Spór o Grenlandię. USA grożą Europie cłami
Prezydent Donald Trump grozi ośmiu europejskim państwom cłami za wysłanie swoich żołnierzy na Grenlandię. Kraje, które mają na tym ucierpieć, chcą wypracować odpowiedź na poziomie unijnym. Państwa europejskie za koronny argument uznają suwerenność wyspy. Waszyngton mówi o bezpieczeństwie i przekonuje, że amerykański podatnik dopłaca do obrony Starego Kontynentu.
Pojawienie się europejskich żołnierzy na Grenlandii było reakcją na plan przejęcia wyspy przez Amerykanów. Dania zorganizowała ćwiczenia wojskowe, a wesprzeć postanowiło ją łącznie siedem krajów. Liczba żołnierzy wskazywała na pomoc wyłącznie symboliczną. Prezydent Donald Trump uznał ją jednak za działanie wymierzone w bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych.
„Dania, Norwegia, Szwecja, Francja, Niemcy, Wielka Brytania, Holandia i Finlandia zostaną obciążone 10-procentową taryfą celną na wszystkie towary wysyłane do Stanów Zjednoczonych Ameryki” – napisał w mediach społecznościowych Donald Trump.
– Unia Europejska zawsze będzie bardzo stanowczo bronić prawa międzynarodowego, gdziekolwiek by ono nie było – mówi przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa.
Prezydent Francji Emmanuel Macron przekonuje, że Amerykanie nic nie zyskają na nowych cłach.
– Żadne zastraszanie ani groźby nie będą miały na nas wpływu — ani na Ukrainie, ani na Grenlandii, ani nigdzie indziej na świecie – czytamy we wpisie zamieszczonym przez prezydenta Francji.
France is committed to the sovereignty and independence of nations, in Europe and elsewhere. This guides our choices. It underpins our commitment to the United Nations and to its Charter.
It is on this basis that we support, and will continue to support Ukraine…
— Emmanuel Macron (@EmmanuelMacron) January 17, 2026
Amerykanista dr Marek Kawa zauważa, że na tak ostrą retorykę, jak ta wymierzona dziś w prezydenta Trumpa, Europy nie było stać wcześniej wobec Rosji.
– Można zapytać, gdzie byli, kiedy Putin przygotowywał się do ataku na Ukrainę? – pyta dr Marek Kawa.
Amerykańska administracja uważa Grenlandię za kluczową dla bezpieczeństwa własnego i całego świata.
– Nową domeną międzynarodowej rywalizacji będzie rywalizacja polarna. To właśnie tam przeciwnicy i rywale naszego kraju przeznaczają coraz więcej środków na kontrolę ruchu, nawigacji i szlaków komunikacyjnych w polarnych regionach Antarktydy – mówi doradca prezydenta Stanów Zjednoczonych Stephen Miller.
Według doradcy amerykańskiego prezydenta, Dania nie jest w stanie wziąć odpowiedzialności za bezpieczeństwo tego obszaru. Waszyngton wytyka Kopenhadze, że lekarstwa na własną słabość upatruje w kieszeni amerykańskiego podatnika.
– Oni mówią: Grenlandia należy do nas w 100 procentach. To nieuczciwa umowa, a co najważniejsze – niesprawiedliwa wobec amerykańskiego podatnika, który od pokoleń dotuje całą europejską obronność – dodaje.
Według dr Marka Kawy, Waszyngton ma mnóstwo narzędzi, po które może w każdej chwili sięgnąć, by ostatecznie postawić na swoim.
– Myślę, że dojdzie do jakiegoś elementu dealu: finansowego albo terytorialnego, ale nie sądzę, aby to się skończyło w takim wariancie użycia siły – zauważa dr Marek Kawa.
Państwa europejskie przekonują, że wysyłanie wojsk na Grenlandię nie było próbą sił narzuconą Amerykanom, ale miało służyć wzajemnemu bezpieczeństwu.
TV Trwam News



