fot. TV Trwam

[TYLKO U NAS] Ks. R. Cyfka: Polscy misjonarze na Bliskim Wschodzie zostają z potrzebującymi do końca

Oni mogliby uciec, zostawić tych ludzi i ratować siebie, a jednak misjonarze zostają do końca – mówił w piątek na antenie Telewizji Trwam w programie „Polski punkt widzenia” ks. Rafał Cyfka z Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

Gość Telewizji Trwam wskazał, że „dzisiaj misjonarze to w większości Polacy, którzy są w różnych zakątkach świata, często w miejscach bardzo niebezpiecznych, gdzie toczą się konflikty i jest skrajne ubóstwo”. Oni są tam przy ludziach nie dla jakiegoś zysku, ale dlatego, żeby ludziom po prostu towarzyszyć – dodał, przywołując przykład brata Damiana, który posługuje w Nigerii w 16-tysięcznej wiosce, gdzie ludzie mówią czteroma językami i mają problem ze zrozumieniem siebie nawzajem.

– Brat Damian zakłada szkołę i uczy dzieci języka angielskiego, aby potrafiły się ze sobą porozumieć. Ten młody zakonnik pomaga leczyć się ludziom, ponieważ do wioski nie dociera lekarz. Kiedy przyjechał do Polski na urlop, udał się do Łodzi, aby pobierać kursy położnictwa, by móc odbierać porody, bo nie ma kto tam tego robić. To pokazuje, że nie chodzi tylko o uczenie pacierza, ale to przede wszystkim towarzyszenie tym ludziom w każdym momencie. To jest niesamowita rzecz, którą robią Polscy misjonarze – zaznaczył duchowny.

Powiedział, że na misjonarzy urządza się „polowania”, ponieważ „to najczęściej biali ludzie, za którymi ktoś się wstawi i za nich zapłaci, więc są łakomym kąskiem do tego, aby wziąć ich do niewoli”.

– Oni mogliby uciec, zostawić tych ludzi i ratować siebie (…) a jednak misjonarze zostają do końca. Przykładem jest RPA, gdzie konflikt trwał w 2013 oraz 2014 roku. Polscy misjonarze zostają z ludźmi do końca, mieszkają w lepiankach pod ziemią. (…) Kiedy tylko przycichła sprawa, wychodzą na zewnątrz, zabierają rannych i organizują pomoc dla tych ludzi. Są z nimi cały czas – akcentował.

Ks. Rafał Cyfka zauważył, że ludzie „nie rozumieją złożoności sytuacji, która dzieje się dzisiaj na świecie i nie doświadczyli tego, co to znaczy wojna, odebrać komuś dom czy wygnać kogoś z kraju”.

– Bardzo wielu ludzi nie chce uciekać i być stamtąd zabieranych, więc jak nie pomagać tamtym ludziom? W Polsce była dyskusja (…) jak czują się ci, którzy mówią o pomaganiu na miejscu, skoro na ich głowy spadają bomby. To pokazuje głębokie niezrozumienie tego, co się dzieje, ponieważ pomoc na miejscu nie jest skazywaniem kogoś na spadające bomby – zaznaczył.

Członek Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie powiedział, że pomimo wojny, w samym Aleppo „działa potężny uniwersytet, do którego uczęszczają młodzi ludzie”. Ludzie przyzwyczaili się do wojny – dodał.

– To może się nam wydawać abstrakcyjne – spadające bomby i normalne życie na uniwersytecie, ale tak jest. Ludzie przyzwyczaili się do wojny, która trwa już ósmy rok. Tam pomoc na miejscu jest ważna. Młody student odbierał od nas pieniądze, aby opłacić czesne za kolejne miesiące studiowania. (…) Miał wtedy 22 lata i wypowiedział słowa, które mnie zszokowały: „Ja dzięki tym pieniądzom nie muszę zabijać ludzi” – akcentował ks. Rafał Cyfka.

RIRM

drukuj