Recepty bez zniżek
Pacjenci mają problemy z zakupem leków refundowanych, co jest skutkiem konfliktu między lekarzami a Narodowym Funduszem Zdrowia. Medycy sprzeciwiają się karom, jakie chce na nich nakładać NFZ za błędne wypisanie recept, dlatego do minimum ograniczyli wydawanie recept ze zniżką.
W proteście uczestniczą największe organizacje lekarskie: Federacja Porozumienie Zielonogórskie, Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy, Stowarzyszenie Lekarzy Praktyków oraz Polska Federacja Pracodawców Ochrony Zdrowia. Sprzeciw budzą wzory umów z NFZ, które mówią o nakładaniu na lekarzy i dentystów kar umownych w wysokości 200 zł za nieprawidłowości na recepcie. W związku z tym Naczelna Rada Lekarska apelowała, by w ramach protestu medycy wypisywali tylko pełnopłatne leki.
Już wiadomo, że do akcji protestacyjnej przystąpili wszyscy lekarze – członkowie Porozumienia Zielonogórskiego. – Jeśli chodzi o Porozumienie Zielonogórskie, to około 10 tys. osób przystąpiło do protestu. Odbywa się to w ten sposób, że lekarze restrykcyjnie przestrzegają przepisów dotyczących refundacji leków. Czyli zgodnie z prawem wypisują refundację tylko wtedy, kiedy są do tego wskazania lekarskie – informuje Monika Kowalska, rzecznik PZ. Dlatego takie recepty są wystawiane pacjentom, którzy mają odpowiednią dokumentację medyczną potwierdzającą daną chorobę. Według Kowalskiej, inną metodą protestu jest wypisywanie leków o 100-procentowej odpłatności. – Lekarze w tych sytuacjach starają się wybierać te leki, które są najtańsze. Niekiedy są one tańsze niż medykamenty refundowane. Nasi lekarze stosują też nazwy międzynarodowe leków, żeby farmaceuta mógł zaproponować pacjentowi najkorzystniejszy cenowo lek – zauważa Kowalska. Ponadto, jej zdaniem, medycy PZ z Podkarpacia stosują pieczątki „refundacja do decyzji NFZ”.
Protestujący zwracają uwagę na próby zastraszenia lekarzy przez Krystynę Kozłowską, rzecznika praw pacjenta, która na niedzielnej konferencji prasowej mówiła m.in. o możliwych karach w wysokości 50–500 tys. zł nakładanych na medyków za stosowanie „praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjentów”. – Jest to protest wspomagający naszych kolegów, którzy zostali poddani próbie zastraszenia i wymuszenia na nich podpisania umów z NFZ zgodnie z koncepcją rządową, której celem jest zmniejszenie dostępności pacjenta do leków. Trudno uznać, żeby zostało to zaakceptowane przez lekarzy – mówi dr Krzysztof Radkiewicz, specjalista medycyny rodzinnej. Wskazuje, że rząd twierdzi, iż ustawa refundacyjna, w ramach której przygotowano umowy z NFZ, jest dogodna dla pacjentów. – I dlatego w ciągu czterech miesięcy zapłacili oni o 700 mln zł więcej za leki w stosunku do porównywalnego okresu w 2011 roku? Pytanie jest takie, czy jak pacjenci płacą o taką kwotę więcej za leki, to jest to korzyść czy strata. Ale to pytanie pozostawiam rządowi – zaznacza dr Radkiewicz. Nie wszyscy lekarze przyłączyli się do protestu. Grzegorz Tomaszuk, dyrektor Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Hajnówce, uważa, że w konflikt receptowy zaangażowane są głównie gabinety prywatne oraz lekarze, którzy wystawiają recepty dla siebie i członków swoich rodzin i nie podpisali umów z NFZ. – Natomiast my te umowy mamy i nas to nie dotyczy – podkreśla Tomaszuk.
Senator Maciej Klima (Solidarna Polska) zauważył, że po raz kolejny w tym roku jesteśmy świadkami konfliktu na linii Ministerstwo Zdrowia – NFZ – lekarze i pacjenci. – Rząd nie jest w stanie zrealizować obietnic złożonych na początku i w połowie tego roku środowisku lekarskiemu. Po raz kolejny tysiące pacjentów może spotkać się z nieprzyjemnymi sytuacjami, kiedy ich prawo do leków refundowanych zostanie w aptekach zakwestionowane – oznajmił Klima. Jednocześnie zaapelował, aby minister zdrowia Bartosz Arłukowicz i Agnieszka Pachciarz, prezes NFZ, „podjęli w trybie pilnym decyzje, które spowodują, że recepty realizowane przez lekarzy do momentu rozwiązania kryzysu będą realizowane i refundowane według przypisanego im na chwilę obecną procentu”.
JAC
