EWANGELIA

II Niedziela Zwykła

W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. 
A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: «Nie mają już wina». Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?» Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie».
Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: «Napełnijcie stągwie wodą». I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: «Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu». Oni zaś zanieśli.
A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego: «Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory».
Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.
Następnie On, Jego Matka, bracia i uczniowie Jego udali się do Kafarnaum, gdzie pozostali kilka dni.

J 2, 1-12

***

Ewangelista Jan daje piękny obraz uczty weselnej. My tę historię słyszeliśmy już tyle razy, że już przy pierwszych słowach często nasze myśli biegną gdzieś indziej, do naszych spraw, trosk, marzeń… Przecież to znamy…

Słowo Boże jest jednak aktualne, jest żywe i skuteczne, skierowane właśnie dzisiaj i właśnie do mnie, w tym nastroju, samopoczuciu, w którym jestem. Z moimi radościami, problemami, pokojem, cierpieniem

Jesteś beznadziejny… Znowu ci się nie udało… Do niczego się nie nadajesz… Fajtłapa jesteś, a nie facet… Znowu się, głupia, dałaś ponieść emocjom… Ile razy takie teksty słyszymy pod swoim adresem? Ile razy sami takich słów używamy, bo ktoś nas zdenerwował, chcieliśmy pokazać, kto tu rządzi, albo po prostu z czystej złośliwości. A ile razy sami tak myślimy o sobie? Bo przecież znów nie wyszło być miłym dla żony, bo kolejny raz to samo i mąż zasypany oskarżeniami, bo znów ten sam grzech, a przecież miałem już z tym skończyć raz na zawsze, nawet zrobiłem postanowienie noworoczne… I z tego stan załamania, depresja, brak wiary w siebie.

A Pan Bóg mówi mi dzisiaj w czytaniu z księgi proroka Izajasza, że ma we mnie upodobanie, że jestem dla Niego kimś ważnym, kimś wyjątkowym. Zupełne przeciwieństwo tego, co być może nawet sam o sobie często myślę. Co więcej, jestem dla Niego kimś szczególnym i dlatego obdarza mnie swoimi darami. W drugim czytaniu słyszeliśmy przecież słowa: „W każdym uwidacznia się działanie Ducha dla wspólnego dobra”. Siostro, bracie – i w tobie i we mnie widoczne są dary Boże, by służyć innym, budować wspólnotę.

Zatem skoro tak jest, to korzystaj z darów, które Ci Bóg ofiarował.

Ktoś może powiedzieć: „Ale ja nic nie otrzymałem, nie widzę w sobie tych darów”. Słowo Boże zapewnia mnie jednak, że każdy otrzymał dar. Każdy, to znaczy, że ja też. Pomocą, jak w sobie szukać tego Bożego obdarowania, jest dzisiejsza Ewangelia.

Ewangelista Jan daje piękny obraz uczty weselnej. My tę historię słyszeliśmy już tyle razy, że już przy pierwszych słowach często nasze myśli biegną gdzieś indziej, do naszych spraw, trosk, marzeń… Przecież to znamy… Słowo Boże jest jednak aktualne, jest żywe i skuteczne, skierowane właśnie dzisiaj i właśnie do mnie, w tym nastroju, samopoczuciu, w którym jestem. Z moimi radościami, problemami, pokojem, cierpieniem. Spróbujmy spojrzeć na to słowo Boże, szukając odpowiedzi na nasze pytanie, co jest tym moim darem, dzięki któremu mogę działać dla wspólnego dobra.

Wróćmy do obrazu uczty weselnej z Ewangelii i spójrzmy najpierw na Maryję. Jej wrażliwość, dzisiaj powiedzielibyśmy empatia, sprawiła, że dostrzegła problem młodego małżeństwa. Zabrakło wina na uczcie. Zobacz, czy ty masz dar wczuwania się w sytuację drugiej osoby. Spojrzysz na nią i masz wewnętrzne przekonanie, że mimo uśmiechu na twarzy, coś ją niepokoi. To nie tylko psychologiczna umiejętność, ale to Boży dar, by wspierać tych, którzy tego potrzebują, a nie zawsze potrafią o to poprosić.

Obok Maryi z Jej wrażliwością na uczcie mamy również służących. Spełnili oni najpierw polecenie Maryi, by zrobić wszystko, cokolwiek powie Jezus, a potem samego Jezusa, który kazał napełnić stągwie wodą. Umiejętność właściwego, mądrego najpierw słuchania potrzeb, a potem pomagania drugiemu człowiekowi jest cnotą, darem. Rezygnowanie z własnej wygody czy przyjemności, by komuś sprawić radość albo pomóc, bo jest chory, niepełnosprawny, cierpiący. Bez Bożego daru nie potrafilibyśmy tego czynić z miłością i szacunkiem.

Na uczcie w Kanie Galilejskiej widzimy również gospodarza, przewodniczącego uczty. To ważna i odpowiedzialna funkcja. Widzimy jego troskę w momencie, kiedy próbuje wino, kosztuje wino, które Jezus przemienił z wody. Prowadzisz firmę, jesteś odpowiedzialna za jakiś dział w zakładzie, jesteś prezesem, dyrektorką – to też jest Boży dar. Nie każdy potrafi, roztropnie rządzić: dbać o interesy firmy, o coraz większy zysk, a jednocześnie szanować pracowników, doceniać ich. Bycie mądrą szefową, dobrym szefem, nie jest łatwe, a jeśli to potrafisz, to jest to twój dar otrzymany od Boga.

Spojrzeliśmy na osoby: Maryi, sług i gospodarza. Ukazują nam oni dzisiaj możliwą drogę odkrywania własnego daru. Widzimy, że to może być praktyczna umiejętność, jak na przykład bycie dobrym szefem albo postawa słuchania i służby drugiemu człowiekowi. Może to być też dar bardziej duchowy – to wczuwanie się w sytuację człowieka żyjącego obok mnie.

Na początku mówiliśmy, że chcemy odkryć swoje dary, ale po to, by móc działać dla wspólnego dobra. Nie po to Bóg nam je daje, byśmy je ukryli i korzystali z nich tylko dla siebie. Zobacz, że kolega czy koleżanka nie mają z kim pogadać o trudnej sprawie. Pomóż sąsiadowi w remoncie domu albo sąsiadce, która musi iść do lekarza, a nie ma z kim zostawić dziecka. Bądź bardziej wyrozumiały dla pracowników. W taki sposób, przez konkretne działanie uczynimy świat lepszym. Objawimy chwałę Jezusa i pociągniemy świadectwem naszego życia innych, by czynili podobnie.

Tego wszystkiego nie uda nam się jednak czynić, jeśli zapomnimy o jednej, podstawowej sprawie. Jezus jest Tym, który nas do tego uzdalnia, czyli sprawia, że będziemy potrafili to czynić. To ze zjednoczenia z Nim, z zaproszenia Jezusa wypływa całe dobro, które widzimy w dzisiejszej Ewangelii. Tak samo w moim życiu, jeśli zaproszę do niego Jezusa, to dostrzegę Jego dary, będę potrafił z nich korzystać dla innych i dla siebie.

Kiedy więc przyjdą chwile zwątpienia w siebie, kiedy usłyszysz od innych po raz kolejny, że do niczego się nie nadajesz, kiedy z różnych względów puszczą nerwy i powiesz coś przykrego drugiemu człowiekowi, przypomnij sobie dzisiejsze słowa Boga, że ma w tobie upodobanie, że jesteś dla Niego kimś wyjątkowym, ważnym i potrzebnym, że obdarzył cię swoimi darami po to, byś mógł służyć innym. Amen.

Homilia napisana pod kierunkiem o. lic. Grzegorza Jaroszewskiego CSsR w ramach ćwiczeń homiletycznych w WSD Redemptorystów w Tuchowie w 2015/2016 roku.

Autor: Brat kleryk Adam Dudek CSsR, student IV roku WSD Redemptorystów w Tuchowie

Źródło: slowo.redemptor.pl

drukuj