fot. M.Marek

Uczestniczymy w misji Jezusa Chrystusa

Z o. Januszem Sokiem CSsR, przełożonym Prowincji Warszawskiej Redemptorystów i jednocześnie przewodniczącym Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich w Polsce, rozmawia Izabela Kozłowska

Zgromadzenie Najświętszego Odkupiciela obchodzi dziś 281. rocznicę założenia. Dlaczego zakładane są zakony?

– To niezwykłe, jaką fantazję ma Bóg w docieraniu do człowieka. Na ile dróg wychodzi, by go spotkać. I wszystko tylko po to by powiedzieć – człowieku nie jesteś sam, nie żyjesz przypadkowo, twoje życie ma powód, sens i cel. Zakony powstają jako rozpoznanie tej fantazji Boga, tej chęci mówienia do człowieka, spotykania go na bezdrożach i w tłumie wielkich miast, w jego zagubieniu lub pozornej zaradności. Zakony z całym kolorytem swoich charyzmatów, tak różnorodne i uzupełniające się nawzajem, są po to, by choć trochę odpowiedzieć na tę Bożą kreatywność.

Święty Alfons Maria Liguori, biskup i doktor Kościoła, zakładając zgromadzenie wskazał jego członkom konkretne zadania apostolskie. W czym pośród innych zakonów męskich przejawia się ten charyzmat ojców i braci redemptorystów?

– W dniu 9 listopada redemptoryści Bogu dziękują za św. Alfonsa Liguori, założyciela zgromadzenia zakonnego. Po blisko trzech wiekach istnienia jesteśmy obecni na wszystkich kontynentach, głosimy słowo Boże ludziom opuszczonym i ubogim. Taki był pierwotny zamysł Boży, tak go rozpoznał o. Liguori. Mamy głosić słowo Dobrej Nowiny. Chcemy czynić to w taki sposób, by pomagać ludziom zbliżyć się do Boga, a tym samym i do siebie. Mamy nieść słowo wyzwolenia i odkupienia. Tym Słowem jest sam Jezus, to Jego głosimy, Jezus Chrystus – Przyjaciel i Odkupiciel człowieka, każdego człowieka.

Jak dziś prezentuje się zgromadzenie zakonne, założone niemal trzy wieki temu?

– To potrzebne pytanie. Każdy człowiek powinien od czasu do czasu je usłyszeć – w którym momencie życia jestem? dokąd doszedłem? dokąd zmierzam? Zgromadzenie zakonne to wspólnota, organizm osób, które razem żyją, planują, przeżywają wzloty i trudności. Gdzie więc jesteśmy, my redemptoryści, założeni w XVIII w. przez św. Alfonsa Liguori, człowieka tak ciekawego intelektualnie i duchowo, wrażliwego i odważnego, wybiegającego poza swą epokę? Jest nas dziś wielu – ponad 5 tysięcy, pracujemy w wielu krajach, na wszystkich kontynentach, w jednych rejonach świata przeżywamy rozkwit, w innych natomiast wymieramy i zamykamy swoje domy zakonne. Niewątpliwie jednak, biorąc pod uwagę wszystkie aspekty, jesteśmy w dobrym momencie naszej historii, czujemy się ciągle potrzebni Bogu i Kościołowi. Nasz charyzmat ciągle jest aktualny.

W jaki sposób dziedzictwo historii określa działalność redemptorystów współcześnie?

– Kształt zgromadzenia zakonnego nie został nam dany przez założyciela gotowy, ściśle określony i skończony raz na zawsze. On dojrzewa wraz z nowymi pokoleniami osób, które przekraczają furtę klasztorną, wnosząc swoje talenty, oczekiwania, marzenia, pasje i talenty, otwarte głowy i serca. Oblicze zgromadzenia zakonnego, to nie obraz z minionych epok, spisany w zakurzonych kronikach, lecz żywi zakonnicy. Życie charyzmatem zakonnym to ciągle świeża odpowiedź na zaproszenie Boga, który troszczy się ustawicznie o dobro odkupionych przez siebie ludzi. W każdym momencie historii trzeba więc stawiać pytanie, czy styl naszego życia i apostolstwa odpowiada potrzebom dzisiejszych ludzi. Czy odpowiadamy na wyzwania Kościoła, aktualne biedy ludzkie, pomagamy niezaradnym, czy też – obrażeni na grzeszność świata – zajmujemy się tylko swoimi sprawami, nawet zbożnymi, lecz mało zrozumiałymi i mało znaczącymi dla ludzi nam współczesnych. Charyzmat zakonny żyje więc w sercach i umysłach ludzi, a nie jest martwą literą, pięknie przed laty zapisaną. Charyzmat nie znosi lęku, uprzedzeń, intelektualnego „zasiedzenia”, wygody duchowej. Woli raczej niepokój i niedosyt. Tętni życiem i ciągłą świeżością w spotkaniu z ludźmi różnych czasów, kultur i zwyczajów.

Jakie wyzwania stawia Kościół i współczesny świat przed redemptorystami?

– Jestem przekonany, że my redemptoryści jesteśmy jeszcze potrzebni Bogu i człowiekowi, że w życiu i słowie każdego z nas charyzmat założyciela nabiera szczerych i żywych rumieńców. Prosimy Boga codziennie, by dawał odwagę i moc słowu, które głosimy z ambon na misjach i rekolekcjach, szepczemy w konfesjonałach, mówimy do mikrofonu radiowego. By to słowo było zawsze na miarę człowieka, który go słucha, by podnosiło go ku sprawom ducha, dawało nadzieję. Naszą misją nie jest przekonywanie kogokolwiek do przyjęcia określonego poglądu na sprawy świata, lub sposobu myślenia. Naszą misję rozumiemy jako uczestniczenie w misji Jezusa Chrystusa, którą On się z nami dzieli. Świadomość, że On nas potrzebuje, by docierać do serc ludzkich, daje głębokie poczucie sensu w życiu. A wypatrywanie Twarzy Jezusa w biednych i ubogich inspiruje do podejmowania nowych inicjatyw.

W Polsce redemptoryści często są kojarzeni z Radiem Maryja.

– To prawda. W Polsce jesteśmy znani głównie z Radia Maryja i Telewizji Trwam. Oceniam, że zaangażowanie w ewangelizację przez środki społecznego komunikowania to ważna i wpisująca się ze wszech miar w charyzmat Zgromadzenia misja. Bogu dziękuję, że mogę być przełożonym Prowincji Warszawskiej w czasach, gdy dzieła te są ukorzenione, potrzebne i – co słyszę często – cenione we współczesnym kolorycie medialnym.

Obchodzenie jubileuszu kieruje uwagę na historię. Ale jest też okazję do stawiania pytań o przyszłość. Jakie plany mają redemptoryści na najbliższe lata?

–  Jesteśmy obecni w wielu środowiskach, ewangelizujemy w różny sposób. Pracujemy na misjach w ubogich zakątkach świata, ale i w betonowych centrach wielkich miast, na uczelniach, ale i jako niezmordowani wędrowcy po stepach i górach, w drodze do odosobnionych gdzieś tam wspólnot w krajach misyjnych. Mamy plany by iść w nowe miejsca, gdzie widzimy potrzebę niesienia Ewangelii, jak choćby na Białoruś, Ukrainę czy do Albanii. Ciągle widzimy potrzebę szukania nowych sposobów głoszenia słowa. To są współczesne wyzwania, które stawia Bóg dzisiaj przed nami. Mam jednak wrażenie, że te sprzed 100 lat i te za 100 lat będą w gruncie rzeczy podobne.

Kontekst świętowania 281. rocznicy powstania zgromadzenia tworzą kończący się Rok Wiary, przeżywany w Kościele powszechnym i Rok Promocji Misyjnego Powołania, przeżywany we wspólnotach redemptorystów na całym świecie. Jakie znaczenie ma ten fakt dla redemptorystów?

– Te dwa wydarzenia stały się dla nas mobilizacją do modlitwy zarówno w naszych wspólnotach, jak i do zapraszania wiernych do współudziału w tym dziele. Wiarą można się dzielić pod warunkiem, że się ją przeżywa autentycznie szczerze i z radością. Podobnie z powołaniem, które jest przecież przeżywaniem życia w wierze.

Promocja powołania zaczyna się od siebie, od modlitwy wdzięczności za własne powołanie, od prośby byśmy potrafili przeżywać swoje życie blisko Boga i dla Boga. Następnie przechodzimy do modlitwy za młodych ludzi, by mieli odwagę uwierzyć, że warto pójść za głosem powołania. Bogu dziękujemy za każdego młodego człowieka, który w tych niełatwych czasach zdecydował się na drogę życia zakonnego. To Boża sprawa i Jego działanie w sercach tych ludzi. Dla nas nowe powołania to potwierdzenie, że jesteśmy Bogu potrzebni z naszym stylem życia i głoszenia Ewangelii.

Ostatnie statystyki wskazują na wyraźny wzrost powołań do życia zakonnego oraz kapłańskiego. Można widzieć w tym jeden z owoców Roku Wiary. Równocześnie jesteśmy świadkami nasilonej krytyki pod adresem Kościoła i osób wierzących, oskarżeniami o grzech. To poważnie zagrozi nowym powołaniom kapłańskim i zakonnym?

– Problem grzechu jest to sprawa często bolesna, trudna, zawsze wstydliwa – ale jednak ludzka. Grzech może też gorszyć, zwłaszcza gdy dotyczy osób, którym ufamy. Ale przecież my wierzymy w świętość Boga, a nie w nieskazitelność człowieka. W tropieniu i piętnowaniu grzechu trzeba więc zachować zdrowy rozsądek i mądrość wiary. Niektóre zarzuty dotyczące członków Kościoła, wypowiadane w mass mediach z dużym hałasem i nierzadko cynizmem, dotyczą bolesnej i wstydliwej prawdy o grzechu konkretnych osób. Są jednakże sytuacje, gdy pewne zdarzenia czy wypowiedzi obrastają w tak bardzo rozbudowane i daleko idące komentarze, iż w medialnej wrzawie prawda i dobro osób przegrywają z poszukiwaniem sensacji i pochopnym wydawaniem wyroków. Świadomość tego, jak funkcjonują dziś media, pomoże nam powściągnąć skłonności do skrajnych opinii w którąkolwiek stronę.

Wydaje się, że młodzi ludzie – krytyczni przecież z natury – zachowują zdrowy rozsądek, który podpowiada im, że Kościół jednak nie jest siedliskiem zła i obłudy. To wspólnota ludzi, a więc grzeszników. Wspólnota, która zna smak upokorzenia przez grzech, ale też zna nade wszystko radość nawrócenia. To wspólnota ludzi kochających Boga, który jest sprawiedliwy i wzywa do życia w prawdzie. A zarazem Boga, który jest miłosierny i daje nadzieję – każdemu! Nie odtrąca, nie drwi, nie odrzuca. Nie ma człowieka, którego chciałby odepchnąć i wyrzucić na śmietnik. W tym świecie, w którym przyszło nam żyć, a który przecież sami sobie tworzymy, potrzeba nam Bożego widzenia spraw. Sądzę więc, że młodzi ludzie, którzy decydują się na drogę powołania kapłańskiego czy zakonnego, potrafią w takiej realistycznej a zarazem ewangelicznej perspektywie widzieć drogę życiowego powołania.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj