Turcja ofiarą rosyjskich sankcji?

Wydarzenia na Ukrainie przesłoniły wybory w Turcji, które odbyły się pod koniec marca. Przybrały one formę referendum nad rządami obecnego premiera Recepa Tayyipa Erdogana, skonfliktowanego z USA i Izraelem, o czym pisałem w artykule „Nieczysta gra służb” na łamach „Naszego Dziennika”. Otóż od tamtego czasu sytuacja Turcji znacząco się zaostrzyła. Kraj ten boryka się z sankcjami gospodarczymi, formalnie nieogłoszonymi, lecz odczuwalnymi i mającymi wpływ na wybory zaplanowane w tym i przyszłym roku. Przykład turecki ukazuje siłę oddziaływania procesów finansowych na rozwój kraju otwartego na procesy globalistyczne. Przydatny jest on też do analizowania sposobu oddziaływania rynków kapitałowych ograniczających suwerenność krajów takich jak Rosja i Turcja, ale również i Polska.

Spadają nastroje społeczne

Mimo wygrania wyborów przez Partię Sprawiedliwości i Dobrobytu (AKP) premiera Erdogana, która zdobyła 46 proc. głosów w całym kraju i zwyciężyła w Istambule i Ankarze, wzmocnienia tureckiej liry o 2 proc. – do poziomu najwyższego od grudnia, oraz hossy giełdowej – indeks akcji wzrósł o 3 proc., Turcja stoi w obliczu długoterminowego kryzysu finansowego. Będzie on pochodną jej powiązania z rynkami kapitałowymi Zachodu.

77-milionowe społeczeństwo doświadczyło w czasie dwunastoletnich rządów AKP wzrostu gospodarczego wynoszącego przeciętnie ponad 5 proc. corocznie i w efekcie stało się – z ponad 800 mld USD (1,167 bln USD według siły nabywczej) – siedemnastą gospodarką na świecie. Mimo tych sukcesów zacieśnienie polityki pieniężnej USA już sprawiło, że o ile w latach kryzysowych 2010-2011 wzrost wynosił 9 proc. PKB, to w zeszłym roku zwolnił do 4 procent. Mało tego, tegoroczne przewidywania analityków Bloomberga wieszczą kolejny spadek do poziomu 2,25 procent. Wyniki wyborów wskazują, że mimo demonstracji ulicznych, przecieków tajnych narad do YouTube i Twittera nie udało się Zachodowi odsunąć krytykowanego przywódcy od władzy. Mało tego, narasta przekonanie, że w sierpniowych wyborach zostanie on wybrany na prezydenta. Niemniej staje się niemal pewne, że długoterminowo sankcje osiągną swój cel i gospodarka turecka utraci swój impet, pogarszając nastroje społeczne.

Na garnuszku Zachodu

Wynika to z faktu, że do zeszłego roku Turcja z jednej strony wykorzystywała dywidendę niezależności, a z drugiej strony, utrzymując formalną pozycję sojuszniczą, finansowała swój rozwój, wykorzystując kapitał światowy. Finansując olbrzymie inwestycje infrastrukturalne, mimo kryzysu, przyciągała inwestorów tworzących nowe miejsca pracy. Przy okiełznywaniu rozbuchanej korupcji poprzedniego systemu od 2003 roku spowodowało to dwukrotny wzrost dochodów na głowę mieszkańca. Doprowadziło to jednak do uzależnienia Turcji od światowego rynku kapitałowego. Wprawdzie zadłużenie budżetu wynosiło w 2013 r. zaledwie 36,6 proc. PKB, a deficyt budżetowy 2,1 proc., jednak ekspansja gospodarcza opierała się na eksplozji kredytowej sektora prywatnego finansowanej ze źródeł zagranicznych.

Jedynie w okresie 2008-2013 kredyty dla przedsiębiorstw i gospodarstw domowych podwoiły swój udział z 33 proc. PKB do 67 proc. PKB. Przy czym, o ile kredyt wewnętrzny wynosił 549,5 mld USD, o tyle bilans płatniczy w samym tylko roku 2013 miał deficyt w wysokości 58,35 mld USD i był spowodowany koniecznością obsługi deficytu majątkowego o skali 161 mld USD w zagranicznych inwestycjach bezpośrednich oraz 359,5 mld USD zadłużenia zagranicznego, jak i deficytu handlowego na poziomie 75 mld USD. Dlatego mimo znacznego eksportu usług posiadanie 118 mld USD rezerw walutowych okazało się niewystarczające w relacji do zagranicznego zadłużenia krótkoterminowego dominującego w strukturze zadłużenia, jak i skali 229 mld USD importu, stając się najniższym w grupie „kruchej piątki”. Wśród których – według „Financial Timesa” – rezerwy Rosji wystarczają na 14,7 lat zapotrzebowania zagranicznego brutto, przedostatniej Indonezji na 1,1 roku, a mającej ponad 7-procentowy najwyższy deficyt płatniczy Turcji zaledwie na 3,5 miesiąca.

Kryzys przyspiesza. Konflikt spowodowany aktywnością nieuzgodnioną z USA i Izraelem w Syrii, jak i współpracy gospodarczej z Iranem objętym sankcjami przez te kraje w oparciu o płatności w złocie.

Tego typu operacje bardzo korzystne dla Turcji nie byłyby możliwe bez wykorzystywania kontrolowanych przez państwo instytucji bankowych. Udzielają one 23 proc. wszystkich kredytów i korzystają z przywileju prowadzenia rachunków wszystkich instytucji kontrolowanych przez rząd. AKP doszło do władzy w efekcie kryzysu finansowego 2001 roku, po tym jak MFW wymógł na władzach m.in. prywatyzację banków państwowych po ich wysanowaniu (przejęciu ich złych kredytów). Wcześniej politycznie motywowane pożyczki tych banków sprawiły, że ich straty równały się 14 proc. PKB i wymagały przejęcia strat przez państwo na poziomie 28 mld USD. Rząd Erdogana nie wypełnił tego wymogu, jedynie upublicznił dwa z nich i sprawił, że stały się zyskowne, a strategię gospodarczą oparł o ich aktywności. W efekcie nastąpiła ekspansja systemu bankowego, którego całość aktywów w samym zeszłym roku wzrosła o ponad 26 proc., przy czym jedynie państwowy Ziratbank zanotował wzrost na poziomie średniej – 27 procent. Z pozostałych Vakifbank – o 40 proc., a Halkbank o 54 proc. – do poziomu 66 mld USD, dwukrotnie wyższego od tego z 2010 roku. To właśnie banki państwowe przodują w finansowaniu podmiotów, które przeprowadzają inwestycje infrastrukturalne, a Halkbank był tym, który rozliczał płatności Iranu w złocie, podważając skuteczność amerykańskich sankcji aż do czasu, kiedy Amerykanie nie rozszerzyli ich na operacje w złocie w lipcu ubiegłego roku.

Ucieczka kapitału

Tak znaczne oparcie się na finansowaniu zagranicznym musiało doprowadzić do kryzysu w sytuacji zadrażnienia stosunków z Zachodem. W efekcie utraty zaufania, falami nadchodzącej krytyki goszczącej na łamach zarówno „Financial Timesa”, „Wall Street Journal”, „The Economist”, jak i Bloomberga, przecieków z tajnych narad ministrów, samego premiera i zbuntowaniu się urzędników rekomendowanych przez przywódcę islamskiego ruchu imana Gulena rezydującego w Stanach Zjednoczonych w powiązaniu z zacieśnieniem monetarnym Fedu nastąpiło wycofywanie się kapitału z Turcji. Ucieczka kapitałów na tym etapie objawiła się skokiem rentowności bonów i obligacji rządowych, które osiągały poziomy dewastujące życie gospodarcze – np. 24 marca dwuletnie obligacje osiągnęły poziom rentowności 11,6 proc. (w ogarniętej kryzysem Hiszpanii wynosi on 0,692 proc.), przenosząc drożyznę kredytu na całą gospodarkę, a ryzyko kraju ustanawiając na poziomie przewyższającym poziom Indonezji. Ucieczka kapitału doprowadziła do spadku wartości liry o jedną czwartą w ciągu roku do stycznia, a bank centralny, mimo oporów, był zmuszony do podwojenia stopy procentowej do 10 proc. w celu wyhamowania odpływu dewiz. Taka dewaluacja musi wcześniej lub później odbić się na pogorszeniu finansów przedsiębiorstw, w sytuacji kiedy prawie połowa ich długów jest nominowana w twardej walucie, jak i ograniczeniu możliwości finansowania importu i eksplozji inflacji, która w 2013 r. wynosiła już 7,6 procent.

Pierwsze niepokojące symptomy już są widoczne, gdyż ilość długów restrukturyzowanych w największym prywatnym Turkiye Banku wzrosła sześciokrotnie w ostatnich trzech latach, podczas gdy w drugim co do wielkości Garanti Banku wzrost był czterokrotny. W tym czasie banki państwowe udzielają nowych pożyczek na sfinansowanie starych po to, aby tych strat nie uzewnętrzniać, i to zatuszowywanie może się udać w przypadku powrotu koniunktury gospodarczej, na co się jednak nie zanosi. Tak więc mimo chwilowego optymizmu na rynkach tym, co niepokoi, jest możliwość powtórki kryzysu finansowego z 2001 r., którego efektem był spadek PKB Turcji o 10 proc., odwrócenie nastrojów społecznych i zmiana ekipy rządzącej. Jest to scenariusz, który jak najrealniej grozi Turcji, o ile się nie dogada z Zachodem lub nie uzyska pomocy z Chin.

Dr Cezary Mech

Autor jest absolwentem IESE, byłym zastępcą szefa Kancelarii Sejmu RP, prezesem UNFE i podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów, autorem programu gospodarczego PiS z 2005 roku.

drukuj