fot. PAP/EPA

Trwa szczyt NATO z udziałem prezydenta Andrzeja Dudy

W Wielkiej Brytanii trwa szczyt NATO z udziałem prezydenta Andrzeja Dudy. Polski przywódca mówił wczoraj o wyzwaniach, przed jakimi stoi Sojusz. Dzisiaj weźmie udział między innymi w spotkaniu Rady Północnoatlantyckiej.

W Londynie prezydent Polski wziął udział w dyskusji o przyszłości Sojuszu Północnoatlantyckiego.

– Chcielibyśmy, aby NATO było silne i zjednoczone – mówił.

Andrzej Duda apelował, by politycy pokazali, że NATO jest jednością. Te słowa polski prezydent w szczególności skierował do prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Zaapelował, by ten przedstawił sposób na poprawę współpracy w NATO. Tym bardziej, że wypowiedź francuskiego przywódca, o śmierci mózgowej Sojuszu spotkała się z ostrą krytyką krajów NATO, w tym także prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa.

– Jesteśmy bardzo dumni z tego, że jesteśmy w NATO. Sojusz Północnoatlantycki jest najsilniejszym sojusznikiem w świecie. Możemy powiedzieć, że Europa, a dokładniej arena euroatlantycka, jest jednym z najbardziej pokojowych i najbardziej bezpiecznych miejsc na świecie – wskazał Andrzej Duda.

Atmosferę w Sojuszu podgrzewa nie tylko Francja, ale i Turcja, której stosunki z sojusznikami z NATO są bardzo napięte. Kilka dni temu prezydent Turcji zagroził, że nie podpisze nowej strategii obronnej sojuszu dla Polski i krajów bałtyckich w przypadku rosyjskiego ataku, jeśli NATO nie uzna syryjskich Kurdów za terrorystów.

– Jeśli nasi przyjaciele z NATO nie uznają za organizacje terrorystyczne tych, które my uważamy za organizacje terrorystyczne, sprzeciwimy się wszelkim krokom, które mają zostać tam podjęte – podkreślał.

Tymczasem bez zgody Turcji, szybkie wzmocnienie mechanizmów obronnych w krajach bałtyckich i w Polsce będzie dla NATO trudne.

– Prezydent Putin nie będzie miał o to do niego pretensji. Wręcz przeciwnie, może być zadowolony z takiego obrotu sprawy – podkreśla politolog dr Mirosław Habowski.

To rozgrywka stricte polityczna. Szczyt miał być spotkaniem przywódców państw członkowskich, które ostatecznie uregulują kwestie zasad obrony wschodniej flanki NATO. Stało się jednak inaczej.

– Turcy poczuli się opuszczeni przez NATO w kontekście wojny syryjskiej, a przede wszystkim w kontekście wspierania partyzantki kurdyjskiej, która stała się jedną z najsilniejszych sił militarnych w tym regionie. Turcy boją się, że Kurdowie, wykorzystując swój potencjał i poparcie, jakie otrzymali w konflikcie w Syrii, zaczną domagać się zbudowania własnego państwa – mówi profesor Piotr Mickiewicz z Uniwersytetu Gdańskiego.

Turcy tym szantażem chcą zmusić NATO i państwa europejskie do tego, aby porzuciły jakiekolwiek formy kooperacji z Kurdami.

TV Trwam News

 

drukuj