fot. flickr.com

Spór o wymiar sprawiedliwości się nie kończy i zaczyna dotykać obywateli

Polityczny spór o wymiar sprawiedliwości uderza w obywateli. Tym razem jedna z firm postanowiła na drodze sądowej zmusić premiera do publikacji orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Liberalno-lewicowy rząd chciał też odwołania prawie połowy komisarzy wyborczych. Powodem było to, że część z nich stanowią tzw. neosędziowie.

Przedsiębiorca z Sanoka złożył do sądu wniosek, aby zmusić premiera Donalda Tuska do publikacji orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, ważnego z punktu widzenia swojej firmy. Orzeczenie dotyczy koncesji na obrót paliwami ciekłymi. Rzecznik rządu, Adam Szłapka, tak odniósł się do pozwu:

– Mamy do czynienia z uchwałą Sejmu, która dosyć jednoznacznie przedstawia sytuację związaną z Trybunałem Konstytucyjnym. Mamy bardzo często do czynienia z wadliwymi składami – powiedział Adam Szłapka.

Liberalno-lewicowy rząd konsekwentnie nie uznaje Trybunału Konstytucyjnego i nie publikuje jego orzeczeń. Ich druk w Dzienniku Ustaw to wyłączna kompetencja premiera, ale przez bojkot organu orzeczenia nie istniały w obrocie prawnym. Tymczasem sam Trybunał orzekł, że brak publikacji orzeczeń nie wstrzymuje ich wejścia w życie. To powinno pomóc obywatelom – wskazał poseł Krzysztof Szczucki z Prawa i Sprawiedliwości.

– To oznacza, że te orzeczenia obowiązują. Trzeba je stosować niezależnie od tego, czy premier je publikuje, czy nie. Nie może być tak, że prezes Rady Ministrów decyduje o wejściu w życie orzeczenia niezależnego, niezawisłego Trybunału Konstytucyjnego – zwrócił uwagę polityk PiS.

Koalicja rządząca chce wywołać ferment w systemie wyborczym. Minister spraw wewnętrznych i administracji, Marcin Kierwiński, w porozumieniu z ministrem sprawiedliwości, Waldemarem Żurkiem, chcieli odwołać, poza trybem ustawowym, niemal połowę komisarzy wyborczych. Powodem było to, że część z nich to sędziowie powołani po 2017 roku. Przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej, sędzia Sylwester Marciniak, odesłał ministrów z kwitkiem.

– Niedopuszczalne jest to, żeby jakikolwiek organ władzy wykonawczej czy ustawodawczej decydował o sprawach kadrowych organów wyborczych – podkreślił sędzia Sylwester Marciniak.

W Kodeksie Wyborczym czytamy, że władza wykonawcza nie posiada kompetencji do składania wniosków o odwołanie komisarzy. To wyłączna kompetencja PKW. Według byłego wiceministra sprawiedliwości, posła Marcina Romanowskiego z PiS, tymi działaniami rząd Donalda Tuska chciał przejąć kontrolę nad Komisją.

– Te działania były ukierunkowane na to, żeby obsadzić jakimiś politycznymi nominatami bardzo ważne stanowiska komisarzy wyborczych. To muszą być ludzie, którzy wykazują się niezależnością wobec władzy wykonawczej – zwrócił uwagę parlamentarzysta.

Nieuznawanie sędziów powołanych po 2017 r. wpisuje się w tzw. demokrację walczącą. Co więcej, minister Waldemar Żurek zapowiedział powołanie zespołu prokuratorów ds. działań tzw. neosędziów w Sądzie Najwyższym i Naczelnym Sądzie Administracyjnym.

– Poinformuję Państwa, kiedy pierwszy raz członkowie zespołu pojawią się w Sądzie Najwyższym w sprawach z udziałem neosędziów, tam, gdzie neosędziowie wychodzą na wokandę. Prokuratura może przyłączyć się do każdej toczącej się sprawy – oznajmił Waldemar Żurek.

Minister sprawiedliwości grozi sędziom powołanym po 2017 roku. Chce, aby płacili ze swojej kieszeni za odszkodowania, które zasądzą europejskie trybunały za to, że orzekali, mimo iż według tych trybunałów nie byli sądem. To odbieranie krok po kroku suwerenności, także w wymiarze sądownictwa – ocenił dr Michał Skwarzyński, prawnik z Katedry Praw Człowieka i Prawa Humanitarnego KUL.

– Sądownictwo zawaliłoby się, gdyby nie było sędziów powołanych po 2017 r. i wszyscy o tym wiedzą – zaznaczył prawnik.

Tylko w ostatnim czasie minister sprawiedliwości – wbrew negatywnej decyzji kolegiów sędziowskich – odwołał 25 prezesów sądów oraz ich zastępców.

TV Trwam News

drukuj