fot. flickr.com

Wniosek o samorozwiązanie izraelskiego parlamentu

Izraelski parlament przyjął wstępny wniosek o samorozwiązanie. Może to doprowadzić do czwartych wyborów w ciągu dwóch lat. Za propozycją głosowali minister obrony Beni Ganc i jego koalicyjna partia Niebiesko-Biali.

Partia Beniego Ganca wraz z opozycją oskarża premiera Benjamina Netanjahu o przedkładanie własnych interesów osobistych nad interesy kraju.

Szef rządu jest sądzony za szereg zarzutów korupcyjnych. Beni Ganc oskarża go o utrudnianie kluczowych prac rządowych, w tym nad budżetem, w nadziei na opóźnienie lub unieważnienie postępowania sądowego przeciwko niemu.

Sytuację w Izraelu komentuje dr Marcin Szydzisz. Zdaniem politologa, rozpisanie  kolejnych wyborów może być niekorzystne dla ministra obrony.

– Wygrać może partia Likud Benjamina Netanjahu, czyli aktualnego premiera Izraela. Wzmocnią się partie takie jak Jamina, Jair Lapid, Yesh Atid. Straci Beni Ganc, który deklaruje, że poprze wniosek o rozpisanie kolejnych wyborów. Jest to dla niego jednak niekorzystne. Może się okazać, że jest to tylko działanie o charakterze politycznym, które nie będzie miało wymiaru praktycznego. Istnieją spekulacje, że ostatecznie nie dojdzie do rozwiązania tej koalicji, bo tak naprawdę nie opłaca się to nikomu  – tłumaczy dr Marcin Szydzisz.

Głosowanie izraelskiego parlamentu nad wstępnym wnioskiem o jego samorozwiązanie nastąpiło zaledwie siedem miesięcy po objęciu władzy przez koalicję partii Likud premiera Benjamina Netanjahu i Niebiesko-Białych.

Wniosek trafił do komisji parlamentarnej, a następnie musi przejść trzy czytania w Knesecie przed ogłoszeniem nowych wyborów, które mogłyby się odbyć wiosną lub latem przyszłego roku.

RIRM

drukuj