Wrzący kocioł

W minionym tygodniu konflikt na Kaukazie zdominował wydarzenia krajowe. Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew obwieścił głosem mechanicznego robota decyzje Dumy w sprawie niepodległości dwóch nowych państw Kaukazu, czytaj: rozbioru Gruzji. W efekcie na rosyjskich mapach pojawią dwa nowe państwa: Abchazja i Osetia Południowa.



– Eksperci ds. międzynarodowych są zdania, że „na razie obie republiki są stracone”. A istota problemu leży w tym, że nie ma się „kto Rosji sprzeciwić. Po upadku ZSRS Stany Zjednoczone przestały na Rosję zwracać uwagę” – uważa dr David Dunn („Rzeczpospolita”, 27 sierpnia). Jego zdaniem, Amerykanie w tej chwili nie mają narzędzi nacisku, a Zachód w gruncie rzeczy nie ma wcale ochoty na konfrontację z Rosją. W efekcie Putin i Miedwiediew przeprowadzają eksperymenty, testują nowe granice i cierpliwość Zachodu. Sprawdzają, jak zauważa Krystyna Grzybowska („Gazeta Polska” nr 35), „wytrzymałość psychiczną NATO i Unii Europejskiej. Władcy na Kremlu nigdy by się nie odważyli zaatakować Gruzji, gdyby nie wyraźne przyzwolenie Starej Europy”. Autorka podkreśla, że największym „szkodnikiem okazały się Niemcy”.

– Komentatorzy są zgodni, że jeśli powstanie pustka, będą ją wypełniać „młodzi i żarłoczni liderzy Rosji” (Piotr Semka, „Rzeczpospolita”), którzy mają apetyt na całą Gruzję. Wszystko wygląda nieciekawie. Zwłaszcza że ostatnie sygnały wskazują, iż mimo poparcia Rosji dla separatystów kaukaskich Bruksela chce jej wejścia do Światowej Organizacji Handlu.

– Ciekawy sygnał płynie z moskiewskiej giełdy. Konflikt na Kaukazie i ceny ropy wpływają na giełdę w Moskwie. Inwestorzy, obawiając się wzrostu napięcia, wyprzedają akcje. Rosyjskie akcje i waluta tracą, ekonomiczna prasa informuje, że rosyjska giełda z europejskiego tygrysa stała się najsłabszym ogniwem wszystkich rynków wschodzących, tracąc tylko od początku obecnego kwartału ok. 27 proc. swojej wartości. Rosja staje się krajem wzrostu ryzyka inwestycyjnego. Czy UE zastosuje blokadę ekonomiczną wobec Rosji? Światowa opinia publiczna czeka na poniedziałkowy gruziński szczyt UE w Brukseli.

– Z krajowych wydarzeń dużo zamieszania wzbudziły informacje o tym, że nazwisko Lecha Wałęsy nie znalazło się w katalogach IPN osób rozpracowywanych przez Służbę Bezpieczeństwa PRL. Zabrakło też nazwisk większości najbardziej znanych ludzi tzw. opozycji demokratycznej – np. Jacka Kuronia czy Władysława Frasyniuka. Waldemar Kuczyński zareagował bardzo histerycznie, ogłosił na łamach „Gazety Wyborczej”, że nie chce być umieszczony w katalogu rozpracowywanych, jeśli katalog ten pomija nazwisko Wałęsy.

– „Wyborcza” grozi bojkotem „listy prezesa Kurtyki”. Za gazetą uderzyły na alarm media komercyjne. Lech Wałęsa miota oskarżenia na wszystkie strony, zahaczając o najwyższych dostojników Kościoła. Przypina do klapy marynarki coraz większe wizerunki Matki Bożej, coraz głośniej krzyczy w radiowo-telewizyjnych stacjach i zapewne wierzy, że Naród coraz bardziej go kocha – a już na pewno redaktorzy „Gazety Wyborczej”. Ich ostatnia akcja „Portret Nieznanego Mężczyzny z Wąsem” przebiła wszystkie poprzednie działania. Tymczasem, jak wyjaśnia prezes IPN Janusz Kurtyka („Dziennik”, 27 sierpnia), „osób rozpracowywanych przez SB były w PRL setki tysięcy”, zaś „sporządzenie katalogu jest bardzo pracochłonne i dopiero jest na początku realizacji”. Jednak jak widać, w tym kotle bardzo wrze i wielu już puszczają nerwy.

– Choć sprawa negocjacji w sprawie tarczy rakietowej ustępuje miejsca każdego dnia nowym sensacjom, to warto odnotować ciekawą uwagę Barbary Fedyszak-Radziejowskiej („Rzeczpospolita”, 27 sierpnia) wracającej do tematu ministra Witolda Waszczykowskiego. Ta wnikliwa obserwatorka polskiej sceny politycznej zauważa, że minister w rozmowie dla tygodnika „Newsweek” „wspomniał także o bliskich relacjach Radosława Sikorskiego z byłym szefem WSI generałem Markiem Dukaczewskim”. Jej zdaniem, wróży to Waszczykowskiemu wiele życiowych „kłopotów i komplikacji, jeśli się pamięta, co spotyka ludzi, którzy swoją działalnością narazili się byłym oficerom byłych WSI”. Nasuwa się nieodparte pytanie, czy o WSI można rzeczywiście mówić w czasie przeszłym?

– O bólu głowy po igrzyskach olimpijskich już zapomniano. Jednak polscy sportowcy postanowili przerwać trwające latami milczenie. Przelała się czara goryczy. W relacjach z Pekinu przewijał się wątek alkoholu, nastąpiło kilka kompromitacji prominentnych działaczy sportowych.

– Aneta Konieczna, kajakarka, srebrna medalistka z Pekinu, głośno mówiła o tym, w jakich warunkach musiała przygotowywać się do olimpiady. „Nie miałam z klubu żadnej pomocy. Nawet kajak był mój, prywatny. Musiałam chodzić po sponsorach. Taka żebranina jest dla sportowca uwłaczająca” – mówiła w poznańskim urzędzie miasta. Sportsmenka trenowała prywatnym kajakiem, wiosła używała piąty sezon, nie miała odpowiednich ubrań.

– Również po porażce w turnieju drużynowym florecistek w Pekinie nasze zawodniczki postanowiły szczerze powiedzieć, co sądzą o pracy działaczy Polskiego Związku Szermierczego: „Nieraz na zawodach PŚ musieliśmy prosić o pomoc lekarza innej ekipy, kiedy nam coś się stało. To dziadowanie” – mówiła zdeterminowana florecistka Sylwia Gruchała.

– Podobny problem mieli też w piątek w Warszawie protestujący związkowcy, którzy zjechali do Warszawy. W szpitalu w Starachowicach 15 głodujących pracowników zawiesiło wczoraj swój protest przeciw planom prywatyzacji placówki. Związkowcy żądają dialogu społecznego w tej sprawie. Nie znajdują wciąż zrozumienia terapeuci i pielęgniarki pracujący ze starymi schorowanymi ludźmi – pracownicy domów pomocy społecznej. Zarabiają mniej niż obsługa schronisk dla zwierząt. Prasa relacjonowała, że gdy udali się z petycją do prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, ta nie znalazła czasu na rozmowę z nimi. Pewnie uczy się chińskiego… Bo to Chińczycy mają ratować honor Platformy Obywatelskiej, która liczy na to, że zbudują oni Polsce metro, stadiony i autostrady. Czeka nas już nie Irlandia, ale drugie Chiny. Pewnie trzeba będzie zacisnąć zęby i jakoś przetrzymać ten cały Meksyk…


Hanna Karp
drukuj