Retoryka ma ograniczoną skuteczność

Z Markiem Menkiszakiem, ekspertem ds. Rosji z Ośrodka Studiów Wschodnich, rozmawia Anna Wiejak

Czy należy się rzeczywiście spodziewać izolacji Rosji pod względem zarówno ekonomicznym, jak i politycznym?

– Nie. Nie spodziewam się całkowicie takiego rozwoju wydarzeń. Tym się straszy stronę rosyjską, natomiast te groźby są mało wiarygodne, ponieważ interesy zarówno biznesu, jak i licznych polityków wybranych państw członkowskich Unii Europejskiej, zwłaszcza Włoch, Francji czy Niemiec, są na tyle poważne w Rosji, że raczej nie zdecydują się one na jakieś poważne sankcje wobec Federacji Rosyjskiej. Także NATO jest zaniepokojone możliwością zagrożenia tranzytu do Afganistanu przez terytorium rosyjskie, którego znaczenie w tej chwili rośnie i z tego tytułu należy się raczej spodziewać bardziej retorycznych, a nie praktycznych działań w kierunku Federacji Rosyjskiej ze strony Zachodu.


Tyle że może się okazać, iż działania te nie będą tak skuteczne, jakby Zachód sobie tego życzył?


– One rzeczywiście mogą mieć ograniczoną skuteczność. Wydaje się, że nawet gdyby doszło do konkretnych działań, będą one miały dość ograniczoną skuteczność, ponieważ strona rosyjska jest dosyć zdeterminowana. Natomiast miałyby one znaczenie bardziej dla otoczenia międzynarodowego, zwłaszcza dla innych państw WNP, które są w tej chwili w dość trudnej sytuacji, takich jak Ukraina, Azerbejdżan, w dalszej kolejności Kazachstan, Turkmenistan – tych, które usiłowały prowadzić bardziej niezależną wobec Rosji politykę i znalazły się w trudnej sytuacji. Te państwa bardzo zwracają uwagę na reakcję Zachodu wobec tego kryzysu i jeżeli nastąpiłaby taka bardziej zdecydowana reakcja, to poczułyby pewne wsparcie. Zresztą to wsparcie najwyraźniej zostanie im udzielone. W tym kierunku raczej pójdą decyzje Unii Europejskiej – wsparcie dla Gruzji i innych państw poza Rosją.


Ale może się okazać, że Rosja, mimo oporu wszystkich państw zachodnich, nadal będzie prowadziła tego typu politykę, z tym że metodą drobnych kroków, tzn. dzisiaj Abchazja i Osetia, a jutro Krym…


– Tak, jak najbardziej można się tego spodziewać, aczkolwiek nie wydaje mi się, żeby to była presja wywierana aż takimi środkami, jakich użyto wobec Gruzji. Rosja, po pierwsze, zdaje sobie sprawę, że nie jest to potrzebne, po drugie, uważa, iż mogłoby to być kontrproduktywne, w związku z tym będzie wywierać presję. Przede wszystkim jednak liczy, że państwa te same wyciągną wnioski z tej sytuacji – przekalkulują, jaki jest układ sił i że ten układ wypada zdecydowanie na korzyść Rosji, w związku z czym same dojdą do wniosku, iż konieczna jest pewna rewizja prowadzonej przez nie polityki. Rosja ma świadomość, że nie będzie musiała się uciekać do bardziej zdecydowanych środków, natomiast jeżeli zostanie do tego skłoniona – jeżeli np. takie kraje, jak Ukraina czy Azerbejdżan będą próbowały zacieśniać swoje więzy z Zachodem, zwłaszcza w sferze bezpieczeństwa bądź energetycznej – rzeczywiście może podjąć jakieś kroki agresywne, aczkolwiek niekoniecznie w formie użycia środków militarnych. Wydaje się, że na razie jest to co najmniej mało prawdopodobne.


Jakich środków agresji można się obecnie spodziewać?


– Na obecnym etapie dyplomatycznych i gospodarczych – to są narzędzia, którymi dysponuje Rosja i których może użyć. Trzeba pamiętać, że na Ukrainie mamy rozwiniętą sytuację bardzo ostrej kampanii przedwyborczej i ukraińscy politycy, ci, którzy mają szansę na sukces w wyborach prezydenckich (Julia Tymoszenko i szef Partii Regionów Wiktor Janukowycz), bardzo ostrożnie reagują na obecny kryzys, starając się nie wywołać jakichś negatywnych reakcji ze strony rosyjskiej. Władze na Kremlu zdają sobie z tego sprawę. Również Azerbejdżan jest bardzo zaniepokojony, ponieważ uświadomił sobie, że jego perspektywa odzyskania Karabachu w wyniku presji dyplomatycznej i ewentualnej presji militarnej na Armenię po prostu jest w tym momencie nierealna i jedyną możliwością jest szukanie modus vivendi z Rosją.


Dziękuję za rozmowę.

drukuj