fot. PAP

Założenia do budżetu są nierealne?

Wzrost ulgi podatkowej na dzieci, wzrost PKB o 3,4 procent i wzrost eksportu – to plan przyszłorocznego budżetu, który wstępnie przyjął wczoraj rząd. Opozycja ocenia go jako nierealny. Jej zdaniem w obliczu rosyjskiego embarga na polskie produkty żywnościowe ciężko będzie pokryć straty rolników i sadowników, nie mówiąc już o większej ilości sprzedanych towarów za granicę.

Rozpoczął się przedwyborczy seans obietnic Donalda Tuska. Nowy budżet to ulgi podatkowe dla rodzin wielodzietnych, wsparcie rencistów i emerytów o najniższych dochodach, wzrost zatrudnienia a także więcej pieniędzy na obronność kraju. Problem w tym, że przedwyborcze obietnice zawarte w budżecie będą kosztować. Deficyt wyniesie blisko 47 mld zł.

– Tusk może w tej chwili mówić co chce na ten temat bo wiemy, że nie będzie tego budżetu realizował, ani też nie będzie za to odpowiadał. Wielokrotnie doświadczaliśmy, że jego obietnice pozostają bez pokrycia. Jednak tym bardziej teraz, gdy pozostawia Polaków z ich problemami dla własnej kariery – może takie obietnice snuć- powiedziała Gabriela Masłowska, poseł PiS, ekonomista.

Do tego należy spodziewać się sytuacji, której doświadczyliśmy w przeszłości, czyli nowelizacji hurraoptymistycznego budżetu. To chociażby ze względu na przeszacowany eksport. Planowany wzrost w obliczu rosyjskiego embarga na polskie produkty oraz braku pokrycia wszystkich strat przez Unię Europejską – krytykuje opozycja.

– Wiemy przecież jaka jest sytuacja gospodarcza Polski i sytuacja międzynarodowa. Wiemy, jak to embargo bardzo uderzyło w polską gospodarkę i że UE nie śpieszy się, ociąga się z wypłatą rekompensat, że mamy niestety groźbę kolejnej fazy zahamowania wzrostu gospodarczego w krajach Europy Zachodniej. Wobec tego, trudno się spodziewać wzrostu wartości eksportu czy też spożycia indywidualnego, czy zbiorowego – dodała Gabriela Masłowska.

Na zagrożenie dla gospodarki krajów, takich jak Polska, wskazują eksperci z całego świata. Przedsiębiorstwa obawiają się inwestycji, bo towaru mogą po prostu nie sprzedać. W Tej sytuacji planowany wzrost gospodarczy jest gwałtownie hamowany.

– Konsumenci uważają, że istnieje wiele niepewności w tym temacie i jest z tym związane pewne ryzyko. Jeśli firmy przestaną inwestować w obawie przed eskalacją sytuacji, może mieć to negatywny wpływ na gospodarkę i to nie tylko bezpośrednio na eksport w danym sektorze – zauważył Philippe Ledent, ekonomista.

W planie budżetu na przyszły rok nie przewidziano wzrostu płac w sferze budżetowej.

 

 

TV Trwam News/RIRM

drukuj