fot. pixabay.com

Restauracja w Nowym Tomyślu wznowiła działalność

Restauracja w Nowym Tomyślu (Wielkopolskie) w sobotę obsługiwała gości w lokalu. Właścicielka obiektu przyznała, że jest zdesperowana i wykończona finansowo miesiącami obostrzeń; na razie nie wie, czy poniesie jakieś konsekwencje.

Prowadząca restaurację Bogusława Prosół od kilku dni zapraszała chętnych na sobotnie wydarzenie związane z obostrzeniami dotykającymi gastronomów w związku z pandemią. Wydarzenie w ramach ogólnopolskiej akcji #otwieraMY było zapowiadane jako impreza plenerowa; w sobotę przed lokalem stanął „stolik wolności” z kawą, herbatą i ciastkami.

Przed restauracją zawieszone zostały banery i transparenty o treściach antyszczepionkowych, z napisami „Nowy Tomyśl się budzi”, czy „stop zakazom”. Pojawili się też przedstawiciele sanepidu w asyście policji.

Właścicielka obiektu powiedziała P, że nie zgodziła się na przeprowadzenie kontroli sanepidu, za to na widok policji i przedstawicieli PSSE do lokalu ruszyły osoby zgromadzone na zewnątrz.

„Miał być stolik wolności na zewnątrz, miało być spokojnie, miał być reżim sanitarny. Kiedy pojawił się sanepid, ludzie ruszyli do środka, żeby mi pomóc – to nie było do opanowania – stała się wolność u mnie w lokalu. Teraz jest już spokojnie, ludzie siedzą przy stolikach, składają zamówienia, zachowują odległości – jest normalnie” – powiedziała Bogusława Prosół.

Pytana o to, czy boi się konsekwencji sobotnich wydarzeń, Prosół przyznała, że jest „w desperacji”, zaś przedłużające się obostrzenia dotykające gastronomów są rujnujące finansowo.

„Nie ma żadnej klęski żywiołowej, nie ma stanu nadzwyczajnego, pozamykali nas bezprawnie. Nie dostałam od rządu nic na piśmie – nie dostałam też żadnej pomocy, żadna tarcza mnie nie objęła. Na co jeszcze miałam czekać?” – dodała.

Prosół przyznała, że nie ma wątpliwości, że niebawem ruszą kolejne lokale prowadzone przez osoby w podobnie złej, co ona sytuacji. Zapowiedziała, że jej restauracja będzie otwarta także w kolejnych dniach.

Przedstawiciel sanepidu powiedział w sobotę serwisowi naszemiasto.pl, że PSSE sprawą zajmie się po niedzieli.

PAP

drukuj