fot. PAP/EPA

Walki o Górski Karabach pomimo rozejmu

Pomimo rozejmu, który został podpisany zaledwie kilka dni temu, w Górskim Karabachu wciąż trwają walki.

 

Zaraz po zawarciu porozumienia w Górskim Karabachu znów było słychać strzały. Azerbejdżan oskarżył Armenię o atak na ich gazociągi.

– Jeśli Armenia spróbuje przejąć kontrolę nad tamtejszymi rurociągami, to mogę powiedzieć, że konsekwencje tego będą dla nich ciężkie –  powiedział Ilham Alijew, prezydent Azerbejdżanu.

Armenia wszystkim zarzutom zaprzecza i o dalszy konflikt oskarża Azerbejdżan.

– Azerbejdżan nawet przez sekundę nie dotrzymał porozumienia o zawieszeniu broni i nadal kontynuuje ataki, które również utrudniają stworzenie systemu monitorowania zawieszenia broni. Oznacza to, że Azerbejdżan kontynuuje zapowiadaną od początku politykę okupacji całego Górnego Karabachu – zaznaczył Nikol Paszynian, premier Armenii.

Powodem wznowienia działań militarnych – jak wskazał politolog dr Tomasz Szyszlak –  jest zły wybór mediatora.

– Wydaje się, że obie strony konfliktu wybrały nie tego mediatora, którego powinny. Armenia bardzo silnie wspierana jest w konflikcie przez Rosję. Jakbyśmy popatrzyli na sytuację samych Ormian, ich relacje z państwem Osmańskim, to w sytuacji konfliktowej zawsze Rosja ujmowała się za Ormianami. Azerowie są z kolei społecznością turkijsko-języczną, wyznawcami islamu, dlatego też najchętniej mediatora znaleźliby w Turcji – wyjaśnił  dr Tomasz Szyszlak.

Turcja do tych rozmów chętnie by się przyłączyła, jednak na to nie chce zgodzić się Armenia. Jedynym sposobem na rozwiązanie konfliktu jest mediator, który nigdy nie wykazywał zainteresowania regionem i nie opowiadał się za żadną ze stron konfliktu, a więc rozmowy z Rosją, Turcją, USA czy Francją nie wchodzą w grę.

 

TV Trwam News

drukuj