fot. PAP/Rafał Guz

Rząd Donalda Tuska szykuje ogromne cięcia finansowe w służbach

Zdominowana przez posłów koalicji rządzącej sejmowa Komisja do Spraw Służb Specjalnych odrzuciła rządowe projekty budżetów Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencji Wywiadu. Powodem były zbyt niskie nakłady na te dwie formacje na przyszły rok. Rząd planuje także cięcia w innych służbach, w tym w Straży Granicznej.

 Na półmetku rządów liberalno-lewicowej koalicji minister spraw wewnętrznych zorganizował konferencję prasową przy polsko-białoruskiej granicy.

– Tylko w tym roku udaremniliśmy ponad 28 tys. prób nielegalnego przekroczenia naszej granicy – mówił Marcin Kierwiński, minister spraw wewnętrznych i administracji.

W ciągu dwóch lat rząd Donalda Tuska miał przeznaczyć prawie trzy miliardy złotych na wzmacnianie zapory na granicy oraz samej Straży Granicznej.

– Ponad 16 tysięcy funkcjonariuszy Straży Granicznej. Inwestujemy w tych ludzi, inwestujemy w nasze bezpieczeństwo – podkreślił minister Marcin Kierwiński.

Tymczasem w przyszłym roku czeka nas rekordowa dziura budżetowa – wyniesie ona ok. 270 mld złotych. Brak pieniędzy oznacza cięcia budżetowe w służbach.

Dla Straży Granicznej będzie mniej o około 300 mln złotych mniej, porównując z zeszłym rokiem – zaalarmował poseł Jacek Sasin z PiS.

– Pieniędzy będzie mniej. Na bezpieczeństwo będzie mniej, choć nawet jeśli deklaracje rządu będą inne, to już dzisiaj widać, że praktyka jest taka, aby oszczędzać – zaakcentował poseł Jacek Sasin.

 W momencie presji migracyjnej to strażnicy graniczni stanowią pierwszą linię obrony.

Cięcia budżetowe to: większe ryzyko występowania incydentów, rosnąca liczba wakatów czy słabsze wyposażenie funkcjonariuszy, a już teraz mamy z tym do czynienia – wskazał Jacek Wrona z Ruchu Obrony Granic.

– Działania ROG na zachodniej granicy wynikały m.in. z totalnego braku czy niedoborów. Niedobory w niektórych oddziałach na zachodzie, wakaty wynosiły 40 procent – wskazał Jacek Wrona.

Rząd tnie wydatki na służby, w trakcie gdy wciąż ważą się losy tzw. paktu migracyjnego. W ramach przymusowej solidarności Bruksela chce nakazać państwom Wspólnoty przyjmowanie nielegalnych migrantów lub płacenie kar za ich nieprzyjmowanie.

– Póki ja Polsce będę odpowiadał za rządzenie, to niezależnie jak będą wyglądały dalsze etapy paktu, Polska ma sposoby i nie będzie przyjmowała w mechanizmie relokacji żadnych migrantów – zadeklarował Donald Tusk.

Nieoficjalnie mówi się, iż Polska z uwagi na presję migracyjną i przyjęcie ukraińskich uchodźców ma być z przymusowej relokacji zwolniona, ale tylko na 2026 rok.

Wicemarszałek Sejmu z Konfederacji, Krzysztof Bosak, nie wierzy deklaracjom i premiera oraz Komisji Europejskiej.

– Jak się zmieni rząd, to może zmienić się nastawienie KE i nie mamy żadnych trwałych gwarancji, że nie będziemy objęci tym programem wpychania nam nielegalnych migrantów, których nikt w Polsce nie chce – wskazał Krzysztof Bosak.

Na pakt migracyjny nie zgadzają się jeszcze: Austria, Węgry i Słowacja, dlatego Niemcy, które są autorem tego pomysłu, mogą w inny sposób pozbyć się swoich migrantów.

Berlin kilka miesięcy temu próbował zawracać tysiące nielegalnych migrantów – przypomniała Aleksandra Fedorska, redaktor naczelna Agencji Informacyjnej Radio Debata.

– Ta metoda, jak widać, poprzez słabość polityczną swoich sąsiadów jest możliwa. Można ją nawet lepiej, łatwiej przeprowadzić niż narażać się w ramach paktu migracyjnego – podsumowała red. Aleksandra Fedroska.

Do sierpnia tego roku Niemcy próbowały podrzucić swoim sąsiadom ok 20 tysięcy nielegalnych migrantów.

TV Trwam News

drukuj