fot. PAP/Tytus Żmijewski

Uwagi o głosowaniu na podstawie zaświadczeń. Prof. J. Kawecki w „Naszym Dzienniku”: W celu uniknięcia fałszerstw PKW powinna nakazać weryfikację zaświadczeń dla wyborców

Wyniki wyborów Prezydenta RP są już znane. Państwowa Komisja Wyborcza potwierdziła je w specjalnym „Obwieszczeniu”. Radość ze zwycięstwa Karola Nawrockiego zapanowała wśród jego wyborców. Ja też się ucieszyłem, ale… Zastanawiam się, czy to zwycięstwo nie powinno być większe. Czy różnica w liczbie głosów otrzymanych przez Karola Nawrockiego (10 606 877) w porównaniu z liczbą głosów uzyskanych przez Rafała Trzaskowskiego (10 237 266) nie powinna być większa od podanej w oficjalnym protokole (369 591)? Poniżej opiszę, na czym budowałem to oczekiwanie – pisze w „Naszym Dzienniku” prof. Janusz Kawecki, były członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, przewodniczący Zespołu Wspierania Radia Maryja.

Ostrzeżenie PKW

14 maja 2025 r., jeszcze przed pierwszą turą wyborów, ukazał się „Komunikat” PKW, w którym znalazło się obszerne wyjaśnienie dotyczące zabezpieczenia zaświadczeń wydawanych wyborcom chcącym głosować w innej komisji obwodowej niż ta, w której są umieszczeni na liście wyborców. Takim zabezpieczeniem było umieszczenie na zaświadczeniu, oprócz jego numeru, także specjalnego hologramu. W „Komunikacie” podano też szczegółowy opis, który miał uzasadnić stwierdzenie, iż „nieprawdziwe są informacje o możliwości uzyskania przez jednego wyborcę więcej niż jednego zaświadczenia”. Przypomniano także w formie ostrzeżenia, że „kto w celu użycia za autentyczny podrobionego lub przerobionego dokumentu podrabia lub przerabia dokument lub takiego dokumentu jako autentycznego używa, popełnia przestępstwo przeciw wyborom”.

Pierwsze wątpliwości

Po zakończeniu pierwszej tury wyborów zainteresowałem się liczbami odnoszącymi się do owych zaświadczeń. Z protokołu PKW wynikało, że aż 315 503 wyborców skorzystało z udziału w głosowaniu na podstawie „zaświadczeń”. Liczba wydawała mi się stosunkowo duża. Bez trudności uzyskałem dane, iż najwięcej takich zaświadczeń wykorzystano w Warszawie i Gdańsku. Jeśli jeszcze wtedy w jakiś sposób mogłem sobie wytłumaczyć Gdańsk (może przyjazd wczasowiczów majowych), to nie mogłem znaleźć wytłumaczenia na tak znaczącą liczbę głosujących na podstawie zaświadczenia w Warszawie. „Uzbrojony” w to spostrzeżenie oczekiwałem drugiej tury wyborów.

Można czy nie można sprawdzać?

I wtedy, w dniu głosowania, media podały informację, że sędzia Julia Kuciel, przewodnicząca Okręgowej Komisji Wyborczej w Gdańsku, wydała wytyczne dla członków komisji obwodowych, że „członkowie komisji, a tym bardziej mężowie zaufania, nie są uprawnieni do spisywania numerów zaświadczeń ani żadnych danych, jak również ich weryfikacji z użyciem jakiejkolwiek aplikacji”. I dalej dodała: „O wszystkich próbach weryfikacji zaświadczeń należy niezwłocznie poinformować Okręgową Komisję Wyborczą”. To już brzmiało niebezpiecznie. Nic więc dziwnego, że takie „wytyczne” wzbudziły niepokój nie tylko u mnie. Dlaczego nie wolno weryfikować numeru zaświadczenia? Wcześniej byłem przekonany, że taka weryfikacja się odbywa. A nawet powinna być nakazana przez PKW. Przygotowanie odpowiedniej aplikacji nie powinno być problemem dla Krajowego Biura Wyborczego. Tymczasem w dniu wyborów dowiadujemy się wręcz o zakazie weryfikacji zaświadczeń. Przecież każdy, kto orientuje się w sprawach technicznych, wie, iż obecnie są sposoby takiego zeskanowania oryginału zaświadczenia, że jego kopia (z zakupionym i przyklejonym hologramem) jest identyczna z oryginałem. Jedynie bieżące sprawdzanie wcześniejszego wykorzystania zaświadczenia nie pozwoli na wielokrotne jego użycie. Byłem przekonany, że owa aplikacja, wspominana przez sędzię Kuciel, powstała z inicjatywy PKW. Dlaczego więc zabraniała korzystania z niej? Bardzo szybko media podały, iż zamiast PKW w obronie przed tego rodzaju manipulacjami działali społecznicy z Ruchu Ochrony Wyborów oraz społecznego Ruchu Kontroli Wyborów. Aplikacja miała ułatwić weryfikację autentyczności zaświadczeń i zapobiec próbom ewentualnych fałszerstw wyborczych.

Coraz więcej wątpliwości

W tym samym czasie z informacji medialnych można się było dowiedzieć, że w Warszawie dowieziono autobusami do jakiejś obwodowej komisji głosujących na podstawie zaświadczeń. Dodatkowo, że przybyłe osoby zamieszkują również w Warszawie, tylko w innej dzielnicy. Dlaczego więc występowali oni o uzyskanie zaświadczenia? To były kolejne informacje wywołujące niepokój: coś z tymi zaświadczeniami nie jest w porządku.

Wkrótce potem ukazała się informacja szefa Krajowego Biura Wyborczego, iż „nie ma oczywiście żadnego zakazu, aby członkowie komisji zapisywali sobie numery wydanych zaświadczeń o prawie do głosowania. To nie jest żadne przestępstwo”. To oznacza, że sędzia Julia Kuciel wprowadzała w błąd członków obwodowych komisji wyborczych (któryś z nich został podobno usunięty z komisji za zapisanie numeru zaświadczenia).

To wszystko i dodatkowe informacje medialne przypominające np. o art. 270 Kodeksu karnego, który przewiduje karę pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat za używanie podrobionych dokumentów, spowodowało zapewne osłabienie inicjatywy wielokrotnego głosowania na podstawie tego samego dokumentu.

Zaświadczenia w wynikach drugiej tury

Po zakończeniu wyborów z niepokojem obserwowałem kolejne informacje o wynikach. Kiedy wiele osób z radością przyjmowało końcowy wynik, zająłem się analizą innych informacji zawartych w „Obwieszczeniu” PKW po drugiej turze wyborów. Wyniki były jeszcze bardziej interesujące.

Okazało się, że w drugiej turze liczba głosujących na podstawie wspomnianych zaświadczeń wzrosła prawie o 70 proc. i wynosiła 531 446 osób. W tej liczbie prawie 20  proc., tzn. 104 155 osób, głosowało w Warszawie.

Porównanie z wyborami w 2020 roku

W moim badaniu śledczym poszedłem dalej i spojrzałem na wyniki wcześniejszych wyborów prezydenckich, tych w 2020 roku. Okazało się, że w pierwszej turze tak głosujących było 216 557 osób, w drugiej zaś – 584 751. Ten nagły wzrost w drugiej turze, aż o prawie 170 proc. liczby osób legitymujących się zaświadczeniem, może stać się interesujący z punktu widzenia prowadzonej analizy. W samej Warszawie w drugiej turze głosujących na podstawie zaświadczeń było „tylko” 55 558 osób.

Próba podsumowania

Można prowadzić kolejne analizy. Pominę je tutaj. Zasadniczym celem bowiem jest odnalezienie miejsca powstania pomysłu opisanego wyżej sposobu wpływania na wynik wyborów. Może ten sposób nie jest nowością i pojawił się już podczas wyborów w 2020 roku? Przecież liczby tu przywołane, a wzięte z protokołów wyników wyborów, świadczą wyraźnie o występowaniu już wówczas opisanego tu zjawiska. Brak zainteresowania nagłym (w bardzo krótkim okresie dwóch tygodni dzielących drugą turę wyborów od pierwszej) wzrostem liczby wyborców głosujących na podstawie zaświadczenia mógł wpłynąć na powtórzenie, a nawet rozwinięcie w 2025 r. pomysłu wielokrotnego skorzystania z tego samego zaświadczenia.

Komu mogło na tym zależeć? Jeszcze przed tegorocznymi wyborami widać było działania ekipy aktualnie rządzącej, które miały doprowadzić do osłabienia strony obecnie opozycyjnej. Obawa przed sprawdzaniem zaświadczeń i wydanie interpretacji zakazującej takiego sprawdzania może być wskazaniem kierunku poszukiwań. Skutecznie ten zakaz został wstrzymany, a informacja o tym – upubliczniona. Dodatkowo upowszechniono wiedzę o istnieniu aplikacji uniemożliwiającej wielokrotne korzystanie z zaświadczenia oraz o karach dla ją stosujących. Mogło to wpłynąć na zmniejszenie skali manipulacji związanych z wykorzystaniem zaświadczeń w drugiej turze głosowania. W 2020 r. wzrost tej liczby sięgał 170 proc. (z 216 557 do 584 751), gdy w 2025 r. liczba głosujących wzrosła „tylko” o 70 proc. (z 315 503 do 531 446).

Nie jest to jedyne spostrzeżenie wynikające z oglądu wyników niedawnych wyborów.


Uwagi o głosach nieważnych

Zastosowanie aplikacji weryfikującej prawidłowe wykorzystanie zaświadczeń uniemożliwiło manipulacje wyborcze. W pierwszej części przeprowadzonej przeze mnie analizy wyników wyborów prezydenckich („Uwagi o głosowaniu na podstawie zaświadczeń”, „Nasz Dziennik”, 11 czerwca 2025 r.) zawarłem swoje spostrzeżenia dotyczące wykorzystywania w wyborach zaświadczeń o prawie do głosowania w dowolnej obwodowej komisji wyborczej. Znaczący wzrost liczby wyborców korzystających z takich zaświadczeń w drugiej turze wyborów oraz lokalizacja tego wzrostu wskazywały na środowisko, które mogło być zainteresowane zwielokrotnieniem wykorzystania wydanych zaświadczeń. Wydaje się, że podjęta społeczna kontrola przebiegu wyborów uchroniła przed większą „dewastacją” demokratycznej procedury wyłaniania głowy państwa.

Wzrost liczby głosów nieważnych

Przy okazji tamtej analizy poczyniłem interesujące spostrzeżenia odnośnie do innego wątku. Chodzi o głosy nieważne. W „Protokole” PKW z drugiej tury wyborów w 2025 r. podano, iż głosów nieważnych odnotowano 189 294. Jest to znaczący, bo aż o 120 proc., wzrost w porównaniu z liczbą głosów nieważnych w pierwszej turze wyborów (było ich 85 813). Tak duży wzrost głosów nieważnych staje się tym bardziej niepokojący, jeśli porówna się go ze wzrostem liczby wyborców uczestniczących w wyborach w drugiej turze w odniesieniu do pierwszej tury (wynosi on tylko 6,8 procent).

Jeszcze większe zdziwienie może wywołać porównanie innych danych dotyczących głosów nieważnych. W protokołach rozróżnia się głosy nieważne z powodu umieszczenia na karcie wyborczej więcej niż jednego znaczka X oraz z powodu niewskazania żadnego kandydata. W pierwszej turze niedawnych wyborów 25 574 wyborców umieściło na karcie więcej niż jeden X, w drugiej zaś było ich aż 101 845.

Nastąpił więc wzrost o 300 proc. wyborców, którzy przyszli głosować po to, aby postawić dwa znaczki X, czyniąc w ten sposób swój głos nieważnym. Jaki więc był cel ich udziału w wyborach? Czy mogło być tak, że część z nich zagłosowała prawidłowo, zaznaczając na karcie jeden X, ale ktoś mający dostęp do karty już po oddaniu głosu przez wyborcę mógł „dopisać” drugi znaczek X przy drugim kandydacie? Wydaje się, że mogło to nastąpić jedynie podczas procedury zliczania głosów, czyli przez kogoś z obwodowej komisji wyborczej. W jakim celu mógł to zrobić? Przykładowo wtedy, gdy wskazany przez wyborcę kandydat nie był tym, którego popiera liczący głosy.

Preferencje polityczne członków komisji można było poznać przez symboliczny gadżet – czerwone korale, używane przez kandydatkę, która przed drugą turą jednoznacznie poparła Rafała Trzaskowskiego. Widziałem fotografie zamieszczane w mediach, gdzie nawet mężczyzna – członek komisji, siedział za stołem w obwodowej komisji z takimi koralami na szyi. Było to naruszenie Kodeksu wyborczego, który zabrania jakiejkolwiek identyfikacji członków komisji obwodowej ze środowiskami popierającymi kandydatów.

Być może te wywody idą zbyt daleko, ale liczby przywołane wyżej w pewnym stopniu na to pozwalają. Dziwnym też trafem ta nieumiejętność głosowania jest znacząco większa w obwodach w dużych miastach.

Niepokojący trend

W celu porównania warto spojrzeć na liczby odpowiadające pierwszej i drugiej turze głosowania w niedawnych wyborach w odniesieniu do kart, na których nie postawiono żadnego znaczka X. Liczba takich kart w drugiej turze (87 440) wzrosła w stosunku do pierwszej tury (60 239) jedynie o 45 proc., gdy w odniesieniu do kart z dwoma znakami X ten wzrost – przypomnę – wynosi aż 300 procent.

Kiedy wydawało się, że tę analizę wyników mogę zakończyć, pojawiły się nowe spostrzeżenia. Powstały one przy porównywaniu wyników obecnych wyborów prezydenckich z wcześniejszymi, tzn. z 2020 r. Już w poprzednim opracowaniu wskazałem na pewne podobieństwo odnośnie do trendów ujawniających się w porównaniu pierwszej i drugiej tury wyborów prezydenckich w latach 2020 i 2025.

Warto, w uzupełnieniu tamtych danych, przywołać tu wielkości występujące w protokołach PKW z głosowania w 2020 r., dotyczące głosów nieważnych. Takich głosów w pierwszej turze wyborów w 2020 r. było 58 301, z tej liczby 20 071 było nieważnych z powodu postawienia więcej niż jednego znaczka X na karcie wyborczej. W drugiej turze wszystkich głosów nieważnych było 177 724, co stanowi wzrost o ponad 300 proc. w porównaniu z pierwszą turą. W odniesieniu zaś do głosów nieważnych z powodu postawienia więcej niż jednego znaczka X na karcie wyborczej, było ich aż 102 453, co stanowi 510 proc. głosów z pierwszej tury.

Widać wyraźnie, że opisane przy prezentacji danych z wyborów w 2025 r. zjawisko wzrostu tych parametrów w drugiej turze w stosunku do pierwszej tury nie jest nowością. Wystąpiło już wcześniej.

Próby podważenia wyborów

W kolejnych dniach po wyborze nowego Prezydenta RP w mediach zaczęły się pojawiać informacje o wystąpieniach polityków, które świadczą o zamiarze podważenia wyników głosowania. Pierwszy sygnał odnosił się do Komisji Wyborczej nr 95 w Krakowie (przewodniczącym był Stanisław Brzozowski), która zgłosiła, iż błędnie wpisała do protokołu wyniki. Liczbę głosów uzyskanych przez Karola Nawrockiego przypisano Rafałowi Trzaskowskiemu.

Jest to pomyłka zupełnie nieistotna w odniesieniu do wyniku końcowego wyborów, ale wywołała kolejne dywagacje typu: „trzeba ponownie przeliczyć głosy”. To zaś spowodowało następne pomysły, aby przeliczaniem objąć protokoły innych obwodowych komisji zgłaszanych przez polityków. Realizacja takiego pomysłu może prowadzić do chaosu w państwie. Jeden przypadek zgłoszony przez samą 10-osobową komisję obwodową nie może stanowić podstawy do weryfikowania innych wyników, które nie spodobały się komuś.

Muszę tu także stanowczo zaznaczyć, iż moje uwagi nie wiążą się z jakąkolwiek wątpliwością co do rezultatów wyborów. Wręcz przeciwnie, mogą świadczyć o tym, że zwycięstwo mogłoby być jeszcze wyższe. Wskazuję przede wszystkim na potrzebę dopracowania i stosowania przez obwodowe komisje weryfikacji zaświadczeń do głosowania w celu uniemożliwienia ich kilkukrotnego użycia. Moim celem jest też uwrażliwienie członków komisji na przestrzeganie zapisów zawartych w dokumentach opisujących ich pracę. W szczególności zasady wspólnego liczenia głosów.

Pożyteczna aplikacja

Na zakończenie jeszcze jeden wniosek, który wynika z analiz. Porównałem liczbę wyborców korzystających z prawa do głosowania na podstawie zaświadczeń w wyborach w 2020 r. i wyznaczyłem wskaźnik zwiększenia tej liczby w drugiej turze w porównaniu z pierwszą turą. Wyniósł on 2,7. Przypomnę, że wtedy (w 2020 r.) nie prowadzono w komisjach weryfikacji ewentualnego wcześniejszego wykorzystania zaświadczeń.

Wskaźnik ten zastosowałem do wyborów w 2025 r. Na podstawie liczby zaświadczeń z pierwszej tury mogłem wyznaczyć prognozowaną liczbę osób z zaświadczeniami w drugiej turze. Ustaliłem, że gdyby bez weryfikacji stosowano zaświadczenia, to mogłoby być takich osób aż 851 858. W rzeczywistości (to wynika z protokołów) przybyło do obwodowych komisji w 2025 r. 531 416 takich osób. Tę liczbę uznaję za wymierną korzyść z zastosowania aplikacji weryfikującej prawidłowe wykorzystanie zaświadczeń. Tego właśnie chciała zabronić sędzia Julia Kuciel z Gdańska. A to już mogło całkowicie zmienić wynik wyborów.

Powyższe przeliczenie należy traktować jako informację o tym, co mogło się stać, gdyby nie upowszechniono informacji o możliwości weryfikowania zaświadczeń w obwodowych komisjach wyborczych. Trzeba więc, radując się wynikami wyborów, dostrzec trudną pracę licznej grupy społeczników czuwających nad zapewnieniem kontroli przebiegu głosowania i udział niektórych mediów w upowszechnieniu informacji o weryfikowaniu zaświadczeń.

prof. Janusz Kawecki/„Nasz Dziennik”/radiomaryja.pl

drukuj