fot. Monika Bilska

[TYLKO U NAS] Red. M. Miśko: Jeżeli coś jest na rękę Niemcom, albo zabiegają oni o to, żeby w Polsce coś nie powstało, to oznacza, że musi to w Polsce powstać. To stara prawda, która towarzyszy nam od setek lat

Nam Polakom, polskim przedsiębiorcom, patriotom powinna przyświecać jedna myśl i płaszczyzna, na której powinniśmy operować. Jest to płaszczyzna polskiego interesu narodowego. Jeżeli coś jest na rękę Niemcom, albo zabiegają oni o to, żeby w Polsce coś nie powstało, to oznacza, że musi to w Polsce powstać. To stara prawda, która towarzyszy nam od setek lat – wskazał redaktor Marek Miśko, członek fundacji Polska Ziemia, w programie „Wieś to też Polska” na antenie TV Trwam.

Redaktor Marek Miśko, członek fundacji Polska Ziemia, zwrócił uwagę na wartość kierowania się polskim interesem narodowym w gospodarce.

– Nam Polakom, polskim przedsiębiorcom, patriotom powinna przyświecać jedna myśl i płaszczyzna, na której powinniśmy operować. Jest to płaszczyzna polskiego interesu narodowego. Jeżeli coś jest na rękę Niemcom, albo zabiegają oni o to, żeby w Polsce coś nie powstało, to oznacza, że musi to w Polsce powstać. To stara prawda, która towarzyszy nam od setek lat. Kiedy widzę możliwości rozwoju Polski na różnych płaszczyznach i słyszę, że mleko, drób, jaja, futra są głównymi produktami eksportowymi do Chin, a docierają do nas później z działających na terenie Polski mediów czy organizacji aktywistycznych przekazy, że Polacy nie powinni rozwijać kierunku chińskiego, to ja nie widzę powodu, aby Polska miała z chińskiego rynku rezygnować. Bardzo często jesteśmy rozgrywani w wielu miejscach dlatego, że bardzo często nie myślimy aksjomatem polskim, czyli zamiast dostrzegać polski interes narodowy, Polska musi za wszelką cenę pokazywać światu, jaka to jest praworządna – wskazał członek fundacji Polska Ziemia.

Gość programu „Wieś to też Polska” zwrócił uwagę na fakt, że polski rząd powinien udzielić wsparcia przedsiębiorcom, którzy uruchamiają nowe rynki, przyciągając do Polski zagraniczny kapitał.

– Powinno być wsparcie rządu polskiego wobec wszystkich przedsiębiorców, którzy uruchamiają nowe rynki i przyciągają do naszego kraju pieniądze z zewnątrz w postaci obcej waluty. To jest eksport. Jeżeli będziemy dużo eksportować, sprzedawać za granicę, to będziemy przyciągać do naszego kraju realne pieniądze, które staną się potem elementem napędzającym gospodarkę. To, co przyciągniemy, wydamy w naszym kraju (…). Dobrze by było, gdyby służby państwowe, tak jak w innych krajach zachodnich, kiedy przedsiębiorcy rozpoczynają potężne inwestycje za ogromne pieniądze, aby służby państwowe objęły parasolem ochronnym i kontrwywiadowczym tego typu inwestycje, bo wiemy, że licho nie śpi – powiedział gość TV Trwam.

Członek fundacji Polska Ziemia odniósł się także do ostatnich zarzutów polskojęzycznych mediów, które są w rękach niemiecko-szwajcarskich, odnośnie rzekomej wadliwości karabinka [MSBS]. Więcej [tutaj].

– Zaczął przeszkadzać wtedy, kiedy ukraińska armia ogłosiła przetarg na zakup 50 tysięcy sztuk karabinka bojowego, a wystartowali w nim Polacy oraz Niemcy. Natychmiast niemieckie media rozpoczęły atak na polską fabrykę. Okazało się, co powtarzają polscy eksperci, że MSBS jest świetnym karabinkiem, który cały czas jest udoskonalany. Ukraińcy już zaczęli się zastanawiać, czy kupić od Polaków czy od Niemców. To samo dzieje się w rolnictwie, dlatego tak ważne jest, aby istniały polskie media reprezentujące polski interes narodowy, a nie takie, które będą nakręcać spiralę nienawiści wymierzoną w polską gospodarkę – wskazał red. Marek Miśko.

W ciągu ostatnich 3 miesięcy hodowcy norek apelowali 7 razy do Grzegorza Pudy, ministra rolnictwa, prosząc o spotkanie. Dopiero teraz resort rolnictwa podjął prace nad wpisaniem hodowców norek do pakietu odszkodowawczego.

– Dochodzą nas słuchy, że w resorcie rolnictwa trwają pospieszne prace, żeby wpisać tych rolników do pakietu odszkodowawczego, ale żeby uporządkować tę sprawę, należałoby zacząć od tego, że hodowcy zwierząt na futra od grudnia ubiegłego roku już 7 razy wysyłali pismo do ministra rolnictwa z prośbą o spotkanie, wiedząc, że koronawirus może zagrażać ich zwierzętom. Obecna ustawa o zwalczaniu chorób zakaźnych pokazuje, które zwierzęta podlegają kontroli, i u których choroby zakaźne będą zwalczane z urzędu. Norki amerykańskiej na tej liście nie ma, natomiast norka została wpisana w rozporządzenie, które nie jest aktem wyższym niż ustawa. Powoduje to pewien paradoks, który sprawia, że w świetle prawa lekarze powiatowi weterynarii na podstawie rozporządzenia muszą i są zobowiązani do wykrywania tego wirusa u norek amerykańskich, natomiast samym hodowcom nie gwarantuje to odszkodowań. Dochodzi do sytuacji, w której wszyscy rolnicy hodujący norkę amerykańską na futra mogą być pozbawieni swojej własności bez udzielenia im odszkodowań – podkreślił gość TV Trwam.

radiomaryja.pl

drukuj