Wizjoner Matejko

Stoczona na polach Grunwaldu bitwa była jedną z trzech najważniejszych w
całej tysiącletniej historii oręża polskiego. Zdecydowała nie tylko o losach
Polski i Litwy, ale także Niemiec, a nawet znacznej części Europy. Już
bezpośrednio po 15 lipca 1410 r. bitwa stanowiła temat listów, kronik, a także
polemik na soborze w Konstancji. Najważniejszym spośród tych średniowiecznych
świadectw jest dzieło Jana Długosza "Roczniki, czyli kroniki Królestwa
Polskiego". To do nich sięgali najpierw Jan Matejko, a następnie Henryk
Sienkiewicz.

Pierwszy szkic do "Bitwy pod Grunwaldem" wykonał Matejko w roku 1861, aby
ukończyć obraz w 1878. Henryk Sienkiewicz pisał "Krzyżaków" w odcinkach
publikowanych w gazetach. Ostatni odcinek – fragment rozdziału opisującego
grunwaldzką wiktorię, Sienkiewicz przeczytał publicznie nie gdzie indziej, tylko
właśnie pod wielkim obrazem Matejki w galerii w Sukiennicach w Krakowie 27
kwietnia 1900 roku.

Sąd Boży

Cała dynamicznie rozwijająca się akcja powieści Sienkiewicza zmierza do
kulminacyjnego dnia – 15 lipca 1410 roku, kiedy na polu chwały pod Grunwaldem
dochodzi do pojedynku – sądu Bożego pomiędzy Królestwem Polskim a niemieckim
państwem Zakonu Krzyżackiego. Ten pojedynek jest nieunikniony właśnie jako
średniowieczny sąd Boży, do którego pisarz odwołuje się kilkakrotnie, m.in.
opisując ogromną potęgę Krzyżaków:
"Wielkość zakonnych bogactw i wojsk (…) a przede wszystkim sam widok Malborka
mógł przejąć trwogą serce każdego Polaka, albowiem z twierdzą ową, licząc Wysoki
Zamek, Średni i Przedzamcze, żadna inna w całym świecie nie mogła się nawet w
przybliżeniu porównać. (…) Ogrom ich przewyższał wszystko, co w życiu widzieli
polscy rycerze. (…) Biła od tego olbrzymiego gniazda zbrojnych mnichów moc i
potęga nadzwyczajna. (…) Twierdza nie do zdobycia (…), ale zakryte są przed
oczyma ludzkimi sądy i wyroki Boże" – pisze Sienkiewicz.
Sąd Boży – rycerski pojedynek pomiędzy Krzyżakiem Rotgierem a Zbyszkiem z
Bogdańca, jest nie tylko newralgicznym rozdziałem "Krzyżaków", ale jedną z
najwspanialszych scen batalistycznych w całej literaturze polskiej. Pojedynek
pomiędzy Niemcem a Polakiem odbywa się "na straszliwe topory… do ostatniego
tchnienia, na śmierć!". Zgromadzeni w krużgankach dziedzińca zamku w Warszawie
dopingują walczącego Zbyszka okrzykami: "Bij! W niego!… Sąd Boży! Kara Boża!
Bóg ci pomagaj!". Ten pojedynek według pisarskiej wizji Sienkiewicza poprzedza
jak gdyby epilog powieści, czyli opis bitwy grunwaldzkiej. Grunwald też jest
pojedynkiem, tyle że nie dwóch rycerzy, ale dwóch armii – polskiej i
krzyżackiej. Walna rozprawa dwóch narodów Niemców i Polaków na polach Grunwaldu
w pisarskiej wizji Sienkiewicza nawiązuje do kroniki Długosza oraz innych kronik
średniowiecznych i przekazów, które określały wielką bitwę właśnie jako sąd
Boży. Zbyszko w pojedynku z Rotgierem walczy w imię prawdy, w imię
sprawiedliwości, walczy w obronie uprowadzonej Danusi i podstępnie schwytanego
przez Krzyżaków Juranda. Rotgier wie doskonale, że jest przebiegłym kłamcą,
mordercą, że brał udział w porwaniu bezbronnej dziewczyny, a mimo to pełen pychy
odwołuje się do Boga i to właśnie Bóg go karze ręką polskiego rycerza, który
nieprzypadkowo w Sienkiewiczowskiej powieści zabija go właśnie toporem.
Wielki pisarz nawiązał w ten sposób do dzieła Matejki, który namalował "Bitwę
pod Grunwaldem" prawie 25 lat wcześniej, zanim Sienkiewicz ukończył swą powieść.
Środkowa scena obrazu sama w sobie jest arcydziełem malarstwa. Jan Matejko
ukazał w niej śmierć wielkiego mistrza Zakonu Krzyżackiego, wybitnego wodza i
słynnego rycerza Ulryka von Jungingena.

Wyrok wykonany

Śmierć wielkiego mistrza Ulryka von Jungingena to nie tylko najważniejszy
fragment obrazu, to także główna idea i wielka metafora historyczna "Bitwy pod
Grunwaldem". Oto dokonuje się sąd Boży, zapada wyrok historii, rozstrzyga się
sprawiedliwość dziejowa. Wódz armii niemieckiej ginie z ręki kata wykonującego
wyrok. Ponieważ ten niski, mocno zbudowany wojownik, w czerwonym kapturze
skrywającym głowę, to kat. W jego muskularnej nagiej prawicy widzimy topór. Nie
jest to topór bojowy używany przez rycerzy, ale topór katowski z zakrwawionym
ostrzem. Nim zada cios i zgładzi Ulryka von Jungingena, niemiecki mistrz zginie
z ręki polskiego mistrza, bo przecież w języku staropolskim kat nazywany był
mistrzem!
Genialna artystycznie wizja sądu Bożego i sprawiedliwości dziejowej Jana Matejki
mieści w sobie cały szereg dalszych symboli. Obok kata z toporem w dłoni widzimy
drugiego wojownika. Potężnie zbudowany, z nagą piersią, okryty zwierzęcą skórą,
opasany noszonym na Podhalu góralskim pasem z charakterystycznymi sprzączkami
wymierza cios prosto w pierś wielkiego mistrza Zakonu. Cios zadany jest nie byle
jaką włócznią. To włócznia świętego Maurycego, patrona rycerzy średniowiecznej
Europy, którą podarował Bolesławowi Chrobremu cesarz niemiecki Otton III w roku
1000 w trakcie słynnego zjazdu gnieźnieńskiego, gdy Niemcy uznały suwerenność
ówczesnego państwa polskiego. (Włócznia przechowywana przez wieki w różnych
skarbcach była podobnie jak wiele innych elementów uzbrojenia przedmiotem
wnikliwych studiów Matejki podczas malowania "Grunwaldu"). I oto relikwią, jaką
niewątpliwie była włócznia świętego Maurycego, godzi polski wojownik w pierś
niemieckiego wodza, który jest przecież jednocześnie zakonnikiem – osobą
duchowną. Na obrazie Matejko pozbawił von Jungingena złotego relikwiarza ze
szczątkami świętych, który wielki mistrz Zakonu miał zawsze na piersi w czasie
wypraw wojennych, także pod Grunwaldem. Opisują to kronikarze, w tym Długosz,
ale największy polski malarz i wielki wizjoner Matejko uznał, że Krzyżacy
dokonywanymi zbrodniami przekreślili swą misję, i odebrał ich wodzowi
relikwiarz!

Upadek czarnego krzyża

I jeszcze jeden matejkowski symbol z głównej sceny "Grunwaldu". Oto podmuch
wiatru wzdął wspaniały biały płaszcz wielkiego mistrza. Ale nie ma na nim
czarnego krzyża. A przecież właśnie takie nosili Krzyżacy! To nie przeoczenie
Matejki. Artysta specjalnie pozbawił Krzyżaka jego symbolu, a powiewający nad
nim biały płaszcz stanowi symbol klęski i kapitulacji, bo przecież ten płaszcz
to zarazem biała flaga!
Do symboliki sądu Bożego i sprawiedliwości dziejowej nawiązuje również druga
centralna postać obrazu – wielki książę litewski Witold. Matejko namalował go w
ten sposób, że Witold sam w sobie jest herbem Litwy – "Pogonią", czyli jeźdźcem
z tarczą i mieczem, pędzącym przed siebie na koniu. Witold ma na głowie tzw.
kołpak wielkoksiążęcy z purpury, pereł, kamieni szlachetnych oraz złotego
krzyża, który wieńczy tę szczególną koronę. To nawiązanie do chrystianizacji
Litwy przez Polskę. Złoty krzyż Witolda namalował Matejko jak gdyby na pierwszym
planie, a jego tłem jest wielka chorągiew Zakonu Krzyżackiego z czarnym krzyżem.
I oto ta chorągiew chyli się już ku upadkowi, który nastąpi w chwili śmierci
Ulryka von Jungingena. Razem z nią padnie złowieszczy dla Polaków i Litwinów
przez całe wieki czarny krzyż. To od tego symbolu wzięła się nazwa zbrojnych
mnichów – Krzyżacy, to przy pomocy tego czarnego krzyża siłą i mieczem
"nawracali" na chrześcijaństwo, a faktycznie podbijali Prusów, Litwinów,
Żmudzinów i chrześcijańskich Polaków.
I oto w artystycznej wizji Matejki następuje kres tego panowania krzyżackiego –
ich czarny krzyż upada, a litewski złoty krzyż dany przez Polaków Litwinom
wznosi się na kołpaku wielkiego księcia Litwy w stronę polskiej chorągwi z
białym orłem na czerwonym tle.
A jeszcze wyżej, nad całym polem bitewnym i walczącymi armiami, Jan Matejko
umieścił patrona Polski – świętego Stanisława. To on modli się na tle nieba i
prosi Pana Boga
o zwycięstwo dla Polski. Tak się rozstrzyga sprawiedliwość dziejowa i spór o
nawrócenie ostatniego pogańskiego państwa w Europie: czy słuszne było nawracanie
krzyżackim mieczem, czy miłością i pokojową unią polsko-litewską.

Dr Józef Szaniawski

Autor jest historykiem, wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i
Medialnej.

drukuj