Prokuratura wojskowa nie powinna prowadzić śledztwa smoleńskiego

Prokuratura wojskowa nie powinna już dalej prowadzić śledztwa dot. katastrofy smoleńskiej – powiedziała Zuzanna Kurtyka, wdowa po prezesie IPN Januszu Kurtyce.

Wczoraj prokuratura wojskowa przyznała, że niektóre z urządzeń użytych w Smoleńsku wykazały na czytnikach cząsteczki TNT – czyli trotylu. O tym, że śledczy znaleźli na wraku w Smoleńsku ślady trotylu i nitrogliceryny napisała w październiku Rzeczpospolita. Prokuratura zaprzeczała wówczas tym informacjom.

Zuzanna Kurtyka mówi, że nie ufa prokuraturze wojskowej już od dawna – obecnie tym bardziej potrzebna jest zmiana w prowadzeniu i informowaniu o śledztwie.

Najwyższa pora by gremialnie wystąpić o odebranie śledztwa w sprawie tragedii smoleńskiej prokuraturze wojskowej i przeniesienie jej do prokuratury cywilnej. Nie wiem, czy oznaczałoby to poprawę stanu tego śledztwa, ale być może zmniejszyłoby nieudolność, a przede wszystkim bark dobrej woli w prowadzeniu śledztwa, które wykazuje od samego początku prokuratura okręgowa, prokuratura wojskowa. Od dłuższego czasu prokuratorzy publicznie ewidentnie kłamią posługując się metodą półprawdy. Mówią ale nie do końca. Te bzdury na temat kosmetyków, past do butów nie mają nic wspólnego z faktami merytorycznymi – powiedziała Zuzanna Kurtyka.

Wniosek ws. przeniesienia śledztwa do prokuratury cywilnej w połowie listopada złożył mec. Piotr Pszczółkowski. Obecnie wniosek czeka na rozpatrzenie.

Zaniedbań w postępowaniu prokuratury wojskowej jest wiele – mówi mec. Bartosz Kownacki. Pełnomocnik części rodzin ofiar wymienił m.in. zaniedbania dotyczące badania możliwej eksplozji materiałów wybuchowych i udziału osób trzecich.

– Widać że prokuratura traktowała tę wersie po macoszemu. Dla mnie, jako osoby troszeczkę orientującej się w arkanach prawa byłoby rzeczą oczywistą, że pierwszą czynność którą wykonuję to chociażby badam wrak Tupolewa, badam miejsce katastrofy. Prokuratura tego nie zrobiła. Przez to, zaufanie do tej instytucji jest bardzo podważone – akcentuje mec. Bartosz Kownacki.

Kolejną sprawą, która wzbudza uzasadnione wątpliwości dotyczących postępowania prokuratorów jest kwestia potrzebnego czasu badania próbek zabezpieczonych w Smoleńsku.

Prokuratura twierdzi, że potrzebuje na to kilku miesięcy. Tymczasem Jan Bokszczanin – producent urządzeń do wykrywania śladów ewentualnych materiałów wybuchowych – powiedział, że badanie próbek nie musi trwać tak długo.

– Jeżeli został wykryty taki materiał lub podejrzenie, to oczywiście jest mnóstwo metod, które w ciągu godziny, dwóch można za pomocą spektrometrii masowej albo za pomocą chromatografii gazowej, czy cieczowej stwierdzić czy tam rzeczywiście był materiał wybuchowy czy nie – podkreśla Jan Bokszczanin.

 

Wypowiedź Zuzanny Kurtyki:


Pobierz Pobierz

RIRM

drukuj