Fot. NAC

Serbski minister obrony o rezolucji PE: Przypomina ultimatum Austro-Węgier z 1914 roku

Lider Serbskiej Partii Postępowej (SNS) oraz minister obrony Serbii, Milosz Vuczević, porównał przyjętą w czwartek rezolucję Parlamentu Europejskiego wzywającą do zbadania zarzutów o fałszerstwach wyborczych do ultimatum przekazanego Belgradowi przez Austro-Węgry w 1914 roku. Odrzucenie jednego z przedstawionych w nim punktów doprowadziło do wybuchu I wojny światowej.

„Serbia jest suwerennym i niezależnym krajem, jej obywatele zdecydowali, kto będzie rządził w ciągu najbliższych czterech lat” – napisał na Instagramie polityk.

Komentując przyjętą przez Parlamentu Europejski rezolucję napisał, że „nie zaatakowano w niej ani prezydenta Aleksandara Vuczicia, ani żadnej partii, ale praktycznie całą Serbię”.

„Tu nie chodzi o wybory, ale o nasze stosunki z Kosowem, Republiką Serbską, Rosją” – ocenił Vuczivić.

„Jesteśmy jedynym krajem europejskim, który nie wprowadził sankcji wobec Rosji” – przypomniał.

Posłowie Parlamentu Europejskiego przyjęli w czwartek w Strasburgu rezolucję wzywającą do wszczęcia niezależnego międzynarodowego śledztwa w sprawie nieprawidłowości podczas grudniowych wyborów parlamentarnych i lokalnych w Serbii, ze szczególnym uwzględnieniem wyborów w Belgradzie.

PE wezwał również w rezolucji Komisję Europejską do natychmiastowego rozpoczęcia przeglądu środków przekazanych rządowi Serbii oraz do ich zawieszenia, jeśli władze w Belgradzie nie będą gotowe do wdrożenia kluczowych zaleceń związanych z wyborami lub jeśli międzynarodowe dochodzenie wykaże, że władze były bezpośrednio zaangażowane w oszustwa wyborcze.

Serbska opozycja oraz obserwatorzy międzynarodowi uznali wybory za „niesprawiedliwe i zmanipulowane”. W ich wyniku rządząca SNS zdobyła 128 miejsc w 250-osobowym Zgromadzeniu Narodowym oraz utrzymała władzę w stołecznym Belgradzie.

Do rezolucji odniósł się również minister spraw zagranicznych Serbii, Ivica Daczić, który ocenił, że „pełni ona rolę polityczną, ma pomóc ulubieńcom (europarlamentarzystów) w Serbii”.

„Moim zdaniem są to partie i koalicje o wyraźnie antyserbskim charakterze” – zaznaczył, mówiąc o obecnych podczas obrad PE posłach serbskiej opozycji.

Ivica Daczić podkreślił, że „nie ma dowodów na twierdzenia opozycji o kradzieży wyborów”.

PAP

drukuj