fot. pixabay.com

Spór o budżet na przyszły rok

Rząd pracuje nad budżetem na przyszły rok. Ekonomiści wskazują, że to ceny energii będą determinowały sytuację gospodarczą w naszym kraju w najbliższych latach.

Sprawa przyszłorocznego budżetu dzieli koalicjantów. Spór toczy się o składkę zdrowotną, mieszkaniówkę i pensje w budżetówce. Według medialnych doniesień rząd chce podnieść wydatki na obronność. Na stole leży propozycja zwiększenia wydatków na obronność do 4,7 proc. PKB. Deficyt budżetu państwa sięgnąć ma prawie 300 mld złotych. Warto przypomnieć, że Polska już została objęta unijną procedurą nadmiernego deficytu. [czytaj więcej]

 

– Jesteśmy w dialogu technicznym z Komisją Europejską. Przekonujemy, że Polska przeznacza istotną część naszego PKB – w tym roku to ponad 4 proc. – na obronę de facto nie tylko Polski, ale całej Europy. To element, który powinien sprawiać, że ścieżka dostosowania nadmiernego deficytu do poziomu 3 proc. powinna być możliwie łagodna – podkreślił minister finansów, Andrzej Domański.

Minister Andrzej Domański wskazał też, że kluczowe przy wychodzeniu z procedury nadmiernego deficytu będzie trzymanie wysokiego wzrostu PKB i inwestycji. Rząd zakłada, że PKB ma wzrosnąć do 3,7 proc., a inflacja średnioroczna ma się obniżyć do 4,1 procent. Tymczasem według prognoz ekonomistów w marcu przyszłego roku może wynieść nawet 6 procent. Sytuacja budżetowa będzie zależała w dużej mierze od cen energii, które niestety rosną.

– Przede wszystkim problemy mają przedsiębiorcy. Aktualnie już się pojawiają informacje prasowe, dziennikarze donoszą, że różne przedsiębiorstwa są zagrożone utratą konkurencyjności spowodowane kosztami energii – zauważył ekonomista, prof. Wojciech Piontek.

Z niepokojem na rosnące ceny energii patrzą też zwykli obywatele. Pomimo dodatków osłonowych wiele osób czeka ubóstwo energetyczne.

– Szacuje się, że około 11 procent gospodarstw – to jest kilka milionów osób – nie będzie stać na zaspokojenie potrzeb energetycznych – wskazał prof. Wojciech Piontek.

Według Krajowego planu na rzecz energii i klimatu na lata 2021-2030 aż 11 proc. polskich gospodarstw domowych może doświadczać ubóstwa energetycznego. Czyli rząd liczy się ze scenariuszem, w którym nawet kilka milionów mieszkańców nie będzie w stanie zaspokoić podstawowych potrzeb energetycznych. Niepokojące dane napływają także z rynku pracy. W lipcu stopa bezrobocia wzrosła do 5 procent.

– Skończą się prace sezonowe. Obawiam się, że ten wzrost bezrobocia może być dwucyfrowy. Są powiaty, w których już przekraczane są dwucyfrowe liczby – od 10 procent nawet do 23 proc. w jednym z powiatów mazowieckich. To jest niepokojące – podkreślił ekonomista, Jacek Barzowski.

Część przedsiębiorstw zwija swoje biznesy z Polską, a ich pracownicy trafiają na bruk. Główny powód to rosnące koszty pracy i ceny energii. W Polsce płacimy za energię nawet o 50 proc. więcej niż w niektórych krajach strefy euro.

TV Trwam News

drukuj