„Gdzie jest Bóg, tam jest przyszłość” – Kościół Katolicki a ekonomia

Ekscelencje, Magnificencjo Księże Rektorze, Dostojni Profesorowie, Przedstawiciele Władz, Drodzy Studenci, Panie i Panowie.

François Xavier Nguyen van Thuân , głosząc w 2000 roku rekolekcje dla Ojca Świętego i Kurii Rzymskiej, między innymi prowokacyjnie wymienił pięć „braków” Pana Jezusa. Wśród nich to, że Pan Jezus nie znał się ani na finansach ani na ekonomii. Dla ilustracji, przywołał na pamięć przypowieść o robotnikach w winnicy, w której gospodarz, dając każdemu po denarze, jednakowo wynagrodził tych, którzy pracowali cały dzień jak i tych, którzy trudzili się tylko jedną godzinę (Mt 20, 1-16). Mówił van Thuân, że gdyby więc Pan Jezus tak zarządzał jakimś przedsiębiorstwem, to doprowadziły do jego upadku, bankructwa.
Niemniej jednak van Thuân wyznaje: „opuściłem wszystko, by pójść za Jezusem, ponieważ kocham braki Jezusa”. Van Thuân cieszy się z tych barków, chwali je, pokłada w nich całą swoją nadzieję, bo w nich przejawia się miłość, bo one wskazują na to, że Jezus jest Miłością .

W rzeczywistości, gdyby w dziedzinie ekonomii nie kierowano się tylko wyrafinowanymi kalkulacjami, nastawionymi egoistycznie na własny zysk, lecz w sposób istotny dopuszczono by do głosu wymiar miłości, niektórzy oczywiście byliby mniej przesadnie bogaci, ale też nie byłoby tak szokującej biedy w pewnych częściach świata, tak wielkich nierówności gospodarczych, tak wielu niesprawiedliwości, tyle wyzysku słabszych, tylu niepotrzebnych łez i krwawych rewolucji, a także nie byłoby obecnego kryzysu, o kórym tak dużo się mówi; byłoby natomiast więcej sprawiedliwości, solidarności, dobra w perspektywie całej ludzkości, byłoby więcej prawdziwego postępu.
Toteż bł. Jan Paweł II podczas inauguracji swego pontyfikatu, 22 października 1978 roku, wołał: „Nie lękajcie się! Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi! Jego zbawczej władzy otwórzcie granice państw, ustrojów ekonomicznych i politycznych, szerokich dziedzin kultury, cywilizacji, rozwoju. Nie lękajcie się” .

To wołanie bł. Jana Pawła II „otwórzcie drzwi Chrystusowi” – skierowane także, jak słyszeliśmy, do ustrojów ekonomicznych – było wołaniem Kościoła, który żyje pośród ludzi, zna ich problemy, w nich uczestniczy i pomaga je rozwiązywać. Nie zawsze, oczywiście, Kościół posiada wymagane kompetencje w kategoriach ekonomicznych, ale przecież chodzi tutaj o sprawy, które nie sprowadzają się wyłącznie do sfery materialnej czy technicznej, lecz dotykają także wymiaru etycznego i antropologicznego. Przypomniał o tym Benedykt XVI w swojej encyklice Caritas in veritate, opublikowanej 29 czerwca 2009 roku. Zwróciwszy uwagę na to, że „rynek nie istnieje w czystej postaci”, ale „przyjmuje on kształt od konfiguracji kulturowych, które go specyfikują i ukierunkowują” , uwypuklił rzecz bardzo ważną, mianowicie że „sfera ekonomiczna nie jest ani etycznie neutralna, ani ze swej natury nieludzka i antyspołeczna. Należy ona do działalności człowieka, i właśnie dlatego, że jest ludzka, powinna być etycznie ustrukturyzowana i instytucjonalizowana”. Właśnie stąd wywodzi się kompetencja Kościoła do wypowiadania się na ten temat.

W moim krótkim wystąpieniu, otwierającym tą bardzo ważną sesję, chciałbym, opierając się dokumentach Magisterium, zwrócić uwagę jedynie na kilka istotnych elementów nauki społecznej Kościoła, które dotyczą właściwego podejścia i rozwiązywania kwestii ekonomicznych. Chodzi o kwestie skupiające się wokół takich haseł jak: Kościół i porządek rzeczy doczesnych, człowiek centrum ekonomii, prawdziwy rozwój człowieka i świata, znaczenie pracy ludzkiej, zasady solidarności, dobra wspólnego i pomocniczości. Jestem przekonany, że w trakcie obrad Kongresu te elementy zostaną pogłębione i wiele nowego zostanie do nich jeszcze dodane.

Kościół i porządek rzeczy doczesnych
Sobór Watykański II, jako pierwszy w historii Kościoła, wypracował obszerną doktrynę na temat stosunku Kościoła do świata w ogólności, a w szczególności na temat stosunku Kościoła do gospodarki i społeczeństwa. Najbardziej przejawia się to w Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes oraz w Dekrecie o apostolstwie świeckich Apostolicam actuositatem. W tym dekrecie, Sobór mówi o potrzebie odnowy Kościoła w aspekcie społecznym i przeformułowania jego stosunku do świata, gospodarki i społeczeństwa. Podkreślił przy tym, że „dzieło odkupienia Chrystusa dotyczy zasadniczo zbawienia człowieka, jednak bierze na siebie także odnowę całego porządku doczesnego. W konsekwencji misją Kościoła jest nie tylko nieść ludziom przesłanie i łaskę Chrystusa, lecz również przeniknąć i polepszyć cały zakres tego, co doczesne.” Zaś w Konstytucji o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes, Sobór uczy, że „Kościół nie kieruje się żadną ziemską ambicją, lecz dąży tylko do jednego celu, aby mianowicie pod przewodnictwem Ducha Pocieszyciela kontynuować dzieło samego Chrystusa, który przyszedł na świat, aby dać świadectwo prawdzie, aby zbawić, nie zaś, aby potępiać; aby służyć, nie zaś, by Jemu służono.”
Jedną z podstawowych deklaracji soborowej Konstytucji o Kościele w świecie współczesnym jest głębokie przekonanie, że nasze czasy są nowym okresem „historii z krytycznymi i nagłymi przewrotami rozszerzającymi się stopniowo na wszystkie zakątki ziemi.” W miejsce statystycznej cywilizacji przeszłości mamy dzisiaj do czynienia z jej dynamicznym, bardziej ewolucyjnym charakterem. Nie jest to bynajmniej nic złego, ale sytuacja taka jest poważnym wyzwaniem i zadaniem dla Kościoła, zwłaszcza w sferze społecznej i gospodarczej. Szybki wzrost zaludnienia i wzrastająca ilość ludzkich potrzeb, stawiają przed Kościołem nowe zadania, które wymagają nowych odpowiedzi i nowych, bardziej kompleksowych działań. Kościół apeluje zatem o lepsze wykorzystanie ziemi i jej potencjału, bez narażania jednak i niszczenia naszej planety oraz o podejmowanie takich działań, które zmierzać będą ku lepszej polityce i współpracy gospodarczej jako procesu społecznego, w duchu sprawiedliwości, solidarności i poszanowania praw każdej osoby ludzkiej.

Człowiek centrum ekonomii
Kościół mocno wierzy, że “człowiek nie jest zagubionym atomem w przypadkowym świecie, ale jest stworzeniem Boga, które zechciał On obdarzyć duszą nieśmiertelną i które umiłował od początku.” Dlatego w encyklice Centesimus annus, opublikowanej w 1991 r., Jan Paweł II pisze, że “człowiek uchwycony w jego konkretnej sytuacji historycznej stanowi serce i duszę katolickiego nauczania społecznego.” Nawiązywał w ten sposób do encykliki Mater et magistra, wydanej w 1961 r., w której bł. Jan XXIII podkreśli, że “cała doktryna społeczna rozwija się na podstawie zasady afirmującej nienaruszalną godność osoby ludzkiej.” „Kościół widzi w człowieku, w każdym człowieku, żyjący obraz samego Boga: obraz, który znajduje swoje wyjaśnienie i jest wezwany do coraz głębszego odnajdywania pełnego rozumienia samego siebie w tajemnicy Chrystusa, doskonałego Obrazu Boga, Tego, który objawia Boga człowiekowi i człowieka samemu sobie” , dlatego nie przestaje uczyć, że „podstawowym celem […] produkcji nie jest jedynie zwiększenie ilości produktów ani zysk lub zdobycie władzy, lecz służba człowiekowi i to całemu człowiekowi, z uwzględnieniem hierarchii jego potrzeb materialnych, wymagań życia intelektualnego, moralnego, duchowego i religijnego.” Kościół sam „jako pierwszy chce przejść drogę człowieka” , zachęcając jednocześnie ludzi dobrej woli, aby rozpoznali w każdym, bliskim czy dalekim, znanym czy nieznanym, a przede wszystkim w ubogim i cierpiącym, bliźniego, brata, „za którego umarł Chrystus” (1 Kor 8,11; Rz 14,15).
Ponieważ “Kościół nie stoi poza ani ponad ludźmi tworzącymi społeczność, lecz istnieje wyłącznie w nich i – tym samym – dla nich” , dlatego uważa za swoje szczególne zadanie dążyć do tego, aby człowiek stawał się coraz bardziej świadomy swojego powołania i otrzymanej godności. Musi on więc wiedzieć, że całe życie społeczne i ekonomiczne winno toczyć się wokół niego, jako głównego i niepowtarzalnego jego uczestnika. Przypomniał o tym Pius XII, w ciemnych dniach drugiej wojny światowej. 24 grudnia 1944 r., zwracając się do słuchaczy radia watykańskiego, mówił, że człowiek, „daleki od bycia przedmiotem i biernym elementem życia społecznego, jest bowiem, powinien być i pozostać jego podmiotem, fundamentem i celem.” Od człowieka, bowiem, “bierze początek życie społeczne, które nie może zrezygnować z uznania swojego aktywnego i odpowiedzialnego podmiotu, ku niemu bowiem powinien zmierzać każdy sposób wyrażania się społeczeństwa.”
Na różne sposoby Kościół stara się być wierny swojej misji stając w obronie godności osoby ludzkiej we wszystkich przejawach życia społecznego. Kościół czyni to szczególnie wtedy, kiedy jest ona w zagrożeniu.
Mówiąc o ekonomii i osobie ludzkiej musimy koniecznie rozróżnić pomiędzy środkami i celami. Środki należy podporządkować celowi, a nie odwrotnie. Nie można – uczy Kościół – podporządkować cel środkom. Celem jest powzięty zamiar, pewne zadanie do wykonania, środkami natomiast są sposoby postępowania, metody, czynności prowadzące do osiągnięcia tego celu. Rozwój gospodarczy nie jest celem sam w sobie. Gospodarka jako taka, bowiem, nie wytwarza wartości ludzkich i społecznych. Autentyczny rozwój ekonomiczny nie może więc być rozważany niezależnie od człowieka, jako wartość sama w sobie, ale musi być widziany w służbie człowiekowi.
Jadąc do Madrytu na Światowy Dzień Młodzieży (18 sierpnia 2011), Benedykt XVI, podczas konferencji prasowej w samolocie, zauważył, że „świat ponosi dziś konsekwencje odczłowieczenia ekonomii”, i że przed tym „przestrzegał już bł. Jan Paweł II w swej pierwszej encyklice społecznej [Laborem exercens].”

Prawdziwy rozwój
W encyklice Populorum progressio papież Paweł VI wskazał na rozwój jako „przejście […] od warunków życia mniej ludzkich do warunków bardziej godnych człowieka.” Dodał jednocześnie, że powyższe przejście nie ogranicza się jedynie do wymiarów ekonomicznych i technicznych, ale zawiera coś znacznie więcej. Odniesione do osoby, oznacza ono konkretne osiągnięcia kulturalne, poszanowanie godności innych, uznanie „najwyższych wartości i samego Boga, jako ich stwórcy i celu.” Korzystny rozwój dla wszystkich stanowi odpowiedź na wymóg sprawiedliwości w skali światowej, która by gwarantowała pokój na całej ziemi i umożliwiała realizację „pełnego humanizmu.”
W tej perspektywie Paweł VI, w roku 1967, ustanowił Papieską Komisję Iustitia et Pax , przemienioną w 1988 roku w Papieską Radę Sprawiedliwości i Pokoju . Zrealizował tym samym postulat Ojców soborowych, którzy uznali „za rzecz bardzo korzystną utworzenie jakiejś organizacji Kościoła powszechnego, której zadaniem byłoby pobudzanie wspólnoty katolików do popierania rozwoju krajów znajdujących się w potrzebie, a także sprawiedliwości społecznej między narodami.”
Dla potrzeb naszego Kongresu chciałbym przywołać jeszcze kilka podstawowych uwag w zakresie rozwoju, wpisujących się w ramy kompetencji Kościoła. Sobór Watykański II nauczał wyraźnie i jasno, że gospodarka rządzi się własnymi metodami i prawami, ale muszą się one urzeczywistniać „w granicach porządku moralnego”, tak „aby realizowany był zamysł Boga dotyczący człowieka.” Nie jest więc do przyjęcia, że w gospodarce wszystko jest możliwe i że jest wolno stawiać wobec niej każde żądanie, nawet te wręcz o utopijnym charakterze. Ekonomia posiada, wprawdzie, swoje prawa, które należy respektować i zachowywać, ale z drugiej strony ich akceptacja nie oznacza automatycznego osiągnięcia gospodarczego sukcesu. Nie można zatem wierzyć ślepo w możliwości ekonomii. Przestrzegał przed tym również Sobór mówiąc: „Niemała grupa ludzi, zwłaszcza w krajach rozwiniętych gospodarczo, wydaje się być tak podporządkowana gospodarce, że niemal całe ich życie osobiste i społeczne jest nacechowane nastawieniem ekonomicznym, i to zarówno w tych społeczeństwach, które popierają gospodarkę kolektywną, jak i w innych.” Podobne niebezpieczeństwo dostrzegł bł. Jan Paweł II w encyklikach Redemptor hominis z roku 1979 i Laborem exercens z roku 1981. Źródłem tego niebezpieczeństwa jest współczesna gospodarka przemysłowa, która zwiększyła ambicje i oczekiwania materialne człowieka, co sprawia, że spycha ona na dalszy plan pozostałe wartości i cele społeczne, niezbędne dla prawdziwego rozwoju ludzkości oraz do godnej egzystencji społecznej. Dołożyć należy zatem troski o właściwy rozwój ekonomiczny. Bł. Jan Paweł II, w encyklice Sollicitudo rei socialis z roku 1987, zwraca uwagę na dwie kwestie fundamentalne: „z jednej strony dramatyczna sytuacja współczesnego świata, widziana przez pryzmat niedorozwoju Trzeciego Świata, z drugiej zaś sens, warunki i wymogi rozwoju godnego człowieka.” Papież dokonuje również istotnego rozróżnienia pomiędzy postępem materialnym i prawdziwym rozwojem, stwierdzając, że „prawdziwy rozwój nie może ograniczać się do pomnażania dóbr i usług, to znaczy przedmiotów posiadania, ale musi się przyczyniać do pełni „bycia” człowieka. W ten sposób zostaje wyraźnie ukazana moralna natura prawdziwego rozwoju.”

Znaczenie i wartość ludzkiej pracy
Głównym czynnikiem działalności ekonomicznej i kluczem do całej kwestii społecznej jest problem pracy. Sobór uczył, że „praca ludzka, świadczona w zakresie produkcji i wymiany dóbr albo wykonywania usług gospodarczych, przewyższa pozostałe czynniki życia gospodarczego, zwłaszcza te, które mają tylko charakter instrumentalny.”
Problem pracy jest szeroko omawiany w Magisterium Kościoła. Ograniczę się do pewnych uwag zawartych we wspaniałej encyklice bł. Jana Pawła II na ten temat Laborem exercens. Mówi on w niej o pracy zarówno w sensie przedmiotowym, czyli o ile w pracy i poprzez pracę człowiek spełnia swoją władzę nad ziemią, „czyni sobie ziemię poddaną” , jak również w sensie podmiotowym, tzn. na ile właściwym podmiotem pracy jest człowiek. Jan Paweł z całą mocą stwierdza „pierwszeństwo podmiotowego znaczenia pracy przed przedmiotowym” także w sensie społecznym . Różne więc czynności należące do procesu pracy, niezależnie od ich przedmiotowej treści czy zarobku z nią związanego, „mają służyć urzeczywistnieniu się jego człowieczenstwa, spełnianiu osobistego powołania, które jest mu właściwe z racji samegoż człowieczeństwa”.
Źródłem godności pracy i pierwszym fundamentem jej wartości, stwierdza Jan Paweł II, „jest sam człowiek – jej podmiot”; „praca jest Ź”dla człowieka”, a nie człowiek „dla pracy””; „ostatecznie bowiem celem pracy: jakiejkowiek pracy spełnianej przez człowieka […] – pozostaje zawsze sam człowiek” . „Praca jest dobrem człowieka – dobrem jego człowieczeństwa – przez pracę bowiem człowiek nie tylko przekształca przyrodę, dostosowując ją do swoich potrzeb, ale też urzeczywistnia siebie jako człowiek, a także poniekąd bardziej „staje się człowiekiem”” .
Właśnie te prawdy, według encykliki Laborem exercens, powinny stanowić podstawę dla odpowiedniej legislacji w tej dziedzinie , a także powinny znaleźć dla siebie „centralne miejsce w całej sferze polityki społecznej i gospodarczej, zarówno w wymiarach poszczególnych krajów, jak też w wymiarze rozległych stosunków międzynarodowych i międzykontynentalnych” .
Drogi nam Rodak przeciwstawia się więc różnym nurtom myśli i systemów politycznych – zarówno ze strony kapitalizmu jak i komunizmu – w których człowiek jest degradowany jako podmiot pracy, kiedy jest uważany za rodzaj „towaru” lub anonimowej „siły” koniecznej do produkcji, „a nie – jak to odpowiada jego godności – jako podmiot i sprawca, a przez to samo także jako właściwy cel całego procesu produkcji” .
W konsekwencji Jan Paweł II głosi z całą mocą pierwszeństwo „pracy” przed „kapitałem”, które jest niczym innym jak prymatem człowieka wobec rzeczy. „Wszystko to, co mieści się w pojęciu „kapitału” – w znaczeniu zawężonym – jest tylko zespołem rzeczy. Człowiek jako podmiot pracy – bez względu na to, jaką spełnia pracę – człowiek sam jeden jest osobą”. Prawda ta – zdaniem drogiego nam Papieża – „posiada zasadnicze i doniosłe konsekwencje” (n. 12).
W świetle tych personalistycznych rozważań na temat pracy ludzkiej, Jan Paweł II nie tylko zajmuje stanowisko wobec różnych nurtów filozoficznych, politycznych i społecznych, a także wobec konfliktowego charakteru relacji między pracą i kapitałem, lecz odnosi się również do konkretnych zagadnień dotyczących praw ludzi pracy, takich jak: własność, obowiązki państwa, zatrudnienie, płaca i inne świadczenia społeczne, związki zawodowe, praca na roli, praca osób niepełnosprawnych, emigracja (cf. nn. 11-23).

Zasada solidarności, dobra wspólnego i pomocniczości
Problem odpowiedzialności za rozwój gospodarki światowej jest poważnym wyzwaniem zarówno dla Kościoła jak i dla współczesności. Z jednej bowiem strony współczesna gospodarka posiada ogromny potencjał przemysłowy, z drugiej zaś wzrasta poziom integracji i wzajemnej współzależności uczestników procesu ekonomicznego. Te dwa aspekty wyznaczają też niejako horyzont etycznej troski. Zwrócił na to uwagę już Sobór Watykański II, który w Konstytucji o Kościele w świecie współczesnym uczył, że „celem zadośćuczynienia wymaganiom sprawiedliwości i słuszności należy dołożyć usilnych starań, aby – przy zachowaniu praw osób i swoistego charakteru każdego narodu – jak najszybciej były usuwane istniejące obecnie, a często narastające, ogromne nierówności ekonomiczne łączące się z dyskryminacją indywidualną i społeczną.” Domaga się tego fakt, że „Bóg przeznaczył ziemię wraz ze wszystkim, co się na niej znajduje, na użytek wszystkich ludzi i narodów, dlatego też dobra stworzone powinny w słusznej mierze docierać do wszystkich.”
Dotykamy tym samym zasady solidarności (z łac. słowa solidare – mocno łączyć razem), która oznacza wzajemną więź i zobowiązanie między osobami. Zasada ta odrzuca indywidualizm, który przeczy społecznej naturze człowieka i traktuje społeczeństwo wyłącznie jako instrument, który prawie mechanicznie ma godzić indywidualne, sprzeczne interesy. Odwołując się jednocześnie do ludzkiej podmiotowości i społecznej natury człowieka, zasada solidarności stanowi nowe, jedyne w swym rodzaju rozumienie relacji osoby i społeczeństwa. W wymiarze bytowym oparta jest ona na egzystencjalnie odwzajemnionych stosunkach między jednostką a społeczeństwem, zaś w wymiarze powinnościowym nie oznacza nic innego, jak moralną odpowiedzialność za innych. Solidarność wymaga wzajemnego zaufania, bez którego „rynek nie może wypełnić swojej ekonomicznej funkcji” , w ten sposób jest ona zasadą zarówno ontologiczną, jak i etyczną.
Ten rodzaj troski Kościoła wyrasta z uzasadnionej obawy, że udogodnienia, jakich dostarcza dzisiejszemu światu postęp ekonomiczny i techniczny, nie staną się w jednakowej mierze udziałem wszystkich narodów, że nie zostaną dostatecznie wykorzystane dla skutecznego wyeliminowania na świecie głodu i zaoferowania zwłaszcza krajom Trzeciego Świata środków niezbędnych dla ich należnego rozwoju. Zauważa to już Gaudium et spes, odnotowując, że „nierówności te ludzie współcześni odczuwają z coraz żywszą świadomością, skoro najdobitniej się przekonują, że zwiększone możliwości techniczne i ekonomiczne, którymi dysponuje świat współczesny, mogą i powinny naprawić ten niesprawiedliwy stan rzeczy.”
W imię tego realizmu Kościół uczy, że również same kraje rozwijające się muszą podjąć realne wysiłki na rzecz własnego rozwoju, bez oczekiwania darmowej pomocy z zewnątrz, od krajów zasobnych. Nie wystarczy zatem jedynie transfer ekonomicznych modeli i mentalności z państw uprzemysłowionych do krajów biednych. Potrzeba koniecznie, aby one same podjęły konkretne wysiłki zmierzające do poprawy swojego stanu gospodarczo-społecznego.
Obok zasady solidarności ważne są również dwie inne, z nią ściśle związane, a mianowicie zasada dobra wspólnego i zasada pomocniczości. Ta ostatnia uczy, że władze państwowe powinny pomagać rodzinom, innym grupom społecznym czy organizacjom, w tym czego one same nie mogą zrobić, nie zaś im przeszkadzać, ich niszczyć czy wchłaniać. Kościół sądzi bowiem, że „niemożliwe jest popieranie godności osoby bez troski o rodzinę, grupy, stowarzyszenia, lokalne organizacje terytorialne, krótko mówiąc, bez wspierania zrzeszeń i instytucji o charakterze ekonomicznym, społecznym, kulturalnym, sportowym, rekreacyjnym, zawodowym, politycznym, które ludzie spontanicznie powołują do życia i które umożliwiają im rzeczywiste społeczne wzrastanie.” Zasada pomocniczości należy do najbardziej trwałych i charakterystycznych wskazań społecznej nauki Kościoła. Obecna jest w niej od pierwszej encykliki społecznej, czyli od Rerum novarum papieża Leona XIII z roku 1891. Kościół jest bowiem przekonany, że szeroka sieć różnych relacji unerwia, “wzmacnia tkankę społeczną i stanowi podstawę dla prawdziwej wspólnoty osób, umożliwiając uznanie wyższych form uspołecznienia.”
W kontekście aktualnej “cywilizacji ekonomii” papież Benedykt XVI mówi odważnie o logice daru, z której wyrasta zasada bezinteresowności, jako nieodzowny wyraz ludzkiego braterstwa. Tak oto pisze Papież: “Musimy z jednej strony powiedzieć jasno, że logika daru nie wyklucza sprawiedliwości i nie stawia się obok niej w następnym momencie albo z zewnątrz, a z drugiej strony, że rozwój ekonomiczny, społeczny i polityczny, jeśli chce być autentycznie ludzki, powinien uwzględniać zasadę bezinteresowności jako wyraz braterstwa.”

Uwaga końcowa
Na zakończenie – powracając do tego, co powiedziałem we wstępie obecnego referatu – chciałbym zwrócić uwagę, żę to, co Kościół ma do powiedzenia ekonomii, w gruncie rzeczy zostało wyrażone słowami Jana Pawła II, które zacytowałem na początku. „Otwórzcie drzwi Chrystusowi!”, otwórzcie się na wartości etyczne, otwórzcie się przede wszystkim na wymiar miłości i prawdy, na poszanowanie godności osoby ludzkiej. Wszystkie szczegółowe uwagi i spostrzeżenia nauczania Kościoła w tym względzie – także oczywiście te, o których mówiłem – to jedynie konkretyzacja tego wezwania.
Toteż Benedykt XI rozpoczyna swą ostatnią encyklię Caritas in veritate (29 czerwca 2009), w której bardzo dużo mówi się o ekonomii, wymownymi słowami: „Miłość w prawdzie, której Jezus Chrystus dał świadectwo swoim życiem ziemskim, a zwłaszcza swoją śmiercią i zmartwychwstaniem, stanowi zasadniczą siłę napędową prawdziwego rozwoju każdego człowieka i całej ludzkości. […] To siła, która pochodzi od Boga – odwiecznej Miłości i absolutnej Prawdy”. Na innym miejscu dodaje: “Ryzyko w naszych czasach polega na tym, że faktycznej wzajemnej zależności ludzi i narodów może nie odpowiadać etyczne współoddziaływanie sumień i umysłów, które w rezultacie mogłoby dać początek rozwojowi naprawdę ludzkiemu. Jedynie dzięki miłości, oświeconej światłem rozumu i wiary, możliwe jest osiągnięcie celów rozwoju bardziej godnych człowieka i go afirmujących” . Zresztą cała encyklika przesiąknięta jest tą myślą.
Podobne stwierdzenia znajdujemy też szeroko rozsiane w bogatym nauczaniu bł. Jana Pawła II. Dla przykładu zacytuję choćby jedną jego wypowiedź do władz cywilnych i Korpusu dypolomatycznego: „Moje przesłanie […] do was dotyczy właśnie potęgi miłości. Miłość głęboko odczuwana i efektywnie ukazywana w konkretnych działaniach, indywidualnych i wspólnotowych, jest siłą motoryczną, która pobudza człowieka do bycia prawdziwym z sobą samym. Tylko miłość może uczynić człowieka rzeczywiście otwartym na apel potrzeb. I ta sama siła, miłość braterska, niech prowadzi was na szczyty coraz to wyższe służby i solidarności.”
Nic więc dziwnego, że obecny Papież obrał sobie na niedawno odbytą podróż do Niemiec (22-25 września 2011) pełne realizmu motto: „Gdzie jest Bóg, tam jest przyszłość”. Ma to znaczenie także dla ekonomii.

ks. Zenon Kard. Grocholewski


drukuj