fot. PAP/EPA

Spotkanie szefów dyplomacji Rosji i Ukrainy

W Berlinie odbędzie się dziś spotkanie szefów dyplomacji Rosji i Ukrainy. Ma ono dotyczyć sytuacji po wtargnięciu na Ukrainę rosyjskich pojazdów opancerzonych.

W spotkaniu uczestniczyć będą również ministrowie spraw zagranicznych Francji i Niemiec, Laurentem Fabiusem i Frankiem-Walterem Steinmeierem. Obecności przedstawiciela Polski nie przewidziano.

Dariusz Sobków były ambasador tytularny Polski przy UE zauważa, że będzie to już drugie ważne spotkanie ministrów spraw zagranicznych, w którym pomija się Polskę.

– Pierwsze miało miejsce w Paryżu po zakończeniu się fiaskiem słynnych rozmów w Kijowie na początku tego roku. Tam również wtedy na spotkanie paryskie nie zaproszono polskiego ministra spraw zagranicznych. To więc potwierdzenie tezy, że Trójkąt Weimarski nie obowiązuje w sprawach poważnych. Oznacza to, że dyplomacja zachodnia „używa” Polskę tylko w sytuacjach bardzo trudnych konfliktów ii starć ze stroną rosyjską – wtedy polscy ministrowie, politycy są dobrzy. Gdy natomiast trzeba rozstrzygać na najwyższym szczeblu europejskim kwestie Ukrainy, wówczas polskiego ministra się nie doprasza – zauważa dyplomata.

Na dzisiaj widać, że dotychczasowe próby skłonienia Rosji do zmiany polityki zakończyły się fiaskiem. Z drugiej strony nikt nie chce wchodzić w konflikt zbrojny o wschodnią Ukrainę. W tej sytuacji pozostają środki gospodarcze – mówi Dariusz Sobków.

– UE – w tym Polska, jeżeli miałaby na tyle siły gospodarczej – powinna zaproponować Ukrainie różnego typu projekty finansowe, bankowe, infrastrukturalne – to wszystko co kiedyś już miało być częścią Partnerstwa Wschodniego, a które zostało zaprzepaszczone. Ale cała infrastruktura gospodarcza (i kryjąca się za nią infrastruktura polityczna) jest ciągle jeszcze do wykorzystania. Tyle tylko, że jak widać, ani w Polsce (która jest chyba najbardziej zainteresowana ze względów bezpieczeństwa stabilizacją sytuacji na Ukrainie), ani w samej UE nie ma mobilizacji środków finansowych, które należałoby liczyć oczywiście w miliardach – zaznacza polityk.

Informację o wtargnięciu na Ukrainę rosyjskich pojazdów opancerzonych podały brytyjskie dzienniki „Guardian” i „Telegraph”. Potwierdzili ją później prezydent Ukrainy oraz sekretarz generalny NATO. Również nowy premier samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej Aleksandr Zacharczenko ogłosił, że ten region na wschodzie Ukrainy otrzymał pomoc z Rosji, w tym: 1200 bojowników, 30 czołgów i 120 transporterów opancerzonych.

Rosja zaprzecza jednak tym informacjom i oskarża Ukrainę o nasilanie walk na wschodzie kraju oraz próby zablokowania rosyjskiego konwoju z pomocą humanitarną.

RIRM

drukuj