[TYLKO U NAS] Ks. H. Zieliński: Zwłoka z ujawnieniem prawdy o M. Lisińskim nie była przypadkowa. Oszukano Papieża
Zwłoka związana z ujawnieniem prawdy o Marku Lisińskim nie była przypadkowa. Już znacznie wcześniej wiadomo było, że pan Lisiński jest osobą niewiarygodną. Przed wyborami do europarlamentu w mediach nie ukrywano nadziei na to, że uderzenie w Kościół osłabi wyniki partii rządzącej – wskazał ks. Henryk Zieliński, redaktor naczelny tygodnika „Idziemy”, podczas „Aktualności dnia” w Radiu Maryja.
W artykule „Oszukali Papieża” zamieszczonym na łamach tygodnika „Idziemy”, ks. Henryk Zieliński odniósł się do sceny, podczas której Ojciec Święty całuje dłonie Marka Lisińskiego, rzekomej ofiary wykorzystania seksualnego przez kapłana. Zdjęcia z tego spotkania błyskawicznie obiegły medialny rynek. Redaktor naczelny podkreślił, że papież Franciszek został świadomie oszukany. [czytaj więcej]
– Niestety. Ja wiem, że brzmi to jako bardzo mocne oskarżenie, zwłaszcza że chciałoby się, żeby ze względu na szacunek dla Ojca Świętego to, co mu się przedstawia – było zgodne z prawdą. Oskarżenie jest wymierzone zarówno w tych, którzy do papieża Franciszka zawieźli pana Marka Lisińskiego, jak i tych, którzy zorganizowali to spotkanie. Dotyczy to zarówno polskich parlamentarzystów, chociażby pani Joanny Scheuring-Wielgus; dotyczy to pani, która jest odpowiedzialna za komisję ds. kultury w Warszawie, pani Agaty Diduszko, ale dotyczy to również – mówię to z największym bólem – pewnych duchownych, którzy to spotkanie z Ojcem Świętym ułatwili. Sprawa nie poszła przez oficjalne kanały dyplomatyczne i przez Sekretariat Stanu Stolicy Apostolskiej, przez polską ambasadę ani przy Watykanie, ani przy Włoszech – wyjaśnił redaktor naczelny tygodnika „Idziemy”.
Autorzy artykułów ukazujących się m.in. w „Gazecie Wyborczej” o braku wiarygodności osoby Marka Lisińskiego wiedzieli już dużo wcześniej. Katarzyna Włodkowska, autorka jednego z tekstów i Agata Diduszko posprzeczały się nt. publikacji tekstu o Marku Lisińskim w „GW”.
– Działacze związani z fundacją „Nie lękajcie się” chcieli mieć czas na to, żeby wcześniej usunąć Marka Lisińskiego z funkcji prezesa tejże fundacji, a dopiero potem, żeby poszedł tekst do publikacji. W korespondencji między sobą, którą ujawniły obie panie, wyszło, że znacznie wcześniej wiadomo było, że pan Lisiński jest osobą niewiarygodną. Natomiast mimo wszystko, kiedy do emisji w internecie poszedł film pana Sekielskiego, jeszcze praktycznie przez dwa tygodnie pana Lisińskiego traktowano jako osobę reprezentatywną dla całej sprawy wykorzystania seksualnego w Kościele i jako autorytet w tej kwestii. Cały czas był zapraszany do mediów, cały czas wypowiadał się na ten temat, podczas gdy już wiadomo było, że ci, którzy jeszcze go lansowali – wiedzieli, że jest to osoba niewiarygodna. Jak sama pani Włodkowska przyznaje, wątpliwości nt. pana Marka Lisińskiego nabrała w listopadzie ubiegłego roku, bo wtedy rozpoczęła się praca nad artykułami, które zostały opublikowane – mówił ks. Henryk Zieliński.
Przed wyborami do europarlamentu w mediach nie ukrywano nadziei na to, że uderzenie w Kościół osłabi wyniki partii rządzącej – dodał gość Radia Maryja.
– Liczono, że atak osłabi wyniki PiS, który w różnych sprawach dotyczących małżeństwa, rodziny, etyki seksualnej deklaruje zbieżność z nauczaniem Kościoła. Kościół mając do wyboru między dwiema największymi opcjami politycznymi w Polsce, wiadomo, że będzie bliżej opcji, którą prezentuje obecnie rządząca partia, niż tej, którą chce prezentować opozycja z edukacją seksualną dzieci praktycznie już od przedszkola, ze wspieraniem homoparady, z bluźnierstwami, z kpinami z naszych wartości oraz świętości (…). Nie była przypadkiem ani publikacja filmu braci Siekielskich, ani zwłoka (…) w ujawieniu prawdy o Marku Lisińskim – tłumaczył kapłan.
Cała rozmowa z ks. Henrykiem Zielińskim dostępna jest [tutaj].
RIRM



