fot. wikipedia

W Hongkongu pracownicy branży reklamowej rozpoczęli tygodniowy strajk

Ponad 1000 osób wzięło w poniedziałek udział w pikiecie rozpoczynającej tygodniowy strajk pracowników branży reklamowej w Hongkongu. Celem akcji jest wyrażenie poparcia dla prodemokratycznych protestów, które trwają w regionie od czerwca.

Uczestnicy pikiety w parku Chater Garden w finansowej dzielnicy Central na wyspie Hongkong nieśli transparenty wzywające władze do spełnienia postulatów protestujących. Domagali się między innymi, aby policja poniosła odpowiedzialność za używanie – jak twierdzą – nadmiernej siły wobec demonstrantów.

Organizator pikiety, grupa Advertising Civilians, oszacowała liczbę uczestników manifestacji na 1,5 tys. Rzecznik grupy Anthony Yiu wyraził nadzieję, że akcja połączy pracowników branży reklamowej i pokaże im, że „nie są sami” w ruchu protestu. Ocenił przy tym, że do tej pory przedstawiciele branży nie angażowali się wystarczająco w demonstracje.

Advertising Civilians zapowiedziała strajk od poniedziałku do piątku. Strajkujący chcą wykorzystać ten czas, by pomóc promować „żółtą gospodarkę”, czyli sklepy i restauracje związane z hongkońskim ruchem demokratycznym. Członkowie grupy liczą, że podobne działania podejmą również przedstawiciele innych sektorów.

Zamiar wzięcia udziału w strajku wyraziło 89 proc. spośród 960 pracowników branży reklamowej, którzy wzięli udział w ankiecie przeprowadzonej przez Advertising Civilians. Według danych rządowych z 2017 roku w branży tej pracowało wówczas w Hongkongu 19 tys. osób, nie licząc freelancerów – przypomina dziennik „South China Morning Post”.

Podczas trwających od czerwca protestów swoje własne demonstracje sprzeciwu wobec władz organizowały różne grupy zawodowe, w tym lekarze i pielęgniarki, prawnicy i pracownicy administracji publicznej oraz uczniowie i studenci. W strajku generalnym 5 sierpnia uczestniczyło według lokalnych mediów nawet pół miliona osób.

Protestującym udało się zmusić władze do wycofania kontrowersyjnego projektu nowelizacji prawa ekstradycyjnego, który miał umożliwić przekazywanie podejrzanych do Chin kontynentalnych. Popierana przez rząd centralny w Pekinie szefowa administracji Hongkongu Carrie Lam wykluczyła jednak dalsze ustępstwa. Uczestnicy protestów domagają się teraz między innymi demokratycznych wyborów władz regionu i niezależnego śledztwa w sprawie działań policji.

Miażdżące zwycięstwo demokratów i porażka obozu prorządowego w listopadowych wyborach do rad dzielnic Hongkongu zostały powszechnie odebrane jako dowód, że protesty wciąż cieszą się dużym poparciem społeczeństwa, mimo że w ostatnich miesiącach stawały się coraz bardziej gwałtowne i coraz częściej prowadziły do brutalnych starć z policją.

PAP

drukuj