fot. pl.wikipedia.org

Stocznia Marynarki Wojennej w Gdyni zagrożona sprzedażą

Sąd okręgowy w Gdańsku zgodził się na ogłoszenie przetargu na sprzedaż znajdującej się w upadłości Stoczni Marynarki Wojennej w Gdyni. Minister gospodarki morskiej Marek Gróbarczyk chce, aby postępowanie likwidacyjne było objęte szczególnym nadzorem. Stocznia ma strategiczne znaczenie dla bezpieczeństwa i gospodarki kraju.

Od grudnia 2009 roku Stocznia Marynarki Wojennej była w stanie tzw. upadłości układowej. Wprowadzono w niej program restrukturyzacji. Sprzedano cześć zbędnego majątku, zredukowano zatrudnienie i zwiększono zamówienia.

Dwa lata później Sąd Gospodarczy ogłosił upadłość likwidacyjną Stoczni i oddał ją pod zarząd syndyka. Od tego czasu sytuacja przedsiębiorstwa uległa poprawie. Mimo to długi stoczni nadal szacuje się na 250mln zł.

– Stocznia na bieżąco reguluje wszystkie swoje zobowiązania. Nie zaciąga żadnych zobowiązań wobec zobowiązania podatkowego, wobec pracowników czy wobec ZUS-u – wszystko jest regulowane na bieżąco – powiedziała Magdalena Smółka, syndyk.

Większość wierzycieli to podmioty zależne od Skarbu Państwa. Przez 5 lat kierowania zakładem przez syndyka, stocznia zyskała 22 mln zł. Pomimo upadłości przedsiębiorstwo nadal prowadzi swoją działalność. Według syndyka, Magdaleny Smółki to jednak nie wystarczy, aby uratować stocznię.

– Wobec perspektyw posiadania zamówień nie ma innego wyjścia, tylko przystąpienie do procedury, która jest określona w prawie upadłościowym, czyli sprzedaży przedsiębiorstwa w całości – wskazała Magdalena Smółka.

Z decyzją nie zgadza się poseł Prawa i Sprawiedliwości Krzysztof Zaremba.

– Nie wyobrażam sobie, żeby Stocznia Marynarki Wojennej była wyprzedawana kawałek po kawałku i de facto przestała istnieć. Tutaj jest uwaga do Ministerstwa Obrony Narodowej – jeśli nie będą podjęte kroki nadzwyczajne, to po prostu tak się stanie – zwrócił uwagę Krzysztof Zaremba

W obecnym stanie prawnym rząd ma niewielki wpływ na działania syndyka. Tymczasowy zarząd może pozbyć się majątku niemal w każdej chwili, a MON dopiero pracuje nad koncepcją naprawy sytuacji. Sprawą chce zająć się resort gospodarki morskiej. Jego wiceszef Paweł Brzezicki, który kiedyś kierował Stocznią wyprowadził zakład z prawie 100mln długów zapowiada, że na pewno nie zgodzi się na sprzedaż stoczni.

– Jeżeli, a prawdopodobnie formalno-prawnie trafi na moje biurko – ze względu na funkcje administracyjne – wniosek o sprzedaż majątku takiej czy inny stoczni, bo jest ona w granicach portu, wiec nie będzie udzielona zgoda – akcentował Paweł Brzezicki.

Dla opozycji cała sprawa wydaje się być dużo prosta.

– Mamy przedsiębiorstwo, które wykaraskało się z najgorszych chwil, ma zysk z działalności operacyjnej i przychodzi etap, kiedy trzeba to sprzedać – zaznaczył Piotr Misiło z Nowoczesnej.

Pojawia się wiele pytań dotyczących działań w sprawie stoczni. Istnieją pogłoski, że zakład ma zostać sprzedany zagranicznej firmie. Zaprzecza temu syndyk.

– Nie jest prawdą, że prowadzone są rozmowy z jakimkolwiek podmiotem zagranicznym. Nie wpłynęła do mnie żadna oferta zagraniczna i nie rozmawiałam nigdy z żadnym kontrahentem zagranicznym na temat sprzedaży stoczni – dodała Magdalena Smółka.

W przypadku likwidacji stoczni 700 pracownikom grozi utrata pracy. Już teraz odchodzą wykwalifikowani specjaliści, których trudno będzie później pozyskać. Co więcej, stocznia ma ośrodek uzbrojenia okrętów, którego nie ma żadna inna stocznia w Polsce.

TV Trwam News/RIRM

drukuj