fot. PAP/EPA

Protesty na Białorusi nie ustają

Ponad 100 osób zatrzymano podczas protestów powyborczych na Białorusi. Główna demonstracja zwolenników opozycji odbyła się w Mińsku. Według uczestników milicja użyła tam gumowych kul i prawdopodobnie granatów hukowych.

Już od ponad dwóch miesięcy trwają protesty na Białorusi. Tak jak w weekendy w poprzednich miesiącach, w niedzielę, w Mińsku odbył się wielotysięczny pochód. Uczestnicy żądali odejścia Aleksandra Łukaszenki i protestowali przeciwko przemocy milicji.

– Nie mogę stać z boku. Stojąc obok, czuję się jak podczas siedzenia i picia herbaty, gdy twój dom się pali. Nie możesz pić herbaty, gdy płonie Twój dom. Nasz kraj jest w ogniu przemocy i bezprawia – powiedziała Olga, uczestniczka protestu.

– Protestujemy aż do zwycięstwa. Chcę mieszkać w normalnym kraju – poinformowała Irina obywatelka Białorusi.

W niedzielnym marszu wzięło udział około 30 tysięcy Białorusinów. Podczas pochodu uczestnicy nieśli flagi w biało-czerwono-białych barwach, używanych przez opozycję białoruską. Świadkowie informowali, że słyszeli odgłosy podobne do wybuchów granatów hukowych. Milicja zapewniła jednak, że nie używała takich środków.

„Oddano kilka ostrzegawczych strzałów w powietrze gumowymi kulami, po tym, gdy służbowy pojazd i funkcjonariusze zostali obrzuceni kamieniami z agresywnie nastawionego tłumu”  – wyjaśnia milicja.

Centrum Obrony Praw Człowieka Wiasna opublikowało nazwiska 109 osób zatrzymanych, głównie w Mińsku, a także w Witebsku, Brześciu, Homlu i mniejszych miastach. Protestujących w niektórych miejscach białoruskiej stolicy, oprócz milicjantów, zatrzymywali także ludzie bez żadnych oznaczeń. Twarze mieli osłonięte kominiarkami lub kaskami.

TV Trwam News

drukuj