fot. tv trwam

[TYLKO U NAS] M. Miśko: Problemem organizacji ekologicznych jest to, że natrafili na ludzi, którzy bronią hodowli i są katolikami z twardymi kręgosłupami moralnymi

Problemem organizacji ekologicznych jest to, że oni natrafili na ludzi, którzy bronią hodowli i są katolikami z twardymi kręgosłupami moralnymi, czyli wyznają konkretne wartości i patrzą znacznie dalej niż mógłby patrzeć ktoś, kto nie interesuje się danym tematem – powiedział Marek Miśko z Fundacji Polska Ziemia w programie „Rozmowy niedokończone” w TV Trwam.

Marek Miśko zaakcentował, że istnienie pojedynczych złych hodowli zwierząt na futra nie stanowi realnej przyczyny do tego, żeby zakazać całkowicie tego rodzaju gospodarstw.

– W Polsce, tak jak w każdej innej branży, innym zawodzie, znajdują się po prostu złe i dobre postaci. Są też złe i dobre gospodarstwa z tym, że tych złych jest promil. Hodowcy zwierząt na futra w Polsce, którzy jeszcze do niedawna, bo 2 lata temu, eksportowali swój produkt w 99 proc., a na eksporcie opiera się siła gospodarki, nie na produkcji wewnętrznej, bo to eksport jest jednym z najważniejszych wskaźników potęgi gospodarczej danego kraju, polscy hodowcy eksportowali za 2 miliardy złotych produktu. Rynek jest elastyczny, więc to się zmienia, ale dzisiaj jest to mniej i te słabsze gospodarstwa są pokazywane przez organizacje ekologiczne jako powód do zamknięcia wszystkich innych – wyjaśnił przedstawiciel Fundacji Polska Ziemia.

Kolejni ministrowie rolnictwa stoją w obronie hodowli zwierząt na futra, bo znają się na rolnictwie – podkreślił gość TV Trwam.

– Wiedzą, że na przykład hodowla zwierząt na futra jest opłacalna z tego względu, iż utylizuje odpady pozwierzęce, czyli z drobiu czy pozostałości przetwórstwa rybnego. Hodowcy to odkupują i zamieniają w karmy dla swoich zwierząt. Jeżeli tego nie będą skupowali, to drób nie zarobi, przetwórstwo rybne nie zarobi, ale będą musieli zapłacić za zutylizowanie tych produktów w spalarniach, które należą w 95-97 procentach do Niemiec i to jest jedna sprawa. Druga jest natomiast taka, że szacuje się iż 70 proc. użytków rolnych w Polsce to są użytki, na których jest zasiewane zboże, które nie jest przeznaczone do użytku przez człowieka, bo takie mamy w Polsce gleby, więc co się dzieje z tymi 70 proc. tego, co Bóg nam dał w postaci plonów? Otóż są zamieniane na paszę dla kolejnych gatunków zwierząt między innymi dla hodowli zwierząt na futra – mówił Marek Miśko.

Gość „Rozmów niedokończonych” jasno wskazał, co stanowi problem organizacji ekologicznych.

– Problemem organizacji ekologicznych jest, powiedzmy sobie tak, że widzowie i słuchacze są przyzwyczajeni w mediach do tego, że jak rozmawia się o obronie konkretnej branży rolnictwa, to przyjdą ludzie, którzy będą przedstawiali nie tylko cyfry, tabelki i statystyki, ale będziemy rozmawiać o tym, dlaczego to jest tak ważna gałęź rolnictwa, natomiast problemem tych organizacji jest to, że oni natrafili na ludzi, którzy bronią tych hodowli i są katolikami z twardymi kręgosłupami moralnymi, czyli wyznają konkretne wartości i patrzą znacznie dalej niż mógłby patrzeć ktoś, kto nie interesuje się danym tematem. Widzimy, że jest to konkretna tendencja działająca w inżynierii społecznej i ekologia jest tylko jednym z elementów, który ma wprowadzić tę inżynierię w życie, czyli dehumanizacja człowieka i humanizacja zwierząt – podsumował Marek Miśko.

radiomaryja.pl

drukuj