalonych od ludzi  zdrowych, wyklucza go. I to do tego stopnia, że jeśli jakaś osoba zdrowa zbliżyłaby się do trędowatego, to zostałaby surowo ukarana, a często sama potraktowana z kolei, jak trędowaty.

Celem tego unormowania zachowań było „ocalenie zdrowych”, „ochrona sprawiedliwych„, i żeby ocalić ich od wszelkiego niebezpieczeństwa, usunąć na margines „zagrożenie”,  traktując bez litości  zarażonego. Tak w istocie zawołał arcykapłan Kajfasz: „lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród” (J 11, 50).

Integracja: Jezus rewolucjonizuje i gwałtownie wstrząsa tą mentalnością zamkniętą w strachu i samo-ograniczoną uprzedzeniami. Nie znosi On jednak Prawa Mojżeszowego, ale je doprowadza do pełni (por. Mt 5, 17), oznajmiając na przykład wywołującą odwrotny skutek nieskuteczność prawa odwetu; oznajmiając, że Bóg nie cieszy się takim zachowywaniem szabatu, które pogardza człowiekiem i go potępia; lub gdy wobec jawnogrzesznicy nie potępia jej, a wręcz ją ocala od ślepej gorliwości tych, którzy byli już gotowi ukamienować ją bezlitośnie, utrzymując, że stosują prawo Mojżeszowe. Jezus rewolucjonizuje sumienia także w Kazaniu na Górze (por. Mt 5) otwierając nowe perspektywy dla ludzkości i objawiając całkowicie logikę Boga. Logikę miłości, która nie opiera się na strachu, ale na wolności, miłości, zdrowej gorliwości oraz zbawczym pragnieniu Boga: „Zbawiciel nasz Bóg pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2, 3-4). „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary” (Mt 12, 1-8).

Jezus, nowy Mojżesz, chciał uzdrowić trędowatego, chciał go dotknąć, chciał go ponownie włączyć do społeczności, nie „samoograniczając się” w uprzedzeniach; nie dostosowując się do panującej mentalności ludzi; wcale nie obawiając się zarażenia. Jezus odpowiada na błaganie trędowatego bezzwłocznie i bez typowych odwołań, by zbadać sytuację i wszystkie ewentualne konsekwencje! Dla Jezusa liczy się przede wszystkim osiągnięcie zbawienia dalekich, leczenie ran chorych, ponowne włączenie wszystkich do rodziny Bożej! A to niektórych gorszy!

Jezus nie boi się skandalu tego rodzaju! Nie myśli On o osobach ciasnych, które wręcz się gorszą z powodu uzdrowienia, które się gorszą w obliczu wszelkiej otwartości, jakiegokolwiek kroku, który nie mieści się w ich schematach myślowych i duchowych, wszelką czułością czy delikatnością, nie odpowiadającą ich nawykom myślowym oraz ich rytualnej czystości. Zechciał on włączyć wykluczonych, zbawić tych, którzy są poza obozem (por. J 10).

Istnieją dwie logiki myślenia i wiary: strach przed utratą zbawionych i pragnienie ratowania upadłych. Zdarza się niekiedy także i dziś, że stajemy na skrzyżowaniu tych dwóch logik: logiki uczonych w Prawie: usunąć zagrożenie, oddalając osobę zarażoną a niekiedy stajemy w logice Boga, który w swoim miłosierdziu obejmuje i przyjmuje włączając i przemieniając zło w dobro, potępienie w zbawienie, a wykluczenie w przepowiadanie.

Te dwie logiki przemierzają całe dzieje Kościoła: usunąć na margines i włączyć. Święty Paweł, aktualizując nakaz Pana, by głosić Ewangelię aż po krańce ziemi (por. Mt 28, 19), gorszył i napotkał silny opór oraz wielką wrogość, zwłaszcza od tych, którzy domagali się bezwarunkowego przestrzegania prawa mojżeszowego również przez nawróconych pogan. Także święty Piotr był ostro krytykowany przez wspólnotę, kiedy wszedł do pogańskiego domu setnika Korneliusza (por. Dz 10).

Drogą Kościoła, począwszy od Soboru Jerozolimskiego jest zawsze droga Jezusa: droga miłosierdzia i integracji. Nie oznacza to nie docenienie zagrożeń czy wpuszczenie do owczarni wilków, ale powitanie skruszonego syna marnotrawnego; leczenie z determinacją i odwagą ran grzechu; zakasanie rękawów, a nie stanie i patrzenie biernie na cierpienia świata. Drogą Kościoła jest nie potępianie nikogo na wieki; obdarzanie miłosierdziem Boga wszystkich ludzi, którzy szczerym sercem o to proszą; drogą Kościoła jest właśnie wyjście z własnego ogrodzenia, aby wyjść i szukać dalekich na istotnych „peryferiach” egzystencji; to zastosowanie w pełni logiki Boga; naśladować Nauczyciela, który powiedział: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników” (Łk 5, 31-32).

Uzdrawiając  trędowatego, Jezus nie wyrządza żadnej szkody tym, którzy są zdrowi, a nawet wyzwala ich z lęku; nie powoduje niebezpieczeństwa, ale daje im brata; nie gardzi prawem, ale docenia człowieka, dla którego Bóg zainspirował prawo. Faktycznie Jezus uwalnia zdrowych od pokusy „starszego brata” (por. Łk 15,11- 32.) i ciężaru nienawiści oraz „szemrania pracowników, którzy znosili ciężar dnia i spiekoty” (por. Mt 20 1-16).

Tak więc miłość nie może być neutralna, obojętna, letnia i bezstronna! Miłość zaraża, jest namiętna, wiąże się z ryzykiem i angażuje! Ponieważ prawdziwa miłość zawsze jest niezasłużona, bezwarunkowa i bezinteresowna! (por. 1 Kor. 13). Miłość jest twórcza znajdując odpowiedni język, by komunikować się z tymi wszystkimi, którzy uważani są za nieuleczalnych a więc nietykalnych. Kontakt jest prawdziwym językiem komunikatywnym, tym samym językiem uczuciowym, który trędowatemu przekazał uzdrowienie. Jak wiele uzdrowień możemy dokonać i przekazać ucząc się tego języka! Był trędowatym, a stał się głosicielem miłości Boga. Ewangelia powiada: „Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło” (Mk 1, 45).

Drodzy nowi kardynałowie, taka jest logika Jezusa, to jest drogą Kościoła: nie tylko przyjąć i włączyć z ewangeliczną odwagą, tych, którzy pukają do naszych drzwi, ale wyjść i szukać dalekich, bez uprzedzeń i bez strachu, ukazując im bezinteresownie, to, co sami darmo otrzymaliśmy: „Kto twierdzi, że w Nim trwa, powinien również sam postępować tak, jak On postępował” (1 J 2, 6). Całkowita dyspozycyjność w posługiwaniu innym jest naszym znakiem rozpoznawczym, naszym jedynym tytułem honorowym!

W tym dniu, kiedy otrzymujecie tytuł kardynalski przyzywajmy wstawiennictwa Maryi, Matki Kościoła, która osobiście znosiła wykluczenie z powodu oszczerstw (por. J 8, 41) i wygnania (por. Mt 2.13- 23), żeby nam wyprosiła bycie wiernymi sługami Boga. Niech Ona, która jest Matką, nauczy nas byśmy się nie lękali czule przyjmować wykluczonych: nie obawiali się czułości i współczucia; niech nas przyodzieje w cierpliwość, by im towarzyszyć na ich drodze, nie szukając rezultatów doczesnego sukcesu: niech nam ukaże Jezusa i sprawi, byśmy z Nim podążali.

Drodzy bracia, patrząc na Jezusa i naszą Matkę Maryję zachęcam was do służby Kościołowi, tak, aby chrześcijanie – zbudowani naszym świadectwem – nie byli kuszeni, żeby być z Jezusem, nie chcąc być z ludźmi zmarginalizowanymi, izolując się w takiej kaście, która nie ma nic z tego, co autentycznie kościelne. Zachęcam was do służby Jezusowi ukrzyżowanemu w każdej osobie zmarginalizowanej, z jakiegokolwiek powodu; dostrzegania Pana w każdej osobie wykluczonej, która jest głodna, spragniona, która jest naga; Pana, który jest obecny także w tych, którzy stracili wiarę, lub oddalili się od życia wiary; Pana, który jest w więzieniu, który jest chory, który nie ma pracy, który jest prześladowany; Pana, który jest w trędowatym – na ciele i na duchu, który jest dyskryminowany! Nie odkryjemy Pana, jeśli autentycznie nie zaakceptujemy osoby wykluczonej! Pamiętajmy zawsze o obrazie świętego Franciszka, który nie bał się objąć trędowatego i przyjąć tych, którzy cierpią z powodu wszelkiego rodzaju marginalizacji. Istotnie w Ewangelii usuniętych na margines odkrywa się i ukazuje nasza wiarygodność!

Tłumaczenie: radiowatykańskie/RadioMaryja

drukuj